Newsletter

Zbyt dużo bólu

Katarzyna Kazimierowska, 03.08.2011
Największe poruszenia serca i tak dzieją się w nas, a nie na zewnątrz

To nie jest książka do czytania przy piwie na plaży. To nie jest lektura na bezrefleksyjne popołudnie przy winie. Takie rzeczy powinno się czytać w jesienną słotę lub zimowe mrozy – ta książka powala ciosem między oczy subtelnym i pozornym drążeniem kropla po kropli.

To jednak niezbędna lektura dla miłośników krótkich form prozatorskich. A opowiadania Alice Munro, bo z nich się składa tom „Zbyt wiele szczęścia”, to prawdziwe perły tej formy literackiej. Munro nie czaruje czytelnika, nie uwodzi zbędnymi ozdobnikami, w ogóle nie zaprasza do swojego świata. Ona przykuwa uwagę już pierwszymi akapitami.

Opowiadane przez nią historie mogłyby się wydarzyć w mieszkaniu sąsiadów, mogły zdarzyć albo zdarzą się nam. Mamy tu historię szczęśliwej mężatki, której mąż z niewytłumaczalnych powodów zakochuje się w innej kobiecie, z pozoru nie dorastającej jej do pięt. Po latach znajdujemy naszą bohaterkę w innym związku, a jej spojrzenie na to, co się stało jest już chłodne i obiektywne. Zamiast rozpamiętywać winy męża, przypomina sobie dziecko jego konkubiny i swoje względem niego postępowanie. Mamy opowieść o dwóch przyjaciółkach, których losy połączyło jedno dramatyczne zdarzenie z dzieciństwa. Jest tu także opowieść o starszej kobiecie, którą odwiedza złodziej – morderca.

Każda z tych opowieści ma swój suspens, który zaskakuje i niewygodnie dźga nas pod żebrami. A jednocześnie patrzymy na ich życie jak na ciągłość, splot okoliczności i kolei losu, które okazują się układać w logiczną ciągłość – to historie miłosne, bo emocje okazują się dla nich najważniejsze. I choć w tle toczy się cicha walka o zachowanie godności i niezależności, w końcu stają się ofiarami własnych pragnień, błędów lub  narzędziem w rękach innych.

Alice Munro spędziła całe życie w Kanadzie. Nie wyjeżdża, nie wychyla nosa poza miejscowość, w której żyje. Jest niczym współczesny Kant, z uporem powtarza: „Niebo gwiaździste nade mną…”. Wie, że choćby po drugiej stronie płotu trawa była bardziej zielona, nie wpłynie to na drogę jej życia. Na nasze również, choćbyśmy cały czas uciekali przed sobą i przeznaczeniem. Największe poruszenia serca i tak dzieją się w nas a nie na zewnątrz.

Alice Munro, „Zbyt wiele szczęścia”, przeł. Agnieszka Kuc, Wydawnictwo Literackie, Kraków

*Katarzyna Kazimierowska – redaktorka Rzeczpospolitej online, kwartalnika Res Publica Nowa, stale współpracuje z Kulturą Liberalną