Newsletter

„Kopernik”, czyli zmiana wpisana w DNA

Robert Firmhofer, 12.03.2014
Edukacja to po prostu pewien sposób pomagania ludziom, by się uczyli rzeczy, które pozwalają zrozumieć świat

Strona 1

Edukacja to po prostu pewien sposób pomagania ludziom, by się uczyli rzeczy, które pozwalają zrozumieć świat – mówi Robert Firmhofer, dyrektor Centrum Nauki Kopernik, w rozmowie z Marzeną Haponiuk

Marzena Haponiuk: „Dlaczego wulkany wybuchają” to tytuł jednego z organizowanych w „Koperniku” warsztatów. Czy, mówiąc kolokwialnie, kogoś to jeszcze obchodzi?

Robert Firmhofer: Choć za udział w tym warsztatach trzeba zapłacić, liczba chętnych przekracza liczbę miejsc. Więc to obchodzi mnóstwo ludzi, tyle że w pewnym wieku i w pewnych życiowych okolicznościach. Te zajęcia z cyklu warsztatów familijnych, pomagają doświadczalnie znaleźć odpowiedzi na pytania interesujące dzieci w wieku 5-8 lat, którym towarzyszą rodzice, opiekunowie czy dziadkowie.

Na zajęciach zadajemy pytanie, a następnie stawiamy różne hipotezy badawcze. Pytamy: „Dlaczego wybuchają wulkany?”, „Dlaczego w rurach płynie woda?” lub „Jak to się dzieje, że słyszę głos taty w telefonie?”. Co ciekawe, wiele osób, także dorosłych, nie potrafi na nie odpowiedzieć. I nic dziwnego. Dziwne jest tylko to, że jako ludzie dorośli nie znamy odpowiedzi na bardzo wiele pytań i po prostu potrafimy z tym żyć. Dzieci postępują przeciwnie: ciągle te pytania zadają.

Podobno nauka nie pyta o wiek, a ciekawość to stan umysłu.

Tak, ale tę ciekawość dosyć łatwo zabić czy stłumić. Wydaje się, że robi to dość skutecznie nie tylko formalna edukacja, ale i współczesna kultura. I wszyscy jesteśmy poniekąd współwinni. Kiedy dziecko celowo i świadomie upuszcza talerz na podłogę, a talerz się rozbija – mało który z rodziców może spokojnie patrzeć na taką próbę i na takie doświadczenie. Kiedy ono robi to po raz drugi, większość rodziców uważa, że ma wyjątkowo niegrzeczne dziecko. Tymczasem to sposób, w jaki dzieci poznają świat.

Mamy powiedzieć dziecku, że ten talerz się rozbije, jeśli go upuści na podłogę?

Wtedy to będzie wiedza oparta na autorytecie. Natomiast naturalną potrzebą człowieka, którą wyrażają dzieci, jest to doświadczalne weryfikowanie wiedzy. Upuszczając talerz za pierwszym razem robią to, by zobaczyć, czy się faktycznie rozbije. Albo zwyczajnie – żeby zobaczyć, co się zdarzy (bo niekiedy nie wiedzą, co się zdarzy). A za drugim razem upuszczają go, by upewnić się, że to nie był przypadek.

Proszę zwrócić uwagę, że to dokładnie taka sama procedura, jaką stosują naukowcy. Najpierw stawiają hipotezę badawczą, następnie ją weryfikują eksperymentalnie. Muszą kilkukrotnie przeprowadzić doświadczenie w powtarzalnych warunkach. Nie wystarczy jedno  takie doświadczenie, bo to może być przypadek. Ludzie – a u dzieci widać to najwyraźniej, bo jeszcze nie są mocno poddane kulturowej indoktrynacji – uczą się, poznają świat dokładnie w taki sam sposób. Podstawową dla człowieka formą poznawania świata jest jego obserwacja i doświadczanie.

Coraz częściej pojawiają się opinie, że polska szkoła zabija w uczniach wrodzoną ciekawość. Tymczasem Centrum Nauki Kopernik odwiedziło już ponad 3 mln osób. To pokazuje, że mimo wszystko jesteśmy ciekawi, jak funkcjonuje świat.

Nie do końca zgodzę się ze sformułowaniem, że polska szkoła zabija ciekawość. To powszechny problem systemów szkolnych na całym świecie, nie tylko w Polsce.
Z drugiej strony, choć uważa się powszechnie, że dzieci nie chcą się uczyć – przychodzą one do nas tłumnie, w grupach rówieśniczych i z rodzicami. „Kopernik” z pewnością trafił w pewną potrzebę społeczną.

Jak wynika z badań, „w sensie mentalnym” z CN Kopernik w Warszawie zetknęło się 98 proc. mieszkańców Warszawy mających powyżej 15 lat. W całej Polsce około 80 proc. osób wie o istnieniu Centrum. Ich opinie na temat naszej placówki w zdecydowanej większości są pozytywne.