Newsletter

Z Eberhardem przez wieki (no, dziesięciolecia)

Helena A. Jędrzejczak, 03.08.2011
Seria kryminałów z Eberhardem Mockiem w roli głównej niewątpliwie może być przewodnikiem…

Wakacje zazwyczaj kojarzą się z podróżowaniem. Zwłaszcza wtedy, kiedy przestają być cudownym, trzymiesięcznym, rozleniwiającym okresem między sesją letnią a październikowymi zajęciami, a przekształcają się w jakieś smętne 20 lub 26 dni w skali roku. Wtedy odpoczynek od studenckich trosk przeradza się w zaplanowaną mniej lub bardziej podróż. Z rozmaitymi rozrywkami po drodze.

Mój bohater od rozrywek nie stroni. Za to na urlop udał się w ciągu czterech tomów tylko raz i to w dodatku dla dobra śledztwa. Odpoczywa pracując. Trochę jak współczesny pracoholik. Zaniedbuje żonę, nadużywa alkoholu, pali i wizytuje wrocławskie lupanary, nie tylko po to, by oglądać książeczki zdrowia tamtejszych prostytutek. Ma skłonność do przemocy i – choć zawsze elegancko ubrany – namiętnie przeklina. Po prostu uroczy mężczyzna.

Poznałam go w 1954 roku i w dodatku w Wiedniu, choć on sam żyje we Wrocławiu. Pardon – Breslau. A właściwie już nie żyje, bo w 1960 umiera. W Nowym Jorku. W międzyczasie rozwiązuje dość makabryczne zagadki kryminalne, głównie w stolicy Dolnego Śląska, choć nie tylko – na gościnne występy wyrusza nawet do Lwowa.

Ja wiem – kryminał na wakacje to nic oryginalnego. Połowa zasobów dworcowych księgarń to właśnie historie morderstw, detektywów i sposobów rozwikłania zagadek. Wiem też, że teraz zabrzmię jak zakochana kobieta: Eberhard Mock jest inny niż oni wszyscy. Eberhard Mock oprócz wspomnianych wyżej zalet (alkoholizm, rozpusta, brutalność) ma także inne cechy. Eberhard Mock nie tylko rozwiązuje kryminalne zagadki przed- i wojennego Wrocławia. Eberhard Mock służy za przewodnika po swoim mieście. Eberhard Mock – asystent, radca, policjant kryminalny – oprowadza czytelnika po rzeczywistości Breslau lat 1919-1945.

A przewodnik z niego dobry. I to nie dlatego, że historie, w których z woli Marka Krajewskiego uczestniczy, są wciągające – choć są, fabuła jest interesująca, zagadki – zagadkowe, a morderca – za każdym razem nieoczywisty i w dodatku zazwyczaj oczytany, co daje mu możliwość przyjemnego dla czytelnika igrania z Mockiem. Bo Mock – poza tym, że tropi i osiąga pewne sukcesy na tym polu – przede wszystkim chodzi po Wrocławiu i zagląda w najróżniejsze jego kąty. A czytelnik – chce tego, czy nie – poznaje Wrocław, jego atmosferę, zakątki przyjemne i zakamarki powodujące ciarki na plecach. Towarzysząc mu, można Wrocław pokochać albo się go przestraszyć. A właściwie – nie Wrocław. Breslau. Bo Mock jest przecież niemieckim policjantem, dbającym o porządek w niemieckim mieście, i wraz z tym niemieckim miastem chylącym się w końcu, w radzieckim oblężeniu, ku śmierci.

Kryminały Krajewskiego doskonale się czyta – ale to nie jedyny warunek mego polecenia. Za to też nie dostałby szeregu nagród i nie został przetłumaczony na kilkanaście języków, a miasto Wrocław nie zaangażowałoby się w ich promocję.

Eberhard Mock – jak już napisałam – jest niemieckim policjantem. Żyje w Breslau. Spiesząc za nim w poszukiwaniu tropu sprawcy kolejnego makabrycznego morderstwa, poznajemy rzeczywistość Wrocławia – w 1919, 1927, 1937 i 1945 roku. Widzimy, jak się zmienia. Mock przemierza ulice i zaułki, które częściowo nie istnieją – a częściowo tylko zmieniły nazwy. W zorientowaniu się w jego peregrynacjach pomoże niemiecko-polski indeks ulic przed- i powojennych oraz mapa Breslau.

Breslau z lat dwudziestych i trzydziestych, tak ukochanego przez Mocka, dziś nie znajdziemy. Ale pokusa, by do tegoż Breslau-Wrocławia pojechać, przemierzyć szlaki Kriminaldirektora Eberharda Mocka, jest silna. Ta, by poszukać w encyklopediach postaci, które on napotykał na swej drodze, również. I jeszcze – by poszukać jakichś pamiątek po dawnym Breslau we współczesnym Wrocławiu.

Wakacje to czas podróży. I przewodników. Seria kryminałów z Eberhardem Mockiem w roli głównej niewątpliwie może być przewodnikiem. Wystarczy tylko wybrać, czy bardziej interesuje nas poszukiwanie widm, czy też końca świata.

Marek Krajewski: „Śmierć w Breslau”, „Widma w mieście Breslau”, „Koniec świata w Breslau”, „Festung Breslau”, „Głowa Minotaura”.