Newsletter

Francuscy wielbiciele Putina

Jacek Kubiak, 08.05.2014
Jak Władimir Władimirowicz rozdaje polityczne karty nad Sekwaną

Jak Władimir Władimirowicz rozdaje polityczne karty nad Sekwaną

CC-BY-SA-3.0, premier.gov.ru

Władimir Putin nie cieszy się we Francji wielkim szacunkiem. Instytut badania opinii publicznej BVA jeszcze przed rosyjską inwazją na Krym, w styczniu 2014 r., donosił, że zaledwie 14 proc. Francuzów ma dobrą opinię o prezydencie Rosji. Zadziwia więc, dlaczego tylu polityków francuskich demonstruje swoje przywiązanie tak do samego Putina, jak i do jego polityki wobec Ukrainy. Najpewniej chodzi właśnie o zaskarbienie sobie sympatii owych 14 procent.

W przypadku Marine Le Pen, szefowej skrajnie prawicowego i nacjonalistycznego Frontu Narodowego, chodzi zapewne o tradycyjną dla tej formacji sympatię dla mocnego człowieka. I nie miałoby większego znaczenia, że chodzi tu o mocnego człowieka Rosji, gdyby nie fakt, że Putin występuje w opozycji do UE i do USA. Spór ten dla przywódczyni francuskich nacjonalistów jest kluczowy, gdyż ona sama walczy z tymi samymi wrogami co Putin.

Ponadto Rosja od dawna cieszy się w Francji wielkim zainteresowaniem. Paryż to chyba jedyna stolica posiadająca, skądinąd przepyszny architektonicznie, most noszący imię cara Rosji – Aleksandra III. A jest on tylko jednym z wielu, choć bardzo wymownym, symboli francuskiej fascynacji Rosją. Również francuskie bistra na co dzień przypominają Francuzom związki z tym krajem. Połączenie dawnych sentymentów z rosyjską współczesnością jest więc wątkiem, który w trakcie kampanii wyborczej do PE może przysporzyć Marine Le Pen jeszcze większej liczby eurosceptycznych wyborców niż dotychczas.

Poza tym Lepenówna uważa się za spadkobierczynię Joanny d’Arc. Widzi się już w fotelu prezydenckim, o czym jej ojciec, sędziwy Jean-Marie Le Pen, mógł jedynie barwnie dywagować. Drugą, po świętej Joannie (która, jak wiadomo, oparła się perfidnemu Albionowi, za co zapłaciła życiem), francuską osobistością docenianą przez zwolenników Frontu Narodowego jest generał de Gaulle. Bo chociaż skorzystał on skrzętnie z pomocy Albionu, to jednak potrafił skutecznie oprzeć się Amerykanom.

I tak koktail mamy gotowy: Joanna d’Arc + generał de Gaulle + Władimir Putin = oczekiwane 25 maja wielkie zwycięstwo Marine Le Pen i francuskich nacjonalistów.

Wizja ta jest tu siłą rzeczy ogromnie uproszczona. Ale w kamapanii wyborczej, w której Marine Le Pen czuje się niesiona na fali niezadowolenia z ekonomicznej i społecznej sytuacji Francji, owe 14 proc. Francuzów wyrażających się pozytywnie o Putinie stanowi niezwykle smakowity kąsek. Pozyskać ich można sławiąc wielkorosyjską politykę Putina, jego stanowczość w obronie interesów własnego kraju i rosyjskiej mniejszości na Ukrainie. To bowiem wręcz niedościgniony wzór dla przyszłej wielkofrancuskiej polityki Marine Le Pen. Analogie te w lot pojmie nawet z reguły mało wykształcony wyborca Frontu.

Paradoksem jest, że główny wróg ideologiczny przywódczyni Frontu Narodowego, skrajnie lewicowy Jean-Luc Melenchon, również chwali rosyjskiego prezydenta. Co prawda nie można powiedzieć, żeby go wielbił tak jak oponentka, ale on również nie może zawieść swoich, tym razem komunistycznych, wyborców. Dla nich zaś Rosja to ciągle potencjalne źródło rewolucji proletariackiej. Dlatego dla Melenchona ważna jest nie tyle polityka samego Putina, co ucieleśniony przez niego opór narodu rosyjskiego przeciwko imperializmowi tak USA, jak Unii Europejskiej, chodzącej, jak wiadomo, na amerykańskim pasku. Potwierdza to słuszność francuskiego porzekadła, że skrajności są bardzo do siebie podobne.

Trzecim wielbicielem Putina nad Sekwaną jest były prawicowy premier Francji (za prezydentury Nicolasa Sarkozy’ego) François Fillon. Ostatnio dość otwarcie flirtuje on z ideologią do tej pory zarezerwowaną dla Frontu Narodowego. Zapewne zachował po prostu sympatię dla swojego byłego rozmówcy, który jeszcze niedawno tworzył całkiem niezłą przeciwwagę dla dyskursu Miedwiediew-Sarkozy. W dodatku usytuowanie Fillona przy boku Putina nie zostawia w tym względzie monopolu na prawicy Marine Le Pen. Daje więc potencjalną możliwość podziału głosów wspomnianych 14 proc. proputinowskich Francuzów.

Tak to Władimir Władimirowicz Putin rozdaje polityczne karty nad Sekwaną.

*Jacek Kubiak – jest biologiem. Od ponad 20 lat pracuje we francuskim CNRS (Narodowe Centrum Badań Naukowych) i mieszka we Francji. Komentował francuską politykę na łamach „Polityki”, „Tygodnika Powszechnego”, „Gazety Wyborczej” i czeskiego dwumiesięcznika „Listy”