Newsletter

Kogo nie interesuje ta kampania?

Weronika Przecherska, 15.05.2014
Europa nie potrafiła o sobie opowiedzieć w czasie dobrobytu i stabilizacji. W czasach niepokoju przychodzi jej to z jeszcze większą trudnością

Unia Europejska nigdy nie potrafiła opowiadać o sobie w pasjonujący sposób. Wybory do Parlamentu Europejskiego – zarówno politycy, jak i obywatele w wielu krajach UE – traktowali jako wybory drugiej kategorii.

CC BY 2.0. Michel Barnier i Jean-Claude Juncker na Kongresie Europejskiej Partii Ludowej w Dublinie.

Remedium na ten stan rzeczy miała być bardziej spersonalizowana kampania wyborcza. Zakładano, że partie reprezentowane przez kandydatów na szefa Komisji Europejskiej przyciągną uwagę wyborców, spolaryzują debatę oraz zwiększą zaangażowanie i frekwencję. Jednak na niecałe dwa tygodnie przed wyborami niewiele wskazuje na to, że tak się stanie.

W toczącej się właśnie w Europie kampanii o Unii słychać stosunkowo niewiele. Europejczycy wiedzą zaś o rozgrywającej się walce wyborczej jeszcze mniej niż można się spodziewać. Oczywiście pełen obraz sytuacji dadzą dopiero powyborcze podsumowania. Jednak już dziś prognozy nie są optymistyczne.

Rywalizacja Jean-Claude’a Junckera i Martina Schulza zdaje się do tej pory niewiele zmieniać. Jak pokazują ostatnie badania przeprowadzone przez instytut badawczy Ipsos, tylko 38 proc. Europejczyków jest zainteresowanych wyborami do PE. 62 proc. otwarcie deklaruje, że właściwie nie zwraca na ten temat uwagi.

Wyborcy nie znają także kandydatów wystawionych przez główne europejskie ugrupowania. Czołowym politykom Europejskiej Partii Ludowej i socjaldemokratów –Junckerowi i Schulzowi – daleko jest do popularności rządzącej Niemcami Angeli Merkel. Rozpoznaje ich odpowiednio 39 i 40 proc. badanych. Stosunkowo słabo wypadają jednak także przy skrajnie nacjonalistycznej Francuzce Marine Le Pen, której nazwisko znane jest 53 proc. badanych.

Te niekorzystne, ogólnoeuropejskie statystyki niewiele różnią się od zainteresowania wyborami w Niemczech. Brak zaangażowania Niemców odzwierciedlają choćby badania niemieckiego pisma „Cicero” przeprowadzone we współpracy z ośrodkiem YouGov.

Niemcy pozostają absolutnie obojętni wobec kampanii. Tylko 11 proc. naszych sąsiadów porusza często ten temat w rozmowach. Niewiele więcej próbuje pozyskać dodatkowe informacje w internecie. Zaledwie jedna piąta cieszy się z możliwości wzięcia udziału w głosowaniu. Uzupełnieniem całego obrazu mogą być badania Deutschland Trend na zlecenie WDR. 49 proc. wyborców w ogóle nie interesuje się, kto będzie ich reprezentował w Parlamencie Europejskim.

Choć komentatorzy sporo nadziei pokładali w ubiegłotygodniowej niemieckojęzycznej debacie pomiędzy Junckerem i Schulzem wierząc, że podgrzeje ona kampanijne emocje, dane oglądalności raczej pozbawiły ich złudzeń. Debata, która bardziej niż pokazać różnice, skupiła uwagę na podobieństwach między kandydatami, przyciągnęła przed ekrany telewizorów tylko 1, 79 milionów widzów. I zdecydowanie zaniżyła wyniki oglądalności osiągane przez stację w porównywalnym okresie.

Brak zaangażowania niemieckich wyborców – obok tradycyjnej obojętności wobec europejskiej kampanii – można też oczywiście tłumaczyć prostym do przewidzenia wynikiem. W Niemczech zagadką nie jest dziś, kto wygra nadchodzące wybory. Według wszystkich sondaży będzie to CDU. Otwartym pozostaje pytanie, jakie partie wejdą do europarlamentu dzięki zniesieniu trzyprocentowego progu poparcia.

W przeciwieństwie jednak do pozostałych krajów Unii Europejskiej. frekwencję mogą uratować odbywające się tego samego dnia w dziesięciu landach wybory samorządowe. Niemcy, choć obojętni wobec toczących się właśnie partyjnych zmagań, mają więc szansę na osiągnięcie frekwencji, o której inne kraje mogą tylko pomarzyć.

Frekwencja, choć nie jest to miara idealna, nadal wydaje się być najlepszym papierkiem lakmusowym zaangażowania obywateli. I symbolem braku zrozumienia i komunikacji pomiędzy Brukselą a Europejczykami. Dość powiedzieć, że od 1979 roku coraz mniej mieszkańców Starego Kontynentu udaje się przekonać do wzięcia udziału w wyborach. Europa nie potrafiła o sobie opowiedzieć w czasie dobrobytu i stabilizacji. Nic więc dziwnego, że w czasach niepokoju przychodzi jej to jeszcze z większą trudnością.

Tym razem jednak ów brak zainteresowania wyborców niebezpiecznie zbiega się w czasie z rosnącą popularnością eurosceptyków, zapowiadających w barwnych (i niestety porywających kampaniach) rozsadzenie Unii od środka. Zbiega się też z kolejnymi działaniami Władimira Putina, będącymi źródłem rosnącego niepokoju europejskich przywódców i obywateli. Może nie będzie tak dramatycznie, jak podsumował ostatnio niemiecki „Der Tagesspiegel”, i nie jest to ostatnia kampania w historii Unii Europejskiej. Trudno jednak zaprzeczyć, że coś jest na rzeczy.

Sfinansowane przez Komitet Wyborczy Platforma Obywatelska RP.