Newsletter

Cisza nocna w mieście?

Paweł Kubicki, 08.08.2011
Im mniejszy gwar, im szybciej miasto zasypia, tym bardziej wskazuje na swoją prowincjonalność

J.W. Goethe w „Podróży włoskiej” pisał: „Im większa na ulicach wrzawa, tym jestem spokojniejszy”. Bardziej nam współczesny Frank Sinatra śpiewał o swoim ukochanym Nowym Jorku, że chce się budzić w mieście, które nigdy nie zasypia.
Uliczny gwar, barwne życie nocne – to czynniki, które od dawna wyznaczają atrakcyjność miasta. Im mniejszy gwar, im szybciej miasto zasypia, tym bardziej wskazuje na swoją prowincjonalność.

Od pewnego czasu w polskich miastach toczy się dyskusja poświęcona problemowi ciszy nocnej w mieście. Zwolennicy bezwzględnej ciszy od 22.00 ścierają się z jej przeciwnikami. Dla tych pierwszych cisza nocna to święte prawo do wypoczynku i prywatności. Dla drugich – zwyczajny relikt poprzedniej epoki industrialnej, gdzie rytm miasta był poddany standaryzacji i wyznaczany przez poranne syreny fabryk.

Nasze miasta budzą się do życia po siermiężnej epoce PRL i pierwszych latach transformacji. Ich podstawy gospodarcze coraz częściej wyznacza postindustrialna sfera usług i rozrywki, a sami mieszczanie coraz chętniej spędzają wieczory poza domem, tłumnie wypełniając kawiarnie, restauracje i kluby.

Zmienia się charakter rytmu miejskiego. Uelastycznienie wielu zawodów sprawia, że nie wszyscy muszą wstawać rano do pracy. Dlatego też wiele kawiarni i klubów tętni życiem do późnych godzin nocnych. To jednak staje się przyczyną coraz częstszych konfliktów.

Odgłosy kawiarni i klubów są współczesną formą „zanieczyszczeń”, jakie generuje postindustrialne miasto. Miasta epoki industrialnej uprzykrzały życie swoim mieszkańcom stukotem maszyn i dymem z kominów fabrycznych. Fabryki tworzyły jednak miejsca pracy i dawały wpływy z podatków, dzięki czemu miasta mogły się rozwijać i budować niezbędną infrastrukturę.
W mieście postindustrialnym nie ma już przemysłu ciężkiego. Gospodarka takich miast opiera się w dużej mierze na usługach, rozrywce i turystyce. Dla przykładu, mieszkańcy Krakowa często narzekają na turystów zadeptujących ich miasto i hałas dochodzący z setek pubów czy klubów czynnych do rana. Mają jednak świadomość, że wprowadzenie ciszy nocnej od 22.00 i zamknięcie miasta na turystów w bardzo krótkim czasie sprowadzi na miasto i jego mieszkańców poważne problemy finansowe.
Mieszczanie stają zatem przed istotnym problemem i muszą odpowiedzieć sobie na pytanie: czy chcą kłaść się spać w miastach, które nigdy nie zasypiają? Czy usypiać je po 22.00?

To z pozoru błędne koło znane jest od lat w socjologii miast jako problem NIMBY (not in my back-yard). Specyfika tak złożonego organizmu, jakim jest miasto, zawsze generuje uciążliwości dla mieszkańców. Jako mieszkańcy mamy tego świadomość i godzimy się na nie pod warunkiem, że nie będą dotyczyć naszego bezpośredniego otoczenia (podwórka). Chętnie korzystamy z uroków życia miejskiego: kawiarni, klubów, ale nie chcemy, aby były zlokalizowane pod naszymi oknami. Konsekwencją tego jest coraz częstsze zamieranie śródmiejskich ulic wielu polskich po zmroku.

Najlepszymi najemcami okazują się być banki zamykane na głucho po 18.00. Zgubna polityka dążąca do tego, aby wypychać kawiarnie i kluby ze swojej okolicy sprawia, że całe życie miejskie ze swoim gwarem spychane jest do izolowanych centrów handlowych. W efekcie ma miejsce pauperyzacja takich miast.

Nudne miasta, gdzie na ulicach po 18.00 panuje głucha cisza we współczesnej gospodarce skazane są na porażkę. O skali atrakcyjności miasta, przyciąganiu kreatywnego kapitału i utalentowanych mieszkańców decyduje w dużej mierze jego oferta rozrywkowa, wielobarwność i jakość restauracji, kawiarni i klubów. Dlatego też koniecznym jest rozwiązanie NIMBY związanej z ciszą nocną. Miasta aspirujące do roli metropolii powinny posiadać atrakcyjną ofertę życia nocnego, muszą jednak gwarantować swoim mieszkańcom wysoką jakość życia, którą obniża nadmierny hałas.

To złożony problem i nie sposób podać tutaj łatwy zestaw rozwiązań. Chciałbym jedynie zwrócić uwagę na jedną istotną kwestię. W dyskusji na temat ciszy nocnej zbyt łatwo stawia się znak równości pomiędzy np. klubokawiarniami, które tworzą kulturę i klimat miasta, a zwykłymi dyskotekami, zorientowanymi jedynie na zysk za wszelką cenę.

Już w „Kwestii miejskiej” Manuel Castells udowadniał, badając problem hałasu w Paryżu na przełomie lat 60. i 70-tych XX wieku, że hałas miejski „jako czynnik społeczny nie istnieje, nie jest zjawiskiem samym przez się; jest to zawsze określona sytuacja” (s. 200). Gwar miasta, gwar kawiarni to nie to samo, co hałas, mimo że według odczytów stosownych urządzeń może wskazywać tyle samo decybeli.

Starajmy się patrzeć na nasze miasta przez pryzmat współczynnika humanistycznego, a nie jedynie poprzez zracjonalizowane normy, bo to na dłuższą metę się po prostu nie opłaca.