Newsletter

Żyć wśród ludzi „takich jak my”

Jacek Gądecki, 20.03.2014
Praca – dom – praca. Osiedla stają się punktami wyjścia i miejscami docelowymi na coraz silniej zindywidualizowanych mapach archipelagów, które zastąpiły tradycyjne, wspólne miejskie mapy

Praca – dom – praca. Osiedla stają się punktami wyjścia i miejscami docelowymi na coraz silniej zindywidualizowanych mapach archipelagów, które zastąpiły tradycyjne, wspólne miejskie mapy

Punktem wyjścia do refleksji nad społeczną rolą osiedli grodzonych niech będzie scenka rodzajowa dobrze oddająca ich codzienność – poranne spotkania w podziemnych garażach. Około godziny 7.00 robi się tam naprawdę tłoczno: wszyscy zmierzają do swoich (?) za drogich i za wąskich miejsc parkingowych, by wyruszyć do pracy. Mijają się w drodze do samochodów, a raczej czmychają, unikając nawet krótkich pozdrowień. Około godziny 18.00 miną się znowu w przestrzeni garażu i znikną za drzwiami swoich (?) mieszkań. Tak niejednokrotnie w codziennej praktyce jest realizowana wielka obietnica nowego, w domyśle – lepszego życia, realizowana za pieniądze banków, kredytujących marzenia o „własnym” domu…

Sens przestrzennej separacji

Praca – dom – praca. Ta rutyna wpisuje się w szerszy krajobraz społeczny: osiedla stają się punktami wyjścia i miejscami docelowymi na coraz silniej zindywidualizowanych mapach archipelagów zastępujących tradycyjne, wspólne miejskie mapy. W zasadzie nie sposób pojąć, czym dla nowej klasy średniej jest osiedle zamknięte, bez wcześniejszego zrozumienia znaczenia mobilności: to właśnie ona nadaje sens przestrzennej separacji. Życie mieszkańców jest bowiem w dużym stopniu realizowane poza strzeżonym osiedlem. W tych okolicznościach trudno przecenić znaczenie tak banalnej sprawy, jaką jest własne miejsce postojowe. Ruszając z podziemnego garażu, mieszkańcy podróżują po mieście prywatnymi i służbowymi autami, docierają w długich korkach do kolejnych osobistych wysepek: miejsc pracy, supermarketów czy ulubionych centrów rozrywki i fitness. Tworzą w ten sposób zupełnie nową jakość w doświadczaniu tego, co określamy mianem miasta czy, szerzej, wspólnoty.

Osiedle grodzone, mimo że jawiące się jako margines miejskiej rzeczywistości, skupia w sobie wiele zagadnień. Choć w sensie dosłownym, topograficznym, pozostaje marginalne – bo w wersji najpopularniejszej lokowane na obrzeżach miast, w ramach tak zwanej „postkapuścianej urbanizacji”, opartej o zabudowę wąskich skrawków niedawno odrolnionej ziemi – to jednak, paradoksalnie, ogniskuje kulturowe i urbanistyczne konsekwencje przemian zachodzących w naszym kraju. Jego status zmienia się wraz z popularnością tego typu ofert, dominujących na rynku pierwotnym. Być może to właśnie dzięki wszystkim „Garden Residence” czy „Zacisznym Tarasom” (nazwy zmyślone, choć znając inwencję deweloperów, prawdopodobne) lokowanym na wąskich działkach jesteśmy w stanie lepiej opisać przestrzeń publiczną i społeczną, nie tylko w skali miejskiej, ale i w skali państwa. Spojrzenie na przestrzeń prywatną: kupowaną, zarządzaną i urządzaną przez nowych mieszkańców, aspirujących do klasy średniej, w przekonaniu badaczy tego fenomenu daje nam więcej niż spojrzenie na przestrzeń publiczną (1).

W kraju, w którym trudno o jednoznaczne wskaźniki statusu, gdzie pojęcia kapitału i klasy średniej nadal są podawane w wątpliwość, właśnie osiedle strzeżone jawi nam się jako projekt (tożsamościowy) czy też jako złożony produkt (rynku nieruchomości), gwarantujący nowym mieszkańcom społeczne rozpoznanie i pozwalający zaspokoić jednocześnie wiele potrzeb: prestiżu, bezpieczeństwa i spokoju, estetyki, kontaktu z naturą.

Wylęgarnie lemingów?

Dlaczego osiedla zamknięte są w Polsce tak popularne? Najprostszą odpowiedzią jest dążenie do wytworzenia własnego milieu przez rodzące się klasy średnie w rzeczywistości postsocjalistycznego miasta [1]. Pojęcie milieu redefiniuje bardziej statyczne i zakorzenione w publicznych dyskusjach terminy, takie jak struktura społeczna, a przede wszystkim jest o wiele bardziej skuteczne w wyjaśnianiu różnic klasowych niż dotychczasowe wskaźniki pozycji społecznej, jak choćby przychód czy wykształcenie.

Co zatem zamknięte osiedla, które nadal mnożą się w polskich miastach, mówią o nas, Polakach? Czy są, jak twierdzą niektórzy, wylęgarniami „lemingów”, czy miejscami wykuwania się nowych klas średnich?

Z pewnością stanowią ważny element konstruowania indywidualnego statusu mieszkańców. Z jednej strony budowanie go wydaje się relatywnie łatwe: dzięki zabudowie grodzonej różne elementy otrzymujemy właściwie w pakiecie (obejmuje on: dom, nowoczesność, zamknięcie, poczucie komfortu i bezpieczeństwa), z drugiej jednak strony – paradoksalnie – konstruowanie statusu jest zadaniem trudnym, choćby ze względu na poziom rozczarowań, jakie niesie ze sobą zamieszkiwanie w tego typu otoczeniu.

(…)

Między przyjemnością i bezpieczeństwem

Pisząc w książce Za murami o polskich osiedlach tego typu, starałem się wskazać, jak osiedle grodzone, dzięki zastosowaniu repertuaru rozwiązań urbanistycznych i architektonicznych oraz odpowiedniej promocji, jest w stanie wytworzyć jednoznaczny przekaz symboliczny, czytelny zarówno dla twórców, lokatorów, jak i odwiedzających. Estetyzacja przestrzeni pozwala na uzyskanie otoczenia o wysokiej jakości oraz wykreowanie atmosfery miejsca. Szczególnie interesujące pozostaje pierwsze wrażenie.

Jak zauważyła jedna z osób odwiedzających znajomych w osiedlu grodzonym: „Wchodząc (…) czuję się jak w hotelu [rozstrzelenie J.G.]. Mijam elegancką recepcję, w holu ściany wyłożone marmurem, lśniące posadzki i lustra. Lśni tak, że gdziekolwiek się nie obejrzę, widzę własne odbicie. Żadnej pomazanej ściany czy peta na posadzce!” (3).

A gdzie miejsce na plac zabaw? Półpubliczne przestrzenie, które teoretycznie powinny integrować i budować poczucie wspólnoty, są najczęściej marginalizowane, spychane za portiernie, lokowane na uboczu osiedli. W kontekście tej obserwacji o wiele ważniejsze od odpowiedzi na pytanie, kim są obecni mieszkańcy osiedli, staje się pytanie o to, kim będą dzieci, które się w takich miejscach wychowywały. Ten problem dostrzegają sami mieszkańcy: jedna z matek, z którą rozmawiałem, zauważyła, że jej syn po prostu nie ma się z kim bawić: „tu nie ma dużego podwórka, wspólnej przestrzeni, gdzie dzieci czy młodzież mogłaby cokolwiek robić. Myślę, że to pokolenie będzie biedne”.

Przyjemność wynikająca z posiadania mieszkania w osiedlu grodzonym staje się także jednym z podstawowych elementów budowy własnej tożsamości w oparciu o różnice klasowe. Wynika z głębszego przekonania o grupowym, podzielanym przez mieszkańców guście oraz z faktu, że w osiedlu żyją ludzie „tacy jak my”. Jak pisze w kontekście amerykańskich osiedli zamkniętych Setha Low, rodziny z klasy średniej wpisują w swój krajobraz uczucie przyjemności, odzwierciedlając własną estetykę krajobrazu, porządku, konsekwencji i kontroli (2).

Mur jest więc istotny nie tyle ze względu na bezpieczeństwo rozumiane dosłownie, ale jako element graniczny, w tym znaczeniu, że ustala w ludzkiej świadomości nowe zasady i broni dostępu do przywilejów: do lepszych form mieszkania, do jakościowo lepszych przestrzeni. Limitowany dostęp, często traktowany jako wymóg bezpieczeństwa, jest w istocie próbą odgrodzenia przestrzeni i uzyskania pełnej kontroli nad rzeczywistością, ucieczką od chaosu urbanistycznego polskich miast czy nieestetycznych klatek schodowych albo niechcianych osób. Płot niesie ze sobą jasne przesłanie, staje się nie tylko granicą, ale i widzialną reprezentacją przestrzenną, która jest powiązana z „porządkiem”, a w konsekwencji ustanawia nowe relacje społeczne. W tym kontekście warto zwrócić uwagę, że polskie osiedla nie oferują zbyt wielu luksusowych rozwiązań. Zasadnicze znaczenie mają wątki estetyki i porządku – w wersji minimalnej luksus à la polonaise oznacza po prostu płot ograniczający dostęp do posesji, szlaban i domofon, względnie czyste i zadbane trawniki…

(…)

Bezpieczeństwo jest tutaj o tyle ważne, że stanowi wyraźną reakcję na szersze przemiany kulturowe: poczucie lęku jest wpisane w późną nowoczesność; to ważna cecha naszych czasów. W tym kontekście należy wskazać pewien istotny paradoks, z którym mierzą się mieszkańcy nowych osiedli, w tym osiedli grodzonych, które zdominowały rynek pierwotny w dużych miastach w Polsce. Dom w naszym lokalnym kontekście kulturowym zostaje w zasadzie ustanowiony przez własność – to ona tworzy solidną podstawę samodzielności i zakładania gospodarstw domowych. Inne, alternatywne formy zamieszkiwania, w tym także wynajem, wskazywany dzisiaj jako ważny element zreformowania polityki mieszkaniowej, nadal kojarzą się z tymczasowością i są akceptowane jedynie jako forma przejściowa.

Trudno więc się dziwić, że łączna wartość długu z tytułu kredytów hipotecznych w II kwartale 2013 roku wyniosła 328,674 miliarda złotych, a portfel zadłużenia z tytułu kredytów hipotecznych w polskich bankach powiększył się w II kwartale 2013 roku o 7,64 miliarda złotych (4). Mieszkanie w osiedlu grodzonym, jawiące się jako ostatni bastion bezpieczeństwa w nieustannie zmieniającej się rzeczywistości, samo staje się przyczyną wielu napięć. Brzemię kredytu powoduje poważne konsekwencje w życiu rodzin, generując nieznane dotąd oblicze lęku: obietnica lepszego życia we własnym mieszkaniu zostaje skonfrontowana z wahaniami kursu franka czy zmiennością stóp procentowych.

Esej w pełnej wersji ukazał się w zimowym wydaniu kwartalnika Instytutu Idei “Polacy: kim jesteśmy, kim będziemy” – do pobrania tutaj.

*Jacek Gądecki – adiunkt w Zakładzie Socjologii Ogólnej i Antropologii Społeczno-Kulturowej Wydziału Humanistycznego AGH w Krakowie. Realizował badania w Fundacji Bauhaus w Dessau i na CUNY w Nowym Jorku (Stypendium Fulbrighta). Autor książki Za murami. Polskie osiedla grodzone – analiza dyskursu (2012).

Przypisy:
1] J. Bodnar, V. Molnar, Reconfiguring private and public: State, capital, and new housing developments in Berlin and Budapest, „Urban Studies”, nr 47 (4), 2009, s. 789–812.
2] Koncepcja milieu dla wielu badaczy stanowi kluczową kategorię pozwalającą na operacjonalizację kulturowego podejścia do badania klas zaproponowanego przez Pierre’a Bourdieu. Milieu pozwala na zdefiniowanie klas społecznych nie tyle na podstawie danych dotyczących zatrudnienia czy poziomu dochodów, co jako agregatów działań społecznych grup opartych na podobnym habitusie i przestrzeganiu wzorów zachowań oraz gustów, poprzez które milieu odróżniają się wzajemnie. Por.: M. Vester, Class and Culture in Germany, [w:] Rethinkin Class. Culture, Identities & Lifestyle, F. Decine, M. Savage, J. Scott, R. Crompyon (red.), Palgrave, New York 2005, s. 69–94.
3] Wszystkie wypowiedzi pochodzą z wywiadów przeprowadzonych przez autora w ramach badań „Za murami – krytyczna analiza dyskursu na temat osiedli typu »gated communities« w Polsce”, realizowanych w latach 2006–2008 (finansowanie MNiSW i NCN, nr umowy N116 008 31/0866).
4] Za: Raport AMRON-SARFiN za II kwartał 2013, http://zbp.pl/raporty/raport-amron-sarfin  (dostęp dnia 31 października 2013).