Newsletter

Gdy Kongres śpi, stany zabijają

Kazimierz Bem, 05.05.2014
Po wiosennej przerwie do Waszyngtonu wrócił Kongres, by przez kilka tygodni popracować przed kolejną, tym razem letnią, przerwą. Niestety, mało kto w ową pracę wierzy

Marlborough, 1 maja 2014

Po wiosennej przerwie do Waszyngtonu wrócił Kongres, by przez kilka tygodni popracować przed kolejną, tym razem letnią, przerwą. Niestety, mało kto w ową pracę wierzy. Waszyngtońskie gazety grzmiały, że ten Kongres, choć już jest najmniej efektywnym Kongresem od czasów II wojny światowej, teraz skupi się na blokowaniu tych nielicznych ustaw, których nie zdołał zablokować wcześniej. Rzeczywiście, już na początku tego tygodnia republikanie w Senacie zablokowali pracę nad projektem ustawy zwiększającej płacę minimalną – jest taka sama od 1992 roku. Demokraci dostali szału, ale prawdę powiedziawszy ustawa i tak przepadłaby w głosowaniu w zdominowanej przez republikanów Izbie Reprezentantów.

Natomiast w przyszłym tygodniu czekają nas wiadomości na temat tego, co Kongres zrobi z deficytem w federalnej agencji odpowiadającej za remonty i budowę autostrad.

Jednak nagłówki gazet zdominowały wiadomości z prowincjonalnych stanów, a nie wieści z Kongresu i Waszyngtonu. Najpierw zadziwiającą większością 6 do 2 głosów Sąd Najwyższy uznał, że federalna Environmental Protection Agency (Agencja Ochrony Środowiska) może ustalać limity na emisję dwutlenku węgla i karać za ich nieprzestrzeganie dotkliwymi karami finansowymi. EPA może teraz nabrać wiatru w żagle i zacząć karać bezkarny dotychczas wielki przemysł oparty na węglu. EPA jest solą w oku republikanów, którzy latami blokowali nominacje do jej składu, a następnie wspierali m.in. braci Charlesa i Davida Kochów (posiadających wielką firmę Koch Industries i kierujących konserwatywną fundacją polityczną Koch Family Foundation – red.), gdy ci próbowali jej działania nazwać nielegalnymi.

Jednak paradoksalnie najwięcej uwagi w ostatnich dniach zwróciła sprawa kary śmierci. Na początku minionego tygodnia zabrakło zaledwie jednego głosu, by zniósł tę karę stan New Hampshire – ostatni stan w Nowej Anglii, który ją posiada.

Ale wydarzeniem tygodnia była nieudana egzekucja Claytona Locketta w stanie Oklahoma. Powiedzmy sobie szczerze: był absolutnym bydlakiem. W 1999 roku porwał, zgwałcił wraz z kolegami, a następnie zakopał żywcem 19-letnią Stephanie Neiman. Został skazany na karę śmierci, a ultrakonserwatywna gubernator Oklahomy odmówiła zastosowania prawa łaski. Do końca nie okazał żadnej skruchy.

Na kilka dni przez egzekucją stanowy Sąd Najwyższy wstrzymał jego egzekucję, uwzględniając argument, iż Lockett ma prawo wiedzieć, jakimi lekami zostanie zgładzony. (Europejskie koncerny rutynowo odmawiają sprzedaży leków, którymi można posłużyć się w egzekucji, więc stany wykonujące karę śmierci ukrywają nazwy stosowanych do tego preparatów.) Wściekła gubernator Mary Fallin zapowiedziała wówczas, że egzekucja i tak się odbędzie, a stanowi republikanie zagrozili usunięciem sędziów Sądu Najwyższego. Wtedy sędziowie szybko się wycofali, orzekając, iż nie ma stanowego prawa, które uprawniałoby skazanego do wiedzy, jakim środkiem zostanie zgładzony.

Odtąd wszystko już miało pójść pięknie i gładko – ale nie poszło. Śmiercionośny środek nie zadziałał, jak powinien. Zamiast usnąć, Lockett się obudził, próbował się podnieść i coś mamrotał. Przerażony szef więzienia nakazał wstrzymać egzekucję i zasłonić kotary, ale Lockett zmarł po ponad 40 minutach na zawał serca.

W USA zawrzało. Pod naciskiem opinii publicznej gubernatorka Fallin niechętnie poleciła przeprowadzić niezależne śledztwo, na wszelki wypadek powierzając kluczową w nim rolę swojemu zaufanemu człowiekowi. O dwa tygodnie odroczyła też egzekucję kolejnego skazańca. Szef stanowego więziennictwa wezwał ją jednak, by wstrzymała egzekucje na czas nieokreślony, aż nie zostaną wyjaśnione wszystkie okoliczności śmierci Locketta.

Przy okazji prasa znów zaczęła się przyglądać temu, gdzie, jak często i na kim wykonuje się wyroki śmierci. Media przypominają historie uniewinnionych w ostatniej chwili i tych, co do których winy było wiele wątpliwości.

Jeden z profesorów przypomniał zaś, że o „humanitarnej egzekucji” mówi się od XIX wieku. Próbowano już z wieszaniem, plutonem egzekucyjnym, komorą gazową, krzesłem elektrycznym, a teraz próbuje się z trucizną. I każda kolejna próba kończy się spektakularną i okrutną klapą. Bo prawda jest taka, że zabijanie drugiego człowieka nie może być ani godne, ani piękne. Niezależnie od tego, czy zabójcą jest Lockett, czy stan Oklahoma.