Newsletter

Między szlachcicem a obywatelem

Radosław Markowski, 11.04.2014
Do utrwalenia demokracji i poprawy jej jakości w naszym kraju dojdzie tylko wtedy, gdy wszyscy zaangażujemy się w jej naprawę i wsparcie

Strona 1

Do utrwalenia demokracji i poprawy jej jakości w naszym kraju dojdzie tylko wtedy, gdy wszyscy zaangażujemy się w jej naprawę i wsparcie

Polskie tradycje demokratyczne, jak i oryginalny wkład w demokratyczne innowacje, są tyleż znaczące, co przez nas samych niedoceniane. Artykuły Henrykowskie, pacta servanta oraz liberum veto – fundamenty szesnasto- i siedemnastowiecznej Rzeczypospolitej – to wynalazki, które o kilka wieków wyprzedziły swoją epokę. I choć dzisiaj fakt, że 8 procent ówczesnego społeczeństwa miało prawo głosu, nie może uchodzić za dowód inkluzywności systemu politycznego, wówczas był to najwyższy wskaźnik w Europie.

Dodajmy też, że mieliśmy wybieranych królów, którzy w kampaniach wyborczych ubiegali się o poparcie. Wszystkie trzy elementy instytucjonalne świadczyły o tym, że Polacy mieli – używając współczesnego języka – do czynienia z demokracją liberalną, której instytucje miały zapobiegać nadmiernej władzy wykonawczej, z wieloma „punktami weta” w procesie podejmowania decyzji makropolitycznych.

W refleksji nad rozwojem kultury wyróżnia się trajektorie kultury konkretnej i ogólnej. Przez tę pierwszą rozumiemy po prostu temporalny i sekwencyjny ciąg zdarzeń, przez tę drugą – poziom wyrafinowania kultury, jej jakość. Nietrudno przekonać współczesnych, że bliżej nam dzisiaj w sensie „ducha kultury” do wynalazków starożytnych Greków (choćby właśnie w kwestii refleksji nad ustrojem politycznym, a demokracją w szczególności) czy Rzymian (w takich kwestiach, jak jurysprudencja, podstawowe zasady prawa, jego stanowienia i obowiązywania) niż do europejskich społeczeństw średniowiecza.

Podobnie należy odnieść się do polskich inwencji owego okresu. Dzisiejsze stabilne demokracje wręcz neurotycznie koncentrują się na prawach mniejszości jako najważniejszym filarze ustroju demokratycznego, a tworzenie instytucjonalnych „zasieków”, by mniejszościom nie działa się krzywda, stanowi o istocie i jakości każdego państwa demokratycznego. Co więcej, od pewnego czasu, po znacznym rozczarowaniu mechanizmami demokracji bezpośredniej, nastąpił na świecie tak zwany „deliberatywny zwrot” – wieloaspektowe zjawisko polegające na rozstrzyganiu spraw i podejmowaniu decyzji w oparciu o wiedzę ekspercką i zasadę osiągania konsensusu. Owe deliberatywne innowacje są niczym innym jak właśnie instytucjami demokratycznymi mającymi na celu osiąganie zgody co do alternatywnych rozwiązań złożonych kwestii zbiorowego podejmowania decyzji, a więc polityki, z poszanowaniem opinii mniejszości, a właściwie każdego. Wygląda na to (choć nasza historiografia milczy na ten temat), że możemy być dumni z naszych szesnastowiecznych przodków. By była jasność, później było gorzej, z powodów, które są dość dobrze opisane. Brak przez ponad półtora wieku państwowości i/lub suwerenności musiał zmienić nasz stosunek do instytucji, państwa, poszanowania kontraktów i ogólnie relacji między więziami nieformalnymi a formalnymi.

Pod koniec XX wieku Polacy ruszyli budować swą demokrację z bagażem tradycji dość temu ustrojowi niesprzyjającym. Nie chodzi tylko o skutki rozbiorów, które pokolenia Polaków wyalienowały z odpowiedzialnej relacji z państwem i jego instytucjami, ani o niewątpliwie stracone lata w okresie realnego socjalizmu. Chodzi też o kwestię we współczesnej Polsce przemilczaną, choć wydaje się, że zbliża się czas otwarcia dyskusji na ten temat. Kwestią tą jest Kościół katolicki i dominujący typ socjalizacji do fundamentalnych wartości, jakimi kierują się Polacy, do czego szerzej odniosę się w dalszej części.

Okres transformacji, od 1989 roku po rok 2013, można podzielić na kilka faz, w zależności od tego, czy jest się ekonomistą, socjologiem, politologiem, czy psychologiem społecznym. Patrząc jednak przez pryzmat konsolidacji demokracji w Polsce, wydaje się, że można wskazać kilka punktów zwrotnych. Pierwszy to dojście do władzy w 1993 roku partii wywodzących swój rodowód z okresu PRL-u oraz względnie szybki rozwój gospodarczy kraju pod rządami koalicji SLD/PSL.

Drugi to – pomimo udanego czterolecia 1993–1997 – wybory przegrane na rzecz nowego koalicyjnego ugrupowania prawicy pod sztandarami AWS oraz, co najważniejsze, ogromne rozczarowanie rządami tej ostatniej, nie tyle z powodu spowolnienia gospodarczego, ile z powodu nepotyzmu, korupcji oraz wewnątrzkoalicyjnych konfliktów. Niesłychanie istotny był trzeci punkt zwrotny – wysokie, niemal większościowe zwycięstwo SLD w wyborach 2001 roku, ukazujące, że partia o stricte lewicowym rodowodzie może w Polsce zdobyć sympatię około jednej trzeciej elektoratu (umownie) prawicowego. Wreszcie, kluczowy dla dzisiejszych postaw demokratycznych Polaków jest okres 2005–2007, gdy próbowano rozpocząć nowy projekt, doprowadzić do kluczowej zmiany ustrojowej w kierunku powszechnie znanym jako IV RP, oraz kilkuletni już kryzys światowy, który jest nie tylko kryzysem ekonomicznym czy finansowym, ale także – a może nawet przede wszystkim – kryzysem demokracji.

Dane empiryczne potwierdzają zaprezentowaną tu „periodyzację” najnowszej historii Polski. Badając postawy polityczne obywateli współczesnych państw demokratycznych (choć nie tylko), współczesne socjologia polityki i politologia zadają kilka kluczowych pytań o demokrację. Pierwsze: o demokracje jako ideał; drugie: o ocenę funkcjonowania demokracji w danym kraju; trzecie: o to, czy rządy niedemokratyczne mogą czasami być bardziej pożądane niż demokratyczne, a więc o swoisty potencjał przyzwolenia na autorytaryzm w polityce.