Newsletter

Żarty się skończyły

Andrzej Domański, 09.08.2011
Decyzja S&P to zimny prysznic dla całej klasy politycznej. Politycy, nie tylko zresztą w Ameryce muszą zrozumieć, że ich decyzje oraz styl, w jakim są podejmowane, mają wpływ na rynki finansowe. A w konsekwencji - na życie nas wszystkich

W miniony piątek to, co niemożliwe, stało się  faktem. Agencja ratingowa Standard&Poor’s  po raz pierwszy w historii obniżyła rating kredytowy Stanów Zjednoczonych. Decyzja ta nie była dla rynków całkowitym zaskoczeniem. Wcześniej wielokrotnie sygnalizowano, że brak zdecydowanych działań na rzecz stabilizacji amerykańskiego długu publicznego może zmusić ją do podjęcia tego historycznego kroku. Pomimo, iż pozostałe agencje ratingowe – Fitch i Moody’s – podtrzymały najwyższą ocenę (tzw. AAA), na rynkach zagościło poczucie niepewności porównywalny jedynie z wydarzeniami po upadku banku Lehman Brothers.

Czy obniżenie ratingu oznacza, że Stany Zjednoczone mogą zbankrutować?

Choć ostatnie lata nauczyły nas, że to, co pozornie „niemożliwe”, może wydarzyć się choćby jutro, taki czarny scenariusz nadal wydaje się skrajnie mało prawdopodobny, a wręcz nierealny. Pomimo apeli płynących z Chin, wciąż nie ma na świecie alternatywy dla amerykańskiego dolara, a obligacje amerykańskie, stanowiące najpłynniejszy instrument finansowy świata, uznawane są nadal za najbezpieczniejszą formę inwestycji. Dość powiedzieć, że w poniedziałek, pomimo obniżenia ratingu, ich notowania rosły.

Skąd zatem decyzja o obniżeniu oceny wiarygodności kredytowej Stanów Zjednoczonych?

Tygodnie przepychanek między Demokratami a Republikanami nie tylko wprowadziły na rynki ogromną nerwowość, której efektem było między innymi zdecydowane umocnienie się szwajcarskiego franka oraz nowe rekordy cen złota. Co ważniejsze, sposób prowadzenia negocjacji, niekończące się kłótnie o definicję „podwyżki podatków” oraz wyczekiwanie z porozumieniem do ostatniej chwili sprawiły, iż analitycy agencji przestali wierzyć w strukturalną zdolność amerykańskiej klasy politycznej do reformy finansów.

W komunikacie agencja podkreśliła, że decydującym czynnikiem, który przeważył o tym historycznym kroku, był nie tyle sam poziom amerykańskiego długu, ile bardziej brak wiary S&P w możliwość wprowadzenia w Stanach Zjednoczonych niezbędnych reform. Polityczny cyrk, z jakim mieliśmy do czynienia na przełomie lipca i sierpnia, odegrał tu z pewnością kluczową rolę.

Jakie konsekwencje będzie miała decyzja S&P dla rynków?

Z całą pewnością poziom awersji do ryzyka wzrośnie. Poniedziałkowe spadki na rynkach akcji, przebicie przez złoto poziomu 1700 USD za uncję czy dalsza aprecjacja franka szwajcarskiego – to najbardziej oczywiste, krótkoterminowe skutki.

W dłuższym okresie można doszukiwać się pozytywów. Decyzja S&P, choć zdaniem wielu analityków przedwczesna i oparta na zbyt pesymistycznych założeniach odnośnie przyszłości amerykańskiej gospodarki, może podziałać jak zimny prysznic. Klasa polityczna, nie tylko w Stanach Zjednoczonych musi zacząć zdawać sobie sprawę, iż jej działania oraz styl, w jakim są podejmowane, znajduje realne przełożenie na sytuację na światowych rynkach. A przez to, o czym się często zapomina, na sytuację życiową obywateli.