Newsletter

Koniec rosyjskiej hegemonii gazowej?

Katarzyna Cięciak, 29.04.2014
Propozycja premiera Tuska to droga do wzmocnienia polityki energetycznej UE

Propozycja premiera Tuska to droga do wzmocnienia polityki energetycznej UE

Inicjatywa premiera Donalda Tuska, nazywana unią energetyczną, to propozycja zmierzająca w kierunku zakończenia narastającej przez ostatnie lata rosyjskiej dominacji gazowej w Europie. Jest to powrót do korzeni Unii, gdyż to surowce energetyczne były podstawowym motywem integracji Europy.

Alternatywa dla dostaw z Rosji

Propozycja premiera Tuska to droga do wzmocnienia polityki energetycznej UE. Opiera się na kilku fundamentalnych założeniach, nazwanych w przygotowanym przez rząd dokumencie filarami.

Filarów unii energetycznej jest sześć i dotyczą zwiększenia nakładów na infrastrukturę energetyczną, wzmocnienia mechanizmów solidarnościowych na wypadek kryzysów energetycznych, wspólnych negocjacji gazowych dla całej UE. Dalej: lepszego wykorzystywania rodzimych źródeł energii, dywersyfikacji kierunków dostaw gazu i ropy oraz wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego unijnych sąsiadów.

Z „filarów” wynika jasny przekaz: powinniśmy jak najszybciej stworzyć unię energetyczną i ją skutecznie realizować, aby zmniejszyć obecną zależność od rosyjskich dostaw surowców energetycznych, która powoduje słabość Europy.

Tu nie chodzi o uniezależnienie się w ciągu kilku miesięcy od rosyjskiego gazu. Chodzi przede wszystkim o to, by podjąć realne działania w zakresie wspólnej polityki energetycznej, która na razie widnieje przede wszystkim na papierze. A wszelkie konkretne decyzje podejmowane są w sytuacjach nagłego zagrożenia bezpieczeństwa energetycznego, jak to miało miejsce kilkukrotnie na przestrzeni ostatnich lat. I to głównie za sprawą Rosji.

Niefortunne na obecnym etapie rozmów może się tylko wydawać użycie słowa unia, gdyż tworzy się wrażenie, że powstaje nowa organizacja międzynarodowa czy związek państw. Budzić to może obawy przed kolejnymi tworami pociągającymi za sobą koszty ich funkcjonowania. A przecież jest to bezpodstawne, gdyż „nowa unia” ma funkcjonować jako jeden z filarów UE.

Choć pewnie już na to za późno, gdyż określenie „unia energetyczna” zaczęło żyć własnym życiem, to określałabym tę inicjatywę mianem polityki. Bo celem „unii” premiera Tuska jest nic innego, jak stworzenie ekonomicznego i administracyjnego oddziaływania organów UE na sektor energetyczny, jego strukturę i funkcjonowanie. A to wpisuje się w definicję polityki energetycznej jako polityki gospodarczej wobec sektora energetycznego, prowadzonej przez władze publiczne względem sektora gospodarki określanego potocznie jako sektor strategiczny.

Co z dotychczasową polityką energetyczną?

Wspólna polityka energetyczna jest i zawsze była jednym z głównych priorytetów UE. Należy pamiętać, iż dwa spośród trzech fundamentalnych traktatów, które regulowały funkcjonowanie ówczesnej Unii, dotyczyły zagadnień przemysłu wydobywczego (w tym przede wszystkim surowców energetycznych) i sektora energetycznego.

Traktat paryski ustanowił Europejską Wspólnotę Węgla i Stali, z kolei Europejska Wspólnota Energii Atomowej powstała na mocy traktatów rzymskich. Na przestrzeni 30 lat nie podejmowano radykalnych zmian podejścia Wspólnot w tej kwestii, gdyż nie widziano takiej potrzeby.

Dopiero traktat z Maastricht jako pierwszy wymienił politykę energetyczną w katalogu działań wspólnotowych, ale nie zawiera on odrębnego rozdziału poświęconego kwestiom energetycznym. Zdefiniował politykę energetyczną jako aspekt polityki przemysłowej Unii Europejskiej.

Wraz z odcięciem dostaw gazu przez Rosję dla Ukrainy na początku 2006 roku, co dotknęło także wiele państw UE, pojawił się istotny impuls do podjęcia działań urzeczywistniających ideę wspólnej polityki energetycznej UE. Unia przyjęła wówczas obowiązujące do dzisiaj trzy cele wspólnej polityki energetycznej: zrównoważany rozwój i przeciwdziałanie zmianom klimatycznym, zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego oraz stworzenie wspólnego jednego rynku wewnętrznego energii elektrycznej i gazu.

Do momentu wejścia w życie traktatu lizbońskiego, czyli do 1 grudnia 2009 roku, KE faktycznie nie posiadała własnych kompetencji w zakresie kształtowania zewnętrznego wymiaru europejskiej polityki energetycznej. Kwestie te należały wcześniej do wyłącznych kompetencji państw członkowskich.

Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej tworzy nowe podstawy pod wspólną politykę energetyczną. Jeden z jego rozdziałów poświęcono wyłącznie energetyce. Definiuje on politykę energetyczną jako obszar dzielonych kompetencji UE i państw członkowskich. Po raz pierwszy zawarto klauzulę solidarności gwarantującą, że jeżeli dane państwo członkowskie napotka na poważne trudności w dostawach energii, inne państwa członkowskie udzielą mu natychmiastowej pomocy. Każde państwo członkowskie nadal jednak samodzielnie decyduje o strukturze zaopatrzenia w energię, o sposobie wykorzystania własnych zasobów energetycznych, a także o wyborze między różnymi źródłami energii.

Nie ma co czekać – trzeba działać

Obecnie Unia stoi na rozdrożu i musi podjąć decyzję, w którym kierunku podąży. Czy będzie dalej zacieśniać współpracę z Rosją w zakresie energetyki, czy postawi na energetyczne uniezależnianie się od Gazpromu i Rosji.

Choć wspólna polityka energetyczna na przestrzeni ostatnich lat zajmuje dominującą pozycję, to wciąż robi się za mało. Niewątpliwym krokiem naprzód było wprowadzenie tzw. mechanizmu solidarnościowego, trzeciego pakietu energetycznego czy postępowania antymonopolowego w stosunku do Gazpromu. To jednak w obecnej sytuacji nie wystarcza. Jeśli Unia nie wyprzedzi o krok Rosji i innych dostawców surowców energetycznych z często niestabilnych politycznie terenów, wówczas zawsze znajdzie się na pozycji przegranej. A chodzi o to, by nie dopuścić, aby w krajach członkowskich Unii panował monopol energetyczny. Niezależnie jakiego pochodzenia.

Osiem lat temu, tworząc założenia wspólnej polityki energetycznej, KE zaznaczyła, że proces ten będzie miał charakter długoterminowy i wymagać będzie okresowej aktualizacji celów. Dziś trzeba na nowo zdefiniować wspólną politykę energetyczną, gdyż obecna tworzona przez kilkadziesiąt lat integracji jest za mało konkretna i realizowana przez liczne instytucje, co prowadzi do rozmywania się jej celów. Jest także zbyt obszerna i dotyczy nadmiernie wielu problemów, by była skutecznie realizowana. Może warto stworzyć politykę energetyczną opartą, tak jak wskazuje Polska, tylko na kilku konkretnych działaniach, które realizowane będą przez całą Unię w imieniu państw członkowskich. Zapewni to jej większą skuteczność.

Stworzenie rzeczywiście funkcjonującej polityki energetycznej jest szansą na powrót do silnej integracji europejskiej. Nie będzie to zadanie łatwe, patrząc na dotychczasowe różnice zdań dotyczące tego strategicznego sektora, jakie chociażby miały miejsce w kontekście możliwości wydobywania gazu łukowego. Pamiętać należy także o różnicach w strukturze zużycia źródeł energii w poszczególnych krajach.

Propozycja Tuska to sprawdzian dla Unii, na ile dalsza integracja jest jeszcze możliwa, a także dla niego samego, na ile Europa liczy się z Polską. Wstępne deklaracje Francji i Niemiec są optymistyczne. Oby tylko były wprowadzone w życie i to szybko, gdyż odkładanie tych decyzji na pewno osłabi jej znaczenie i możliwości realizacji.

Powinniśmy dopingować unii energetycznej, gdyż poprzez aktywne działanie Polska staje się liderem na arenie międzynarodowej. Liderem, który prowadzi kluczowe sprawy w Europie z punktu widzenia bezpieczeństwa. Polityka energetyczna realizowana zgodnie z propozycją polskiego premiera może sprawić, że Unia przestanie być gazowym zakładnikiem Rosji.

*Katarzyna Cięciak – doktor nauk ekonomicznych, adiunkt w Katedrze Polityki Przemysłowej i Ekologicznej Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, specjalizuje się w energetyce i ochronie środowiska

Sfinansowane przez Komitet Wyborczy Platforma Obywatelska RP.