Newsletter

Litwa-Polska: postawmy na dialog kulturalny

Aleksander Radczenko, 19.03.2014
Pojawia się kolejna historyczna szansa, aby Litwinom zaproponować polską kulturę jako kulturę alternatywną

Strona 1

Pojawia się kolejna historyczna szansa, aby Litwinom zaproponować polską kulturę jako kulturę alternatywną – z Aleksandrem Radczenko rozmawia Tomasz Mincer

Tomasz Mincer: Prezydenckie wybory na Litwie są już właściwie rozstrzygnięte…

Aleksander Radczenko: To prawda, ale wydaje mi się, że one były rozstrzygnięte dużo wcześniej. Dalia Grybauskaitė od początku swej kadencji cieszy się olbrzymim, czasami nawet trudno zrozumiałym, poparciem wyborców. Jeszcze w ubiegłym roku sięgało ono 60-70 proc.! Od pewnego czasu spada, ale nawet w obliczu tendencji spadkowej oraz prowadzonej przez różne ośrodki na Litwie i zagranicą negatywnej kampanii, pozostaje na poziomie 40 proc. Żaden z pozostałych kandydatów na prezydenta nie ma nawet 10-proc. poparcia.

Reelekcji Grybauskaitė mógłby zagrozić jedynie premier Algirdas Butkevičius, ale socjaldemokraci postanowili wystawić w wyborach mniej popularnego Zigmasa Balčytisa, w ten sposób oddając prezydenckie wybory bez walki. Żaden z kontrkandydatów Grybauskaitė nie próbuje też prowadzić aktywniejszej kampanii wyborczej. Trudno uwierzyć, że sytuacja może się zmienić w ciągu dwóch miesięcy, jakie pozostały do wyborów. Zresztą obecnie, w obliczu wydarzeń na Ukrainie, krytyka urzędującej prezydent będzie jeszcze bardziej passé. Łatwo jest ją przedstawić jako szkodzenie interesom narodowym w obliczu niewątpliwego zagrożenia ze Wschodu.

Jaka będzie druga kadencja prezydent Grybauskaitė – jeśli wygra?

Dalia Grybauskaitė nie jest politykiem nacjonalistycznym, o co jest często oskarżana, tylko pragmatycznym. W chwili obecnej używa takiej a nie innej retoryki, bo walczy o poparcie konserwatywnych i narodowych wyborców. Ale po wyborach to się może zmienić. Niewątpliwie to czy zmiana nastąpi w dużym stopniu będzie zależało od tego, jakie cele postawi sobie Grybauskaitė po reelekcji. Po odejściu ze stanowiska prezydenta republiki raczej nie uda się na polityczną emeryturę.

Jeśli rzeczywiście będzie się starać o jakieś stanowiska unijne czy międzynarodowe, stosunki polsko-litewskie zapewne będą się powoli ocieplały. Bez wsparcia Polski bowiem skuteczna walka o nie jest nie do wyobrażenia. Jeśli zdecyduje się na karierę krajową, a litewscy konserwatyści, którym brakuje charyzmatycznego lidera, najwyraźniej widzieliby ją na czele swojej partii, wówczas w mniejszym lub większym stopniu zostanie utrzymana dotychczasowa linia.

Poczynania Putina względem Ukrainy wzmogły nastroje nacjonalistyczne na Litwie?

Sytuacja na Ukrainie ma wpływ na sytuację wewnątrzlitewską, wpływa na nastroje społeczne i retorykę polityków. I niewątpliwie przekłada się na wzrost nastrojów nacjonalistycznych, antyrosyjskich. Nie sądzę jednak, aby tylko te wydarzenia były katalizatorem nacjonalistycznych nastrojów. One rosną już od pewnego czasu, a ich przyczyn należy raczej szukać w wewnątrzlitewskiej sytuacji politycznej, korupcji, niezdecydowaniu elit, rozczarowaniu wyborców tradycyjnymi partiami politycznymi.

Fakt, iż pozasystemowej narodowej opozycji, która w wyborach nie jest w stanie przekroczyć 5-procentowego progu wyborczego, udało się zebrać ponad 300 tysięcy podpisów – nomen omen około 15 proc. ogółu wyborców! – na rzecz przeprowadzenia absurdalnego, sprzecznego z Konstytucją i międzynarodowymi zobowiązaniami Litwy referendum w sprawie zakazu sprzedaży ziemi obcokrajowcom, świadczy o tym, że te nastroje stają się coraz bardziej powszechne.

Napisałeś na blogu: „Żadna z litewskich partii politycznych, żadna gazeta, telewizja czy portal internetowy nie zamówiła sondażu aby wyjaśnić, jaki jest stosunek większości Litwinów do wydarzeń na Ukrainie. A jeśli i zamówiła, nie opublikowała”. Dlaczego?

Wydaje mi się, że ten sondaż mógłby pokazać, jak duża jest przepaść pomiędzy elitami nastawionymi zazwyczaj proukraińsko i większością społeczeństwa, która wcale nie jest w tej kwestii tak jednoznacznie po stronie Majdanu. Zaryzykuję wręcz stwierdzenie, iż spora część Litwinów ma do Majdanu i ukraińskiej rewolucji stosunek sceptyczny, a czasami negatywny. Zresztą nawet przedstawiciele głównych partii politycznych zajmują w tej sprawie bardzo dwuznaczne stanowisko. I nie mam tu na myśli Waldemara Tomaszewskiego. Remigijus Žemaitaitis, jeden z posłów Porządku i Sprawiedliwości, ostatnio skrytykował nowe władze Ukrainy, a referendum na Krymie uznał za równie prawomocne, jak decyzję Litwy o wyjściu z ZSSR.

Jak ten rozdźwięk wytłumaczyć?

Po części jest to związane z rozczarowaniem sporej części litewskiego społeczeństwa do demokracji, tęsknotą za „twardymi” rządami, „porządkiem”, który w oczach wielu symbolizują tacy ludzie jak Putin czy Łukaszenko. Po części z wszechobecnych na Litwie języka i kultury rosyjskiej.

Każdego nie miesiąca nawet czy tygodnia, ale dnia na Litwie gra lub występuje wykonawca, teatr, autor, aktor, pisarz, muzyk z Rosji. W telewizjach non stop lecą rosyjskie audycje, filmy i seriale. Ogólny nakład rosyjskojęzycznej prasy sprzedawanej na Litwie sięga 15 milionów egzemplarzy rocznie, a polskiej – mimo iż to Polacy są największą mniejszością narodową na Litwie – zaledwie miliona. Litwini chętnie oglądają ogólnodostępne moskiewskie telewizje, uważając, iż są lepszej jakości niż te litewskie. W okresie sylwestrowym PBK – mutacja moskiewskiego 1 kanału telewizyjnego na kraje bałtyckie – bije wszelkie rekordy popularności. W Wilnie jest to najpopularniejszy kanał telewizyjny. Jedną z najpopularniejszych rozgłośni radiowych, a w regionie wileńskim – najpopularniejszą – jest litewska mutacja Russkoje Radio. Nawet w Kownie, cytadeli litewskości, w mikroautobusach z głośników najczęściej leci rosyjski pop… To wszystko niewątpliwie wpływa na nastroje społeczne, które jeśli nawet nie są prorosyjskie, to bardzo łatwo poddają się manipulacjom rosyjskiej propagandy.

Jak oceniasz, mówiąc eufemistycznie, powściągliwą reakcję lidera AWPL na ostatnie zajścia na Ukrainie, w tym na Krymie? Jakie mogą być jej polityczne konsekwencje?

Skoro wśród Litwinów prorosyjskie nastroje nie są wcale rzadkością, a poparcie dla Ukrainy nie jest zbyt duże, to wśród wyborców AWPL i Waldemara Tomaszewskiego te nastroje są jeszcze bardziej rozpowszechnione. Nie mam oczywiście na poparcie swojego zdania żadnych statystyk, ale wystarczą rozmowy ze znajomymi, krewnymi, przyjaciółmi, pobieżny rzut oka na komentarze internetowe, na Facebooku, aby zauważyć, iż Wileńszczyzna – pomijając cienką warstwę o poglądach prozachodnich i liberalnych, zazwyczaj rekrutującą się z młodych, co ukończyli studia w Polsce lub na Zachodzie – najchętniej dzieli się filmikami, memami, karykaturami, plotkami o antyukraińskiej wymowie. W odróżnieniu od Władimira Putina, polscy działacze na Litwie są jak najbardziej „in touch” z rzeczywistością i doskonale rozumieją, jak jest nastawiony ich wyborca. I chętnie na tych nastrojach grają. Reakcja lidera AWPL mieści się właśnie w ramach tej gry.

W sensie taktycznym jest to zachowanie zrozumiałe – Waldemar Tomaszewski ubiega się reelekcję w wyborach do Parlamentu Europejskiego i doskonale rozumie, że zwycięstwo nie przyjdzie mu łatwo, gdyż Litwa – po wejściu do UE Chorwacji – utraciła jeden mandat poselski ze swojej puli. Dlatego potrzebuje głosów prorosyjsko nastawionych wyborców. Nie tylko Polaków, którzy pewnie i tak by na niego zagłosowali niezależnie od tego, jakie stanowisko zająłby w sprawie Ukrainy. Potrzebuje przede wszystkim Rosjan. Ich sympatie są jednoznacznie po stronie Rosji i Krymu. Wypowiedzi o „banderowcach z Majdanu” albo démarche na sali sejmowej w Dniu Obrońców Ojczyzny niewątpliwie głosy takich wyborców mobilizują.

Jak to oceniasz?

Jeśli celem strategicznym AWPL nadal jest rozwiązanie tzw. polskich problemów, jest to oczywiście błąd. Przez takie démarches Tomaszewski i AWPL spychają siebie na jeszcze dalszy margines polityczny. Dla litewskich mainstreamowych polityków współpraca z polską narodowo-konserwatywną partią, realizowanie polskich postulatów, co spora część mediów i wyborców uważa za zdradę interesów narodowych oraz kapitulację przed „starszym bratem”, już sama przez się jest dosyć dużym wyzwaniem. Stawiając siebie w opozycji wobec politycznego establishmentu, Tomaszewski jeszcze bardziej utrudnia i tak posuwające się ślimaczym tempem wcielanie w życie tych postulatów. I jeszcze bardziej ich realizację oddala w czasie.