Newsletter

Obrona humanistyki, czyli cud mniemany

Leszek Koczanowicz, 20.02.2014
Humanistyka powinna pozostać krytyką społeczeństwa i kultury, ale musi też otworzyć się na pytania zadawane przez nauki szczegółowe

Humanistyka powinna pozostać krytyką społeczeństwa i kultury, ale musi też otworzyć się na pytania zadawane przez nauki szczegółowe. Przyszłość humanistyki to takie rozwiązania hybrydowe

Raz jeszcze się okazało, że Polska jest krainą cudów. Te same media, które przez lata głosiły, że studiowanie kierunków humanistycznych to najlepsza droga do bezrobocia, ogłosiły nagle, równie zgodnym tonem, że humanistyki należy bronić. Okazało się nagle, że bez przedmiotów humanistycznych zanikną najważniejsze, społeczne i indywidualne, wartości, że utracimy coś niezwykle ważnego, bez czego nie będziemy w stanie dobrze funkcjonować. Ta kampania prasowa, sprowokowana listem w obronie istnienia kierunku filozofii na Uniwersytecie Białostockim, nabiera coraz większego rozpędu, dołączają do niej nowe środowiska (ostatnio filologowie klasyczni i historycy).

W tym jednak momencie cud się kończy i zaczyna polska normalność. Zarówno sygnatariusze listów, jak też media zwróciły się do Pani Minister, by rozwiązała ich problemy. Na razie nie ma, przynajmniej ja nie znam, próby refleksji nad tym, czym jest humanistyka dziś, dlaczego staje się tak niepopularna. W zamian w coraz to nowych petycjach pojawiają się postulaty, które mają na zawsze rozwiązać problemy humanistyki.

Humanistyka, czyli wszystko co nieścisłe

Największą popularnością cieszą się dwa: zgoda na studiowanie drugiego kierunku humanistycznego bez opłat i wyłączenie kierunków humanistycznych z algorytmu finansowania, który w dużej mierze uzależniony jest  od liczby studentów. W tle pojawiają się też inne dezyderaty od dawna zgłaszane, przede wszystkim zmiana kryteriów oceny naukowej instytutów humanistycznych.

Podobnie jak uczeni zachowali się według polskiej normy, mając nadzieję, że po tym, jak złą minister zastąpiła dobra minister, drogą ustaw da się nagle wszystko naprawić, tak samo normalnie postąpiła Pani Minister. Nie ma na razie mowy o zmianach zasad finansowania, ale pojawiły się obietnice zwołania „okrągłego stołu” w sprawie problemów humanistyki i kilka biurokratycznych pomysłów, jak na przykład wprowadzenia przedmiotów humanistycznych na wszystkich kierunkach studiów i częściowej zmiany kryteriów oceny parametrycznej w humanistyce.

Jestem nieco sceptyczny wobec skuteczności tych zmian. Przedmioty humanistyczne obecne są w większości sylabusów na wszystkich uczelniach, ale sedno sprawy leży w tym, że humanistyka definiowana jest jako wszystko, co nieścisłe. Couching, autoprezentacja, marketing, a w ostateczności teologia pojawiają się często w tzw. blokach humanistycznych, wypierając „klasyczne” przedmioty tej dyscypliny.

Dwa źródła problemu

Tutaj dotykamy chyba najważniejszej sprawy, jaka powinna wyniknąć z dyskusji o humanistyce. Tego mianowicie, czym jest humanistyka i jaką powinna być we współczesnym świecie. Rzecz nie jest na pewno trywialna. Wiele osób było pod wrażeniem tego, że przedstawiciele różnych orientacji teoretycznych i opcji politycznych podpisali się pod listem w obronie filozofii. Łatwo jest powtarzać mantrę o wiecznej ważności filozofii, ale gdy przychodzi do konkretów, szybko okazuje się, że filozofia znaczy co innego dla prawie każdego z sygnatariuszy listu.  Wyobraźmy sobie, że ta sama grupa ma ułożyć program zajęć z tego przedmiotu. Pewne jest, że od razu starłyby się diametralnie odmienne wizje i koncepcje, a ułożone przez różne osoby czy grupy programy niewiele miałyby punktów stycznych.

Problemy z tożsamością humanistyki, a w jej obrębie – filozofii, wynikają, jak myślę, z dwóch źródeł. Po pierwsze, z radykalnej profesjonalizacji dyscyplin humanistycznych, a co za tym idzie – z ich pokawałkowania na odrębne szkoły, a właściwie sekty, których główną pasją jest zwalczanie albo ostentacyjne niedostrzeganie konkurentów. Jeżeli kursy humanistyczne nie miałaby być jedynie historyczne, to ułożenie sylabusa, który oddawałby współczesny stan tych nauk, jest niemożliwe. Chyba, że odbyłoby się to drogą „zgniłego kompromisu”, na przykład dla filozofii trochę Carnapa, trochę Heideggera.

Ale jaki morał wynikałby wtedy dla studenta? Pewno taki, że w filozofii wszystko jest możliwe. Oczywiście nie można negować tego, że jest grupa filozofów zaniepokojona tym, że filozofia dawno przestała być „sztuką życia”, a stała się wysoce wyspecjalizowaną, ezoteryczną dziedziną wiedzy. Przykładami mogą być Michel Onfray we Francji czy Richard Shusterman w Stanach Zjednoczonych. Jednak świadomość koniczności takiej postawy jest udziałem zdecydowanej mniejszości. Większość woli pozostawać w bezpiecznym kręgu „technicznych” pytań.

Słodycz i światło oraz służba narodowi

Po drugie, humanistyka w „klasycznym” okresie pełniła dwie zasadnicze funkcje: służyła kształceniu umysłu po to, by wytworzyć odpowiednią postawę wobec świata, oraz służyła implementacji wartości narodowych niezbędnych dla istnienia państwa narodowego. Pierwsze z tych zadań jest najlepiej chyba zaprezentowane w pojęciu kultury, sformułowanym przez Matthew Arnolda jako „słodycz i światło” (sweetness and light) i koncepcji kształcenia uniwersyteckiego, sformułowanej przez Kardynała Newmana w książce „Idea Uniwersytetu”. Niezależnie od tego, jak bardzo szlachetne są ich ideały nawiązujące do klasycznego wykształcenia, to oczywiste jest, że taki projekt wyraża elitarną koncepcję kultury i wykształcenia uniwersyteckiego. Trudno jest po Bourdieu uważać, że taka koncepcja może być neutralna i uniwersalna.

Podobnie jest z humanistyką jako transmisją wartości narodowych. Nie wchodząc w  skomplikowane kwestie współczesnego znaczenia państwa narodowego, należy zauważyć, iż oczywiste jest, że tradycyjne rozumienie narodu jest coraz bardziej podważane i wymaga głębokiej rewizji, która dotyczyć musi też narodowej edukacji.

Na przykład medycyna narracyjna

Humanistyka musi się określić wobec tych zmian i wyzwań, musi odpowiedzieć na pytanie: „jak jest możliwa humanistyka w globalnym i technologicznym świecie?”

Nie ma na to pytanie łatwej odpowiedzi, ale chciałbym zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Rola humanistyki jako krytyki społeczeństwa i kultury wydaje mi się w świecie współczesnym niezwykle istotna, ale też wymaga przekształcenia polegającego na otwartości na pytania zadawane przez nauki szczegółowe. Dla mnie ciekawym przykładem takiej właśnie perspektywy w humanistyce jest „medycyna narracyjna”, która stanowi humanistyczną refleksją nad praktyką nauk medycznych.

Myślę, że przyszłość humanistyki należy do takich właśnie hybrydowych rozwiązań.

Nie chciałbym jednak w tym krótkim tekście przesądzać, jaka powinna być dziś humanistyka i jaka będzie humanistyka przyszłości. Traktuję swoją wypowiedź raczej jako zaproszenie do dyskusji nad pytaniem: „jak jest możliwa humanistyka?” Być może, choć nie jest to pewne, odpowiedź na to pytanie jest ważniejsza od zmiany algorytmu finasowania uczelni.

*Leszek Koczanowicz – profesor filozofii i psychologii, pracuje w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej, Wydział Zamiejscowy we Wrocławiu. Zajmuje się filozofią współczesną, teorią polityczną, filozofią polityczną i metodologią nauk społecznych. Wykładał na Uniwersytecie w Buffalo i na Columbia University w Nowym Jorku. Jest m.in. autorem książek „Politics of Time. Dymics of Identity in Post-Communist Poland”  (2008) i „Lęk nowoczesny. Eseje o demokracji i jej adwersarzach”  (2011). Laureat konkursu MISTRZ Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej.