Newsletter

Zróbmy sobie miasta

Katarzyna Kajdanek, 20.03.2014
Miasto z galeriami handlowymi zamiast miejsc trzecich staje się „wyrobem miastopodobnym”

Strona 1

Miasto z galeriami handlowymi zamiast miejsc trzecich staje się „wyrobem miastopodobnym”

Poprosić socjologa o komentarz na temat miejsc trzecich (w Polsce, dziś) oznacza poprosić socjologia o komentarz na temat ludzi w przestrzeniach, będących, zgodnie z definicją Raya Oldenburga, podstawowymi miejscami, w których toczy się nieformalne życie publiczne. Miejscami istniejącymi obok tych, w których się pracuje i mieszka.

Co zabija przestrzeń publiczną

Problematyczne jest już samo odniesienie definicji miejsc trzecich do przestrzeni polskich miast i obszarów podmiejskich. Miejsce trzecie jest relatywnie niedrogie, a najlepiej – darmowe. W miejscu trzecim powinniśmy mieć możliwość przekąszenia lub napicia się czegoś (choć nie jest to warunek niezbędny). Do miejsca trzeciego łatwo dojść na piechotę; wiele osób ma do niego blisko. Najlepsze miejsca trzecie mają swoich stałych bywalców, osoby, które nadają mu charakter i nieustannie je „uspołeczniają”. Miejsca trzecie są przyjemne (estetyczne, przyjazne dla zdrowia) i wygodne. A ich największą zaletą jest to, że dają możliwość spotkania starych przyjaciół, zyskania nowych znajomych albo komfortowego pobycia z samym sobą.

Tak długa definicja miejsc trzecich pokrywa się z definicją przestrzeni publicznej. Z wielu dyskusji na temat kondycji przestrzeni publicznych w Polsce wynika, że pod tym względem nasz kraj jest raczej antywzorem niż przykładem do naśladowania. Dzieje się tak dlatego, że system planowania przestrzennego jest rozmontowany i decyzje o tym, co i gdzie budować, są wydawane w trybie administracyjnym (decyzja o warunkach zabudowy). I dlatego, że urbanistyka – jako sztuka planowania miast z uwzględnieniem potrzeb ludzkich – właściwie u nas nie istnieje. Kolejny powód jest taki, że rozwojem obszarów zurbanizowanych sterują urzędnicy oczarowani wizją miasta jako produktu, który należy sprzedać „klientom” zewnętrznym. Do tego wszystkiego dochodzi fakt, że logika planowania przestrzennego jest podporządkowana interesom deweloperów.

Wspólnota nie zanika

W takich warunkach nie ma miejsca na tworzenie przestrzeni publicznej, która jest istotą miejskości. Takiej publicznej przestrzeni nie można bowiem nikomu sprzedać, nie można nikomu zakazać przebywania w niej, nie można też do niej dojechać samochodem, parkując możliwie najbliżej i najlepiej pod dachem.

Niektórzy obserwatorzy miejskiego wymiaru życia publicznego stawiają ważne pytanie: A może jest tak, że ludzie nie potrzebują przestrzeni publicznej, a istotą problemu jest nie kondycja przestrzeni, ale kondycja wspólnoty, która się rozpada i ani chce, ani może manifestować formy współżycia w przestrzeni miejskiej? Czy widomymi tego znakami nie są: wycofanie i zasklepienie się w sprywatyzowanej przestrzeni domu, niechęć do ujawniania się w (nawet nieformalnej) domenie publicznej, unikanie okazji do nawiązywania i utrzymywania kontaktów społecznych, rezerwa wobec idei integracji ze społecznością miejską? Może ludzie nie chcą przestrzeni publicznych, a nostalgia za nimi i podkreślanie zagrożeń płynących z ich braku wybrzmiewa głównie z uniwersyteckich wież z kości słoniowej?

Sądzę, że w tonie akademików może pobrzmiewać nostalgia za tradycyjnymi przestrzeniami publicznymi – placami, agorami, a co za tym idzie, za wspólnotami, które, funkcjonując w tych przestrzeniach, tak dobrze wpasowałyby się w socjologiczne ideały. Wydaje się jednak, że wspólnota nie zanika, lecz zmienia się. A tym zmianom towarzyszą przemiany miejsc trzecich.

Czego chcą ludzie

W mojej ocenie ludzie chcą przestrzeni publicznych i miejsc trzecich, nawet jeśli nie nazywają ich w ten sposób, a ich forma ma niewiele wspólnego z tradycyjnie rozumianymi przestrzeniami publicznymi i miejscami trzecimi. Natomiast sposób, w jaki zaspokajają tę potrzebę – amatorski, samorzutny, czasem nieporadny, a przede wszystkim nieformalny, ulokowany poza strukturami instytucjonalnymi miasta, co nie znaczy, że poza jakimikolwiek strukturami instytucjonalnymi – z jednej strony dowodzi bierności miasta w kształtowaniu miejsc trzecich, a z drugiej tę bierność i bezradność legitymizuje, utrwalając niezdrowe status quo.