Newsletter

LIPSK – miasto, które uratowano przed upadkiem

Przemysław Filar, 25.03.2015
Nawet Berlin, "arm aber sexy", nie stał się takim symbolem sukcesu jak największe miasto Saksonii

Strona 1

W cyklu „Miasta z wizją” Instytut Obywatelski przygląda się miejscom z całego świata, gdzie ludzie próbują szukać własnej, oryginalnej ścieżki rozwoju. Miejscom, które – choć kiedyś niekoniecznie były postrzegane jako ośrodki innowacyjności – mają dziś odwagę tworzyć własne rozwiązania dla współczesnych problemów.

Lipsk, Niemyc. CC-BY-SA-3.0. Autor: Oliver Storch

W obserwowaniu tych nowych, wciąż potencjalnych liderów innowacyjności, istnieje dwojaka korzyść. Pierwsza to gotowa wiedza, tzw. know-how. Druga, znacznie ważniejsza lekcja, to nie powielanie „gotowców”, ale uświadomienie sobie, że każde miasto to specyficzny przypadek, a problemy najlepiej rozwiązuje się ściśle dopasowanymi do okoliczności, autorskimi rozwiązaniami. Ponadto z naszych analiz wynika, że każdy – nie tylko burmistrzowie Londynu czy Nowego Jorku – może wymyślać przyszłość i tworzyć nowe rozwiązania.

Do tej pory w cyklu „Miasta z wizją” przyglądaliśmy się szkockiemu Dundee, brazylijskiemu São Paulo, hiszpańskiemu Bilbao,Wiedniowi, „zielonej” Kopenhadze i centrum europejskiej sceny start-upów – Berlinowi. Teraz czas na Lipsk.

Lipsk ma dziś ponad 540 tysięcy mieszkańców. Tylko w ubiegłym roku przybyło tam ponad 10 tysięcy ludzi, głównie młodych. Patrząc z perspektywy Polski, gdzie tak dynamicznie rozwija się tylko Warszawa, wielu zadaje pytanie: co przesądziło o sukcesie drugiego miasta byłej NRD, która przecież, pomimo wpompowania w nią miliardów marek, do 2050 roku straci połowę mieszkańców [1]? Nawet Berlin, arm aber sexy, nie stał się takim symbolem sukcesu jak największe miasto Saksonii (nie mówiąc o jej stolicy, Dreźnie, które pomimo ogromnych inwestycji boryka się z mnóstwem problemów). Do Lipska przeprowadzają się nawet Polacy.

LIPSK_01

Aby zrozumieć ten fenomen, cofnijmy się do 6 listopada 1989 roku, gdy premierę miał film Ist Leipzig noch zu retten? [2] . Wtedy w mieście stało jeszcze ponad 100 tysięcy budynków sprzed 1918 roku (41 procent wszystkich zasobów); była to największa tkanka zabudowy kamienicznej w całych Niemczech. Alianckie naloty podczas II wojny światowej zniszczyły właściwie tylko fragmenty Starego Miasta; o wiele większych spustoszeń dokonała rabunkowa gospodarka realnego socjalizmu – w momencie jego upadku 70 tysięcy kamienic było w złym stanie. Centralne zarządzanie ze wschodniego Berlina, polegające raczej na propagandzie na temat odnowy miasta niż na realnych działaniach, doprowadziło właściwie do ogólnomiejskiej katastrofy budowlanej, a lipscy budowlańcy zamiast ratować swoje miasto, pracowali w Berlinie [3] . Paradoksalnie dzięki brakowi funduszy na wyburzenie walących się kamienic (rozważano nawet użycie ciężkiego sprzętu Narodowej Armii Ludowej!) możemy dziś cieszyć oczy ich widokiem. Plan z 1970 roku zakładał bowiem rocznie wyburzanie tysiąca lokali i budowę w zamian trzech tysięcy w blokach.

Lipsk pod trzema względami przypomina Łódź. Są to: olbrzymie zasoby zabudowy z XIX wieku, kolejowy dworzec doczołowy oraz silny przemysł lekki, który upadł po przemianach 1989 roku. W latach trzydziestych XX wieku populacja Lipska wynosiła 750 tysięcy mieszkańców, jednak przerwanie tradycyjnych więzów gospodarczych (jedynie Targi Lipskie ratowały część z nich) z Zachodem spowodowało zmniejszenie się przemysłu (poza tekstylnym były to drukarstwo, elektrotechnika i inne), a w konsekwencji spadek liczby mieszkańców do 530 tysięcy, i to w odróżnieniu od innych miast NRD jeszcze w czasach realnego socjalizmu. Po 1990 roku miasto straciło 90 procent miejsc pracy w przemyśle i 20 procent mieszkańców, a kolejne 10 procent uciekło na przedmieścia [4].

Dziś mniej niż 20 procent kamienic czeka na remont (dla porównania we Wrocławiu opracowano projekt „100 kamienic”, który wstępnie zakładał remont tylu właśnie budynków rocznie; skończył się po czterech latach, podczas których w sumie dokonano 100 modernizacji, i to tylko części wspólnych, czyli fasad i klatek schodowych), a o jego przeprowadzenie konkurują profesjonalne firmy deweloperskie z mniej więcej 20 kooperatywami [5] powstałymi w ramach programu „Selbstnutzer”. Remontowane są całe budynki, w celu ich niekomercyjnego wykorzystania dla dobra spółdzielców, którzy tanim kosztem mogą stać się współwłaścicielami pięknych mieszkań. Przyciąga to wielu młodych, aktywnych ludzi do miasta o niskich kosztach życia. Oczywiście należy pamiętać, że niskie koszty wynajmu są też związane z wciąż wysokim bezrobociem; w naszych aglomeracjach wynosi ono około 4–7 procent, podczas gdy w Lipsku – 12 procent. Jednak miejsca pracy w spółdzielniach budowlanych na pewno są bardzo atrakcyjne i przynoszą zysk całej gospodarce miasta. Poza remontowaniem historycznej zabudowy program umożliwia również stawianie willi miejskich w śródmieściu, przede wszystkim przez młode rodziny z dziećmi. Założeniem jest wykorzystanie wolnej przestrzeni przez tych, którzy wolą zabudowę o mniejszej skali. Dostępność takich terenów w pobliżu centrum i pomiędzy kamienicami pozwoliła na zaproponowanie bardzo atrakcyjnych działek. A kto nie chciałby mieszkać w takim domku jak te na przedmieściach, ale bez uciążliwego dojazdu, w pobliżu parków i szkół?

Różnorodność proponowanych rozwiązań wraz z gotowymi projektami pozwala na znalezienie optymalnego lokum dla każdego, kto szuka miejsca do zamieszkania. Pozwoliło to przyciągnąć aktywnych ludzi, chętnych do innego stylu życia niż ten typowo mieszczański w bogatych, zgentryfikowanych miastach na zachodzie kraju. Nie bez znaczenia są liczne programy ułatwiające założenie firmy i inne pomysły na zatrzymanie mieszkańców. Na pewno istotne jest także to, że w odróżnieniu od na przykładDrezna właściwie nie widać tu skrajnej prawicy, która przez lata była zmorą nowych landów, a i dziś od czasu do czasu organizuje marsze w wielu miastach byłej NRD.