Newsletter

POLEMIKA: Majdan drugim Placem Tianamen?

Łukasz Kołtuniak, 19.02.2014
Dużo jeszcze wody upłynie w Dnieprze, nim Ukraińcy znajdą rozwiązanie konfliktu

Dużo jeszcze wody upłynie w Dnieprze, nim Ukraińcy znajdą rozwiązanie konfliktu. Pozostaje mieć nadzieje, że końcowy scenariusz bliższy będzie temu, jaki 4 czerwca 1989 spełnił się w Polsce

Spośród wielu głosów w dyskusji na temat protestów na tzw. EuroMajdanie w Kijowie na uwagę zasługuje analiza Konstantego Chodkowskiego na stronie Instytutu Obywatelskiego: Kto jest kim w ukraińskiej rewolucji.

Autor analizuje trzy podmioty decydujące w tym momencie o kształcie wydarzeń na Ukrainie; władzę, opozycję i Majdan. Mimo że artykuł jest ciekawy, pod wieloma względami nowatorski, nie ze wszystkimi tezami można się zgodzić.

Autor trafnie pokazuje erozję „państwa Partii Regionów”, którego słabość obnażyła rewolucja. Zdaniem Chodkowskiego osłabienie władzy daje szanse opozycji do realizacji swoich celów. Należałoby tu jednak dodać jeszcze jedną kwestię. Od początku protestów na EuroMajdanie ukraiński obóz rządzący nie ma najmniejszego pomysłu na rozwiązanie konfliktu. Można odnieść wrażenie, jakby Janukowycz i jego ludzie marzyli o siłowym rozwiązaniu, bali się jednak kolokwialnie mówiąc „pójść na całość” (przyp. red. tekst pisany był chwilę PRZED fatalnymi w skutkach starciami demonstrantów z milicją, w których zginęło ponad 20 osób, a kilkaset zostało rannych). Na zmianę podejmowane są próby rozwiązani siłowego (akcja Berkutu w listopadzie, styczniowa masakra), a także próby pozornych ustępstw taka jak na przykład zaproponowanie Arsenijowi Jacenikowi, jednemu z liderów opozycji, funkcji premiera.

Ciężko natomiast całkowicie zgodzić się ze sposobem, w jaki Chodkowski ocenia opozycję. Na wstępie warto podkreślić, że faktycznie nie cieszy się ona zbyt dużym autorytetem w społeczeństwie. Co więcej, nie posiada autorytetu także na Majdanie. Dość powiedzieć, że na początku protestów, w okresie gdy Majdan był jeszcze protestem na rzecz integracji europejskiej, liderzy demonstrujących zabronili im używania symboli partyjnych. Duże wątpliwości budzi jednak postawienie opozycji niemal w jednym szeregu z Partią Regionów

„Dziś – co widać coraz wyraźniej – elementem tego samego systemu jest zarówno koalicja jak i opozycja, stąd przedwczesne zakończenie działalności majdanów mogłoby poskutkować prostą zmianą jednej oligarchii na drugą i powtórzeniem scenariusza z Pomarańczowej Rewolucji 2004 roku” – pisze autor.

Kliczko, Jaceniuk, a zwłaszcza Tiahnybok to nie są moi ulubieni „bohaterowie literaccy”. Ale czy można stawiać ich w jednym szeregu z Janukowyczem, czy Azarowem? Liderzy opozycji to przy wszystkich swoich wadach ludzie, którzy nie wydaliby rozkazu strzelania do protestujących. Jakkolwiek oceniać ich potencjał polityczny, nie są to też ludzie, którzy dopuściliby się wywożenia przeciwników politycznych do lasu i torturowania ich. Co więcej wydaje się, że choć nie przedstawili wspomnianego przez autora programu „radykalnych reform ekonomicznych”, Ukraina pod rządami UDARU, Batkiwszczyny czy Swobody byłaby państwem sprawniejszym i lepiej zarządzanym niż w okresie władzy Partii Regionów.

Chodkowski przedstawia ocenę pomarańczowej rewolucji jako zastąpienie „jednej oligarchii drugą”. Przy wszystkich wadach okresu 2005-2009 jest to ocena nadmiernie uproszczona. Faktem jest, że oczekiwane pchnięcie Ukrainy na drogę demokratyzacji i reform nie było szybkie, jeśli w ogóle miało miejsce. Ale przy wszystkich wadach tamtego okresu były to czasy, gdy na Ukrainie zniknął powszechny w okresie rządów Kuczmy strach. Strach obecny oczywiście także pod rządami Janukowycza. Pojawiły się nowe, wolne media. Przybyło organizacji pozarządowych. Nam może wydać się to bez znaczenia, ale dla Ukraińców przez lata żyjących w strachu, najpierw w czasach sowieckich, a potem w okresie rządów Kuczmy, było to naprawdę dużo.

Teraz Ukraińcy wierzą, że druga rewolucja przyniesie większe sukcesy. Nawet jeżeli ciężko uznać polityków opozycyjnych za personifikację tych aspiracji, to i tak Kliczce czy Jaceniukowi, a nawet Tiahnybokowi bliżej do europejskiej średniej niż obecnym władzom. Zresztą cele Majdanu i liderów opozycji nie są aż tak rozbieżne. Chyba tylko reforma konstytucyjna nie jest wartością, którą „żyje Majdan”. Za to przedterminowe wybory prezydenckie to niewątpliwie jedno z marzeń demonstrantów. Zdaniem Chodkowskiego jest to zaś „postulat opozycji nie mogący bezpośrednio wpłynąć na sytuację protestujących”.

Wreszcie, oceniając aktorów rewolucji, autor pisze o Majdanie. W poczynionych przez niego uwagach, mimo że podzielam jego szacunek i podziw dla demonstrantów, brakuje mi pewnego istotnego zastrzeżenia. Autor pisze: „Jak pokazuje bieg wydarzeń od 21 listopada do dnia dzisiejszego – dopóki protestujący nie użyli przemocy, nie mogło być mowy o jakichkolwiek ustępstwach ze strony władz. Scenariusz z 24 do 27 stycznia pokazuje wyraźnie, iż jedynie odcięcie rządu od realnej władzy może zmusić go do posłuszeństwa narodowi”. Nie chcę nadinterpretować słów Chodkowskiego. Musimy jednak pamiętać, że pomarańczowa rewolucja wygrała dlatego, że  obeszła się bez użycia przemocy. Z obecną władzą scenariusz taki jest trudniejszy, ale przelew krwi do niczego dobrego nie może doprowadzić. Niemal wszystkie udane rewolucje w ostatnich latach (Serbia, Gruzja, Kirgistan) miały charakter pokojowy. I nic nie wskazuje na to by tym razem miało być inaczej (nawet jeśli weźmiemy pod uwagę specyfikę Partii Regionów).

Dlatego zachowujmy umiar i rezerwę w ocenie ukraińskiej rewolucji. Ale nie może nas to prowadzić do zrównywania mordercy z drobnym złodziejaszkiem.

POST SCRIPTUM: W chwili, gdy powstawał niniejszy artykuł, w Kijowie po raz kolejny polała się krew. Pokazuje to, że dużo jeszcze wody upłynie w Dnieprze, nim Ukraińcy znajdą rozwiązanie konfliktu. Pozostaje tylko mieć nadzieje, że końcowy scenariusz bliższy będzie temu, jaki 4 czerwca 1989 spełnił się w Polsce. I że Majdan nie stanie się drugim Placem Tianamen. Prezydent Janukowycz powinien zaś, patrząc realistycznie, czyli przez pryzmat jego interesów, dążyć już tylko do tego, by uniknąć procesu. Bo w uczciwych warunkach na reelekcje nie ma żadnych szans. Sondaże pokazują, że drugą turę przegrałby nawet z liderem nacjonalistycznej Swobody Olehem Tiahnybokiem.

*Łukasz Kołtuniak – aplikant radcowski, doktorant na Wydziale Prawa UJ, pisze pracę na temat Jerzego Turowicza i środowiska Tygodnika Powszechnego, interesuje się problematyką Europy Środkowo-Wschodniej i Bałkanów oraz filozofią polityki