Newsletter

Jak awansować polski kapitalizm

Krzysztof Jasiecki, 15.05.2014
Gospodarkę i życie społeczne trzeba przestawić na inne tory

Strona 1

Gospodarkę i życie społeczne trzeba przestawić na inne tory. Z punktu widzenia instytucjonalnego, powstał w Polsce system hybrydowy, który jest w różnych wymiarach niespójny – mówi prof. Krzysztof Jasiecki w rozmowie z Janem Gmurczykiem

Jan Gmurczyk: Jak ostatnie 25 lat zweryfikowało polskie wyobrażenia i nadzieje związane z kapitalizmem? Jakiego kapitalizmu chcieliśmy, a jaki mamy?

Prof. Krzysztof Jasiecki: W elitach władzy dominował pogląd, że reformy wprowadzane na początku transformacji ustrojowej prowadzą do powstania w Polsce odmiany modelu neoliberalnego na wzór anglosaski. Jednak wkrótce okazało się, że, jak w innych państwach pokomunistycznych, przenoszenie zachodnich instytucji do kraju znacznie niżej rozwiniętego, charakteryzującego się deficytem kapitału, brakiem klas średnich oraz odmienną strukturą gospodarczą i kulturą ekonomiczną, daje efekty odbiegające od oczekiwań reformatorów.

Przebieg transformacji wykazał również, że optymistyczne prognozy dotyczące „doganiania” Zachodu realizowane są częściowo i selektywnie, a modernizacja wytwarza nowe problemy związane z restrukturyzacją gospodarki, kosztami reform i wyzwaniami globalizacji. W efekcie Polska łączy w różnych proporcjach cechy liberalnego kapitalizmu, pozostałości systemu komunistycznego i zapóźnień zbliżonych niekiedy do krajów pozaeuropejskich. Kapitalizm w naszym regionie ma charakter odmienny od państw wysoko rozwiniętych. Jest też opisywany za pomocą innych kategorii: „rynków wschodzących”, kapitalizmu transnarodowego lub „zależnej gospodarki rynkowej”.

Dokąd zatem zaprowadziła Polskę transformacja? Gdzie znajduje się dziś polska gospodarka?

Polska odwróciła niekorzystne trendy rozwoju i po raz pierwszy od pokoleń weszliśmy po 1989 roku na drogę wyraźnego zbliżania się do standardów współczesnego świata. Dla mainstreamu, określającego standardy rozwoju zgodnie z podejściem międzynarodowych organizacji gospodarczych, Polska znajduje się w czołówce „rynków wschodzących”, z możliwością przejścia do grupy „dojrzałych gospodarek rynkowych”, np. w postaci członkostwa w strefie euro.

Przejawem takiej tendencji jest konwergencja do poziomu rozwoju Europy Zachodniej, mierzona wskaźnikami PKB na mieszkańca – od 1/3 średniej w UE na początku transformacji do obecnych 2/3 w poszerzonej Unii. W ostatniej dekadzie Polska należała do najszybciej rozwijających się krajów OECD, a według MFW w latach 2007-2013 PKB Polski wzrósł łącznie o 19,7 proc. Poprawia się także konkurencyjność naszej gospodarki. W rankingach Instytutu Rozwoju Zarządzania (IMD) z Lozanny przesunęła się ona z pozycji 52. w 1997 r. na miejsce 33. w 2013 r. Według tygodnika The Economist Polska zajmuje 22. miejsce wśród największych gospodarek świata.

A czy możemy stwierdzić, że między Bugiem a Odrą ukształtowała się jakaś wyrazista odmiana kapitalizmu? Czy jest coś takiego jak „polski model kapitalizmu”?

Polska, ze względu na przewagę mechanizmów rynkowych, słabość mechanizmów koordynacji działalności gospodarczej, fragmentację interesów ekonomicznych i erozję reprezentacji pracowniczych, jest zwykle rozpatrywana jako bliska modelowi liberalnemu, co potwierdza również większy niż średnia w UE zakres nierówności oraz wykluczenia społecznego.

Utrzymują się jednak znaczące odrębności, odróżniające ten rodzaj gospodarki od „czystego” wariantu liberalnego: większa niż w Europie Zachodniej rola państwa i mało efektywne działanie jego instytucji, hybrydowa koordynacja rynkowa oraz pozarynkowa w niektórych sektorach i spółkach skarbu państwa, znaczne upolitycznienie gospodarki oraz sfery publicznej, klientelizm, korupcja, duże wpływy niektórych branżowych i zawodowych grup interesu, a także preferowanie reguł nieformalnych.

Cechy te są w wielu aspektach strukturalnie bliskie modelowi „kapitalizmu śródziemnomorskiego”, czego przejawem jest m.in. słabość instytucji publicznych, niska innowacyjność firm, duży udział mikroprzedsiębiorstw i szarej strefy, dysfunkcjonalna polityka społeczna oraz stosunkowo duży sektor rolny.

W podejściach konkurencyjnych, rozpatrujących Polskę jako przykład „zależnej gospodarki rynkowej”, lub w konserwatywnych wersjach teorii modernizacji oprócz kryteriów rozwoju gospodarczego zwraca się uwagę także na miejsce kraju w międzynarodowym podziale pracy i władzy politycznej, źródła zmian PKB, ich trwałość, a także reguły podziału wynikających z nich korzyści. W takiej interpretacji Polska, jak inne kraje regionu, powróciła do roli półperyferii światowego systemu kapitalistycznego.

Kluczowym aspektem tego wariantu kapitalizmu w Polsce stała się dominacja korporacji transnarodowych kontrolujących usługi finansowe, największe przedsiębiorstwa, handel i eksport, które szybko stały się kluczowymi aktorami przemian gospodarczych. Polityka gospodarcza nastawiona głównie na pozyskiwanie inwestorów zagranicznych i funduszy unijnych wprowadziła model rozwoju naśladowczego, imitującego kraje zachodnie. Strategia ta umożliwiła przezwyciężenie kryzysu po upadku komunizmu i wejście na ścieżkę konwergencji do poziomu rozwoju Europy Zachodniej. Ma ona jednak swoją cenę. Pozytywny wpływ inwestorów zagranicznych dotyczył bowiem głównie początkowej fazy transformowania gospodarki, tworzenia konkurencyjnego rynku i umiędzynarodowienia biznesu.

Po kilku latach okazało się, że zaangażowanie w przemiany sprzyja szczególnie interesom korporacji transnarodowych, które stały się najsilniejszymi konkurentami na polskim rynku, kontrolującymi 40 procent aktywności gospodarczej ogółu firm. Świadczy o tym wysoki stopień penetracji rynku krajowego przez te korporacje, prowadzący do ich dominacji i oligopolizacji w niektórych dziedzinach, jak w sektorze finansowym czy w branżach eksportowych. Na tle słabości akumulacji kapitału krajowego i ograniczonych możliwości rozwojowych rodzimych przedsiębiorstw taka sytuacja może reprodukować obecne struktury i charakter gospodarki w Polsce.

Przejęcie kontroli przez kapitał zagraniczny nad kluczowymi sektorami powoduje, że lokalnym firmom wyznaczana jest najczęściej rola niszowych poddostawców tradycyjnych wyrobów i usług o niższej wartości dodanej. W efekcie „strategia pastwiska dla globalnych korporacji”, oparta na zasadzie: „niskie koszty, mało nadzoru”, sytuuje Polskę w roli „wewnętrznych peryferii” Unii, zajmujących podrzędne miejsca w łańcuchu decyzyjnym i produkcyjnym transnarodowych korporacji.

Taki model rozwoju gospodarczego w niewielkim zakresie stymuluje trwałe zmiany, bazujące na wewnętrznych czynnikach wzrostu, podporządkowane krajowym celom. Nie sprzyja też tworzeniu wysokiej jakości miejsc pracy ani zwiększaniu szans życiowych młodych ludzi. Stąd formowane są obawy wejścia Polski w fazę „dryfu rozwojowego”, tj. groźby utraty w przyszłości przewag konkurencyjnych i trwałej reprodukcji peryferyjnego położenia w UE.

Czy możemy jednak mówić o polskim modelu kapitalizmu, jeśli polskiego kapitału jest w Polsce tak mało?

Zdecydowanie tak. Wynikający z przyczyn systemowych i historycznych deficyt rodzimego kapitału w znacznej mierze określa bowiem nasz wariant gospodarki rynkowej. W świetle globalnego kryzysu finansowego 2008 roku deficyt ten także wyraźnie sygnalizuje, że powinniśmy realizować polityki publiczne na rzecz wzmocnienia mechanizmów akumulacji krajowego kapitału. Kiedy wchodziliśmy w transformację, myślenie o globalizacji było ustawione według innego paradygmatu. Zakładano swobodę przepływów kapitałowych i inwestycji.