Newsletter

Rząd Orbána 2.0

András Lánczi, 09.04.2014
Dla Orbána jest oczywiste, że Węgry muszą pozostać w Unii

Dla Orbána jest oczywiste, że Węgry muszą pozostać w Unii – mówi prof. András Lánczi w rozmowie z Grażyną Grochocką

Grażyna Grochocka: Czy uważa pan, że Węgrzy są narodem konserwatystów? Partie prawicowe otrzymały ponad 65 proc. głosów w ostatnich wyborach.

Prof. András Lánczi: Węgrzy z całą pewnością nie są konserwatywni z natury. Oczywiście już Machiavelli głosił, że wszyscy ludzie są konserwatywni w swoim podejściu do świata, ale nie oznacza to zapatrywań politycznych. Wydaje mi się, że mamy do czynienia z podobną sytuacją jak w Polsce. Postkomunistyczna lewica zdaje się nie umieć dostosować do wymagań wyborców i dlatego oskarża prawicę o populizm.

Węgrzy nie są w żadnym stopniu bardziej konserwatywni niż inni Europejczycy; to lewica straciła umiejętność zachęcania do siebie wyborców. Jednak kryzys przyszedł nie teraz, a cztery lata temu. Rok 2010 był momentem przełomowym dla lewicy, która od tamtej pory nie potrafi zaproponować prawdziwej alternatywy. A równocześnie prawicy pomaga Viktor Orbán, jego charyzma i oryginalność, która przemawia do ludzi.

Na czym skupi się nowy rząd? Szykują się jakieś zmiany?

Już w czasie kampanii było jasne, że rząd Fideszu będzie kontynuował swoją politykę. Najważniejsze punkty to podatek liniowy i zwiększanie liczby miejsc pracy. Premier Orbán często podkreśla, że powinniśmy tworzyć społeczeństwo, w którym każdy obywatel pracuje, a stuprocentowe zatrudnienie jest możliwe do osiągnięcia. Poza tym rząd ma zamiar utrzymywać sztywny 3-proc. deficyt budżetowy – jeden z wymogów Unii Europejskiej – i skupić się na spłacaniu istniejącego długu publicznego. Jest jeszcze jeden ważny punkt: wspieranie rodziny, tak duchowo, jak i finansowo. Już teraz jeśli w rodzinie jest trójka lub więcej dzieci, rodzice prawie nie płacą podatku dochodowego.

Rząd jest bardzo dumny ze swojej polityki energetycznej. Niemal cudem udało się obniżenie cen u publicznych dostawców gazu i elektryczności. Był to jeden z najważniejszych planów rządu Orbána. Ceny faktycznie spadły – z jednych z najwyższych w Europie do europejskiej średniej. No i oczywiście rząd ma zamiar pozostać przy polityce opodatkowywania banków.

Krytycy uważają, że konstytucja z 2012 roku i nowa ustawa wyborcza wspierają duże partie. Na ile nowe prawo miało wpływ na wynik wyborów?

Konstytucja nie miała wiele wspólnego z samą procedurą wyborczą, więc nie wiem, w jakim stopniu mogła wpłynąć na wynik. Węgierski system wyborczy składa się z dwóch części: głosowania bezpośrednio na kandydata na jednej karcie, i na listę wyborczą na drugiej. Nowe prawo zachowało to rozwiązanie. Do parlamentu można dostać się z okręgu jednomandatowego lub z listy partyjnej. Największą nowością jest zmiana liczby posłów: z 386 do 199. O ograniczeniu wielkości parlamentu mówiło się od 25 lat i to właśnie było głównym celem reformy.

To o czym pani wspomniała – umocnienie głównych partii – wynika ze zmiany w okręgach jednomandatowych. Przed reformą odbywały się dwie tury wyborów tak, aby jeden z kandydatów dostał ponad połowę głosów. Teraz głosujemy raz i kandydat, który ma największe poparcie, ale niekoniecznie ponad 50-proc., dostaje się do parlamentu.

Wiele osób krytykowało proporcjonalność głosowania na listach. Faktem jest, że partia, która zdobędzie najwięcej mandatów w JOW-ach jest sztucznie wspomagana na listach tak, aby wzmocnić większość parlamentarną. Partia, która i tak wygrywa, ma dodatkową przewagę w ostatecznym rozdzielaniu mandatów. Którekolwiek ugrupowanie nie wygrałoby wyborów, miałoby bardzo duże szanse na znaczącą większość w parlamencie. Opozycja wielokrotnie wyrażała nadzieję, że zdobędzie wystarczającą ilość głosów, by mieć nawet ponad połowę miejsc w Zgromadzeniu Narodowym. Jak widać wszystkie strony politycznego spektrum zaakceptowały logikę stojącą za zmianami.

Czy Węgry czują się zagrożone wydarzeniami w Sewastopolu? Dlaczego premier Węgier nie skrytykował Putina?

Oficjalnie Węgry potępiły Putina i okupację Krymu. Było to wyraźnie podkreślone przez ministra spraw zagranicznych Jánosa Martonyi. I to jest oficjalne stanowisko Węgier.

Ale sam premier Orbán nie jest bardziej widoczny w tej kwestii na arenie międzynarodowej.

Węgry mają zamiar współpracować z Unią Europejską i będą stosować się do jej rozwiązań. Premier Orbán mówił o tym kilka tygodni temu w Brukseli, jak również w swoim kraju. Węgry popierają działania Unii Europejskiej w sprawach kryzysu ukraińskiego. Viktor Orbán z pewnością nie jest jednym z najgłośniejszych krytyków Rosji, ale popiera Unię i popiera Ukrainę. Stanowisko Węgier jest takie, że działania Moskwy na Krymie są nie do zaakceptowania.

Mówiąc o Unii – jakie są plany Fideszu w zbliżających się wyborach do Parlamentu Europejskiego?

Kampania dopiero się u nas zaczyna. Wieczorem w dniu wyborów do parlamentu premier Orbán podkreślił jednak jedną bardzo ważną rzecz: Węgry są częścią Unii Europejskiej i nawet wspominanie o tym, że mogłyby Unię opuścić jest niezwykle niebezpieczne. Wyraźnie chciał się odciąć od radykalnie antyeuropejskiego Jobbiku i pokreślić różnicę między dwiema partiami.

Jego przemowę oglądano w całym kraju i premier mógł w niej zająć się wieloma sprawami, może bliższymi zwykłym ludziom. Postanowił jednak skupić się na miejscu Węgier w Europie. Był to wyraźny początek kolejnej kampanii wyborczej, w której główna walka rozegra się między skrajnie prawicowym Jobbikiem a konserwatywnym Fideszem. Dla Viktora Orbána oczywiste jest, że Węgry muszą pozostać w Unii.

*prof. András Lánczi – konserwatywny filozof, wykłada na Uniwersytecie Korwina w Budapeszcie, dyrektor Instytutu Nauk Politycznych, autor wielu książek, m.in. „Filozofia polityczna w XX wieku” (1999).

Sfinansowane przez Komitet Wyborczy Platforma Obywatelska RP.