Newsletter

Francja: odwrót od utopii

Georges Mink, 08.04.2014
Nowy rząd, który właśnie powstał, ma pokazać zmianę myślenia i stylu rządzenia Francją. Już nazywano go „rządem walki”. To on zawalczy o zmianę sytuacji kraju

Nowy rząd, który właśnie powstał, ma pokazać zmianę myślenia i stylu rządzenia Francją. Już nazwano go „rządem walki”. To on zawalczy o zmianę sytuacji w kraju – mówi prof. Georges Mink w rozmowie z Aleksandrą Kaniewską

Aleksandra Kaniewska: Francja jest od jakiegoś czasu nazywana „chorym dzieckiem Europy”. Bezrobocie oscyluje wokół 10 proc., rozwój gospodarczy jest bliski zera, a poparcie dla prezydenta Hollande’a mieści się w granicach 20 proc. Czy rzeczywiście jest aż tak źle?

Georges Mink: Coś w tym jest, ale bez przesady. Częściowo to stereotyp – Francja z pewnością nie jest państwem „chorym”, ale w kontekście europejskim na pewno jest osłabiona. Jeszcze kilka, kilkanaście lat temu była bardzo dynamicznym krajem, który rozwijał się podobnie jak Niemcy. Od pewnego czasu jednak bardzo odstaje. Nie porównywałbym jednak Francji z całą Europą. Jest na naszym kontynencie wiele krajów bardziej „chorych” ekonomicznie.

Jedno jest pewne: dziś Francji brakuje energii, a ta w dużym stopniu zależy od nastawienia francuskich przedsiębiorców. Dziś nie przejawiają oni motywacji do dalszego inwestowania, nie ufają dynamice wewnętrznej kraju i czują się obciążeni wysokimi kosztami pracy. Wszystko to jest niezwykle groźne dla kraju, bo to przecież przedsiębiorcy produkują bogactwo Francji. I to oni odpowiadają za poziom zatrudnienia.

François Hollande zaczął swoją prezydenturę od bardzo mocnych słów właśnie przeciwko najbogatszym biznesmenom. Czy to on jest odpowiedzialny za obecny stan ducha przedsiębiorców i podupadanie gospodarki?

Nie głosiłbym aż tak radykalnego poglądu, ale wiem jedno – słowa raz wypowiedziane nigdy nie są bezkarne. Z pewnością podczas wyborów w 2012 r. dużą rolę odgrywała narracja odrzucenia polityki poprzednika Hollande’a, czyli Nicolasa Sarkozy’ego.

Jednocześnie Hollande kierował swój przekaz do klasycznego elektoratu partii socjalistycznej, stosując język egalitarystyczny. Można dziś ocenić, że ta strategia miała odwrotny skutek, zaburzyła bowiem stosunki między przedsiębiorcami a władzą państwową. Z drugiej strony, większość przedsiębiorców potrafi odróżnić retorykę od faktów.

Niedawno jednak pojawiła się propozycja skrojona specjalnie dla nich – pakiet odpowiedzialności.

Tak, i w dużej mierze świadczy o reorientacji politycznej Hollande’a. Od jakiegoś już czasu prezydent posługuje się innym językiem komunikacji, ponieważ wie, że dobrobyt Francji zależy od równowagi między dobrymi warunkami stworzonymi dla przedsiębiorczości a zadowoleniem społecznym. Reorientacja ta jest sceptycznie przyjmowana przez media. Przedsiębiorcy, czując osłabienie Hollande’a, chcą jak najwięcej z niego wyciągnąć.

Zwłaszcza po przegranych wyborach samorządowych…

Socjaliści spodziewali się klęski wyborczej i ich zmiana kierunku politycznego była przygotowywana od jakiegoś czasu. Nowy rząd, który właśnie powstał, w dużej mierze jest rządem PR-owskim. Ma pokazać zmianę myślenia i stylu rządzenia Francją. Już nazwano go „rządem walki”. To on zawalczy o zmianę sytuacji kraju – a z tym wiążą się też ważne dla partii socjalistycznej zmiany opinii publicznej.

Zrozumiałe jest więc, dlaczego na czele rządu walki staje Manuel Valls, podobno zwany w mediach „gliną”.

Nie wiem, kto tak na niego mówi (śmiech). Być może polska prasa.

Ale jest politykiem silnym i zdecydowanym.

Valls jest fenomenem. Bardzo różni się od przeciętnego socjalisty. Nie tylko ze względów oczywistych – bo jest to młody, niezwykle ambitny człowiek. I nawet nie dzięki ciekawej historii osobistej – po raz pierwszy w historii Francji na czele rządu staje obcokrajowiec, naturalizowany na Francuza w 20. roku życia. To jedynie anegdotyczna część jego biografii politycznej, zwłaszcza że Valls jest niezwykle zintegrowany ze społeczeństwem francuskim; słynie wręcz z głębokiego patriotyzmu i przywiązania do republikanizmu.

Patriotyzm nabyty często jest silniejszy niż wrodzony.

Osobista historia Vallsa w pewnym sensie tłumaczy taką postawę. Od typowego przedstawiciela partii socjalistycznej odróżnia go jednak krytyka klasycznego socjalizmu, sformułowanego w czasach IV Republiki i przejętego później przez prezydenta François Mitteranda. Mitterrand stworzył system polityczny, w którym dużą rolę odgrywała utopia. Valls krytykuje tę wizję. Uważa się za nowoczesnego człowieka lewicy. Kontestuje nawet samo słowo „socjalizm”.

Wiemy już, jakie będą składniki polityki Vallsa?

Jego głównym celem jest poprawa podstawowych wskaźników ekonomicznych, m.in. zmniejszenie wydatków publicznych oraz zrównoważenie budżetu. Europa patrzy na Francję bardzo surowym wzrokiem i nie podoba jej się przekraczanie ustalonego poziomu wydatków. Valls na pewno będzie próbował negocjować te warunki, ale wątpię, żeby Europa się zgodziła – to podważyłoby złotą regułę Unii Europejskiej.

Z całą jednak pewnością nowy premier Francji będzie zwiększał wolność przedsiębiorców. Wyznaje bowiem socjalizm merytokratyczny, który na bogactwo patrzy jak na czynnik motywujący. Valls poszerzył też portfel ministra spraw zagranicznych o kompetencje gospodarcze, zakładając, że dzisiaj polityka czysto dyplomatyczna jest mniej ważna niż dyplomatyczno-gospodarcza. Zapowiada się więc międzynarodowa ofensywa handlowa Francji.

Valls chciałby przysposobić Francję do nowego, globalnego świata, ułatwić jej powrót na międzynarodową scenę.

Wszystko to brzmi jak recepta na sukces – może nie tylko dla francuskiej lewicy, ale też samego premiera. Jeden z dzienników już nazwał go wiceprezydentem (we Francji nie ma takiej funkcji – przyp. red.).

Wiemy jedno: Valls to bardzo zdolny i ambitny człowiek, któremu udało się skonsolidować wokół siebie ciekawych ludzi. Czterdziesto-, pięćdziesięciolatków, którym udało się przebić przez sufit stworzony przez Mitterrandowską starszyznę. Nie można jednak wykluczyć, że rząd Vallsa nie osiągnie sukcesu. Kalendarz wyborczy działa na jego niekorzyść. Zbliżają się wybory europejskie, w których socjaliści mogą ponieść jeszcze dotkliwszą klęskę.

I stąd też być może powrót Ségolène Royal. Czy to nie jest kolejny ruch wizerunkowy?

Do pewnego stopnia – tak, jak każde przetasowania rządowe. Nie przesadzałbym jednak; skład się radykalnie nie zmienił. Są tylko dwie nowe osoby – obie co prawda znane z wojowniczości, ale spodziewam się, że Royal będzie się kontrolować.

Czy wygrana Frontu Narodowego w ostatnich wyborach municypalnych to rzeczywiście jego historyczny sukces? Czy Francuzi są aż tak niezadowoleni, że w majowych wyborach postawią na partię do tego stopnia antyeuropejską?

Z pewnością ostatnie wybory to był wielki sukces Marine Le Pen, której udało się zerwać z bardzo polaryzującą tradycją ojca i jego poprzedników. Pokazała, że można kanalizować opinię publiczną, nie grając na bardzo niskich i ekstremalnych emocjach. Udało się jej rozwodnić różnice między prawicą konserwatywną a skrajną. W pewnym sensie, przesunęła się bliżej centrum.

Front Narodowy jest już liczącą się siłą polityczną?

Zobaczymy, jak poradzi sobie w terenie. Skrajna prawica nie była jeszcze u władzy, dlatego to poważny test dla jej niedoświadczonych ludzi, którzy do tej pory robili karierę jako wyrażający społeczne niezadowolenie trybuni. Teraz pokażą, jak sobie radzą z prawdziwym rządzeniem. Równocześnie wiele będzie zależało od centroprawicy – czy uda jej się odbudować granice i odróżnić się od Frontu Narodowego, a także przekonać do siebie część niezadowolonych i sfrustrowanych.

Czym żyje teraz francuskie społeczeństwo?

Najwięcej emocji budzi sytuacja gospodarcza. To stąd bierze się poszukiwanie kozłów ofiarnych wśród mniejszości romskiej czy imigrantów. Jednak w ostatnich wyborach lokalnych skrajna prawica najsilniej krystalizowała złe emocje, mówiąc o bezpieczeństwie wewnętrznym. Twierdziła, że socjalistom nie udało się zlikwidować napięć wewnętrznych czy rozprawić z chuligaństwem.

To bardzo dobry temat na wybory lokalne. Rzeczywistość oceni, czy skrajni prawicowcy naprawdę wiedzieli, o czym mówią.

Georges Mink – profesor politologii z paryskiego Instytutu Nauk Społecznych i Politycznych, socjolog, wykłada również w College of Europe w Natolinie