Newsletter

Historia to głównie przypadki

Andrzej Chwalba, 03.04.2014
W umysłach Europejczyków nie ma dziś tego, co zniszczyły wojny światowe: chęci do wojowania. Europa stworzyła kulturę pokoju, bogacenia się, a nie mordowania i utraty majątku

Strona 1

W umysłach Europejczyków nie ma dziś tego, co zniszczyły wojny światowe: chęci do wojowania. Europa stworzyła kulturę pokoju, bogacenia się, a nie mordowania i utraty majątku – mówi profesor Andrzej Chwalba, historyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego

Łukasz Grzesiczak: Wpadły mi w ręce gazety z przełomu 1913 i 1914 roku. Jest w nich wiele prognoz, ale żadna nie zapowiada wybuchu ogromnego międzynarodowego konfliktu zbrojnego, który obejmie cały świat. Jak w tej sytuacji wierzyć w prognozy publicystów i dziennikarzy?

Prof. Andrzej Chwalba: Eksperci i publicyści są powołani do wyrażania swych opinii, kwestią osobistą czytelników pozostaje wiara w ich słuszność. Niewątpliwie na początku 1914 roku publicyści nie przewidują wybuchu międzynarodowego konfliktu. Jednak czy nie robią tego eksperci? Należy pamiętać, że w tamtych czasach ekspertami do spraw wojny byli generałowie, którzy w sztabach generalnych – ówczesnych think tankach – opracowywali plany na wypadek wybuchu wojny. Takie plany były także na początku 1914 roku; żadne z ówczesnych mocarstw nie mogło sobie pozwolić na brak takiego dokumentu. Leżały zamknięte w sejfach, znane tylko nielicznym.

Na początku 1914 roku ówczesne elity zdają sobie sprawę z kontekstu geopolitycznego. Zakończona II wojna bałkańska dodaje optymizmu. Traktat zawarty między państwami bałkańskimi zdaje się zadowalać wszystkich – z wyjątkiem przegranych i mających nadzieję na przyszłą rewizję granic Bułgarów i Turków.

Proszę pamiętać, że w Europie trwają wówczas zbrojenia na niespotykaną dotychczas skalę, a ich koszty są niezwykle wysokie. Państwa zadłużają się u swoich obywateli w sposób, który grozi wieloletnim załamaniem gospodarki. Zresztą nie jest odosobniony pogląd, że I wojna światowa wybuchła dlatego, że rządy nie byłyby w stanie wykupić obligacji.

Powszechnie za początek I wojny światowej uznaje się zamach na Franciszka Ferdynanda 28 czerwca 1914 roku w Sarajewie. Austriacki arcyksiążę odwiedził Bośnię i Hercegowinę w zastępstwie Franciszka Józefa. Czy gdyby nie choroba i podeszły wiek władcy, sytuacja mogła potoczyć się inaczej?

Być może tak, ale niekoniecznie. Oczywiście, Franciszek Józef ze względu na swój wiek i dokonania wzbudzał powszechny szacunek. Poza tym nie zaszedł za skórę Serbom tak mocno, jak prowadzący nacjonalistyczną politykę Franciszek Ferdynand. Serbowie, jako naród młodego nacjonalizmu, darować mu tego nie mogli. Franciszek Ferdynand – świadomie lub nie – mocno prowokował Serbów planując zakończenie swoich manewrów na terenie Bośni i Hercegowiny w momencie serbskiego święta religijnego i narodowego.

Porozmawiajmy o determinizmie historycznym. Przecież zabójstwa polityczne były wtedy na porządku dziennym. Śmierć Franciszka Ferdynanda nie musiała zakończyć się wybuchem wojny?

Oczywiście. Popatrzmy na listę przywódców, którzy zginęli z rąk zamachowców: dwóch prezydentów Stanów Zjednoczonych, jeden car rosyjski, król Serbii, król Włoch, ministrowie, premierzy, naczelnicy jednostek administracyjnych. W Londynie wysadzono w powietrze obserwatorium astronomiczne w Greenwich. To był czas, kiedy środowiska anarchistyczne były bardzo aktywne. Ich przedstawiciele uważali, że zabicie monarchy czy też bardzo znaczącego polityka spowoduje zachwianie się państwa i da szansę na budowę nowego, nieopresyjnego społeczeństwa. Franciszek Ferdynand był symbolem opresyjnego państwa austriackiego. Zresztą planowanych zamachów na Franciszka Ferdynanda było bez liku, a ten z czerwca był po prostu skuteczny.

Dochodzi do zabójstwa, zamachowiec zostaje zatrzymany, a na horyzoncie nie widać niebezpieczeństwa wybuchu wojny. Władcy wyjeżdżają na wakacje, każdy naród ma swoje problemy. Na kilka tygodni ten temat zupełnie znika.

Komu zależy, by powrócił?

Istnieje co najmniej sześć teorii na temat tego, kto prowadził rękę zamachowca Gavrilo Principa – Rosja, Węgry, a może sami Austriacy, którzy nie lubili Franciszka Ferdynanda. Serbia, wymęczona wojną, nie jest zainteresowana konfliktem z Austrią; wszak w tym wypadku siły byłyby nieporównywalne i szaleństwem byłoby prowokować wojnę. Na pewno wojny chcą Niemcy i Rosjanie. Może Austriacy, wykazując się brakiem wyobraźni, są przekonani, że wojnę z Serbią wygrają w trzy tygodnie. Musimy pamiętać, że kultura tamtego czasu dążyła do przewrotu. Awangarda szukała nowej sztuki, która wymagała rewolucyjnych zmian. Wojna wisiała w powietrzu, była obecna w planach strategów, w literaturze, polityce, w gazetach.

Które z mocarstw Pana zdaniem stało za zamachowcem? Komu ta wojna była potrzebna najbardziej?

Nie wiem… Wszystko wskazuje, że za wszystkim stał Petersburg. Rosja po hańbiącej porażce z Japonią – wówczas nie mocarstwem, a krajem o drugorzędnym znaczeniu międzynarodowym – dojrzewa do rewanżu.

Wszystko zaczyna się od lokalnego konfliktu. Austriacy stawiają ultimatum Serbom, ci zgadzają się na wszystko, łącznie z cenzurą podręczników i gazet. Nie chcą tylko przystać na udział władz austro-węgierskich w śledztwie.

To oznaczałoby podważenie atrybutów niezależnego państwa. Spowodowałoby, że Serbia stałaby się marionetką, państwem w pełni zależnym od Austrii.