Newsletter

E-podręcznik, czyli edukacyjne jajko z niespodzianką

Bartosz Bator, 01.04.2014
Dajmy sobie czas na refleksję i zaproponujmy e-podręcznik najpierw jako alternatywę dla komercyjnej oferty wydawnictw

Strona 1

Dajmy sobie czas na refleksję i zaproponujmy e-podręcznik najpierw jako  alternatywę dla komercyjnej oferty wydawnictw. Alternatywę na wysokim poziomie intelektualnym i technologicznym

Jestem z tego ostatniego, podobno dobrego, rocznika. Tego, który jako ostatni w ramach reformy systemu oświaty kończył 8-letnią podstawówkę i 4-letnie liceum. Sami ocenialiśmy krytycznie tamte reguły edukacji i od innych nasłuchaliśmy się o archaiczności rozwiązań, które były naszą codziennością. Teraz, jakby niepostrzeżenie, temat wraca. Nawet nie zorientowaliśmy się, jak – choć już dojrzeliśmy i pozakładaliśmy rodziny – temat edukacji szkolnej znów zaczął nas dotyczyć. Za sprawą naszych dzieci.

System, który zapamiętało moje pokolenie, opierał się na katalogu podręczników przekazywanych między rodzeństwem czy kuzynostwem przez lata. By korzystać z tych samych podręczników, nawet nie trzeba było chodzić do tej samej szkoły. Ba, system działał nawet w tym samym mieście, gminie czy województwie. Wszędzie były te same książki. Finansowo było to bardzo opłacalne. Inna sprawa, że gdy było się którymś z kolei użytkownikiem, zużycie książki niezbyt zachęcało do jej czytania.

Ale pod względem finansowym i użytkowym e-podręcznik ma niemal same zalety.

Na początku był błąd

Wtedy podręczniki były obszerne, kompleksowo prezentowały istotne zagadnienia z danego przedmiotu. Oczywiście narzekaliśmy: po co nam wiedzieć to wszystko?! Dziś współczuję młodszym pokoleniom, że nikt od nich nie wymaga wiele więcej niż przeglądania podręczników, w których są głównie piękne obrazki drukowane na pachnącym kredowym papierze. Z drugiej strony wiem, że dziś taki oldschool jak w naszych czasach – sam tekst, uboga grafika – nie przejdzie. I dobrze.

Ale tu pojawia się pierwsze ważne pytanie dotyczące treści e-podręcznika. Uważam, że kilka lat temu popełniono błąd, ulegając powszechnemu oczekiwaniu, by radykalnie ograniczyć zasób wiedzy prezentowanej w szkolnych książkach. Walcząc z intelektualną nadwagą, popadliśmy w anoreksję. Moment wprowadzania e-podręcznika to doskonała chwila, by zebrać doświadczenia ostatnich kilku lat i wykorzystać je przy tworzeniu wirtualnej bazy wiedzy.

Czym tak naprawdę powinien być e-podręcznik? Czy tylko papierową wersją tego, co jest dziś? Absolutnie nie. I nie tylko dlatego, że te dzisiejsze treści są niezadowalające intelektualnie. Także dlatego, że e-podręcznik może dziś sprostać oczekiwaniom dzieci i młodzieży. Wyobrażam sobie, że e-podręcznik to nie tylko tekst. Wystarczy spojrzeć na nowoczesne rozwiązania z Muzeum Fryderyka Chopina, żeby nabrać nadziei, że podobny sposób myślenia zostanie zastosowany przy e-podręczniku. Dzięki temu np. w książce do historii można by ożywiać światy, które dziś mogą się wydawać nudne. E-podręcznik mógłby też być na bieżąco aktualizowany. Dlatego lepszym rozwiązaniem byłoby nie ściąganie z sieci plików PDF, ale e-podręcznik online.

Kto powinien być autorem e-podręczników? W jakim trybie i na jakich zasadach należy wybierać autorów? Polegać na autorytetach? Zorganizować konkurs na tekst? Kłopot w tym, że – o czym już wspomniałem – e-podręcznik złożony tylko z tekstu może być porażką. A zatem do takiego konkursu powinny stawać zespoły: autorzy treści, grafiki, multimediów itp. Osobne konkursy na poszczególne elementy e-podręcznika spowodowałyby chaos.

Więcej trudnych pytań

Jednak system, w którym będą startowały zespoły, stanie się polem rywalizacji wydawnictw. A to rodzi kolejne niebezpieczeństwo. Bo co, jeśli w przetargu wyróżnimy jedno wydawnictwo? I na jak długo takie wydawnictwo ma mieć wyłączność w tworzeniu e-podręcznika? Na rok, trzy lata, dziesięć?

Poza tym Ministerstwo Edukacji Narodowej musi wybrać wyspecjalizowany podmiot, który wykona to zadanie. Kto konkretnie ma to zrobić? I jakiego rodzaju treści taki podmiot ma dostarczyć?

Jeśli chodzi o przeniesienie praw do wspomnianych treści, to nie powinno być większych trudności. Autorzy zachowają prawa osobiste, polskie prawo nie przewiduje legalności ghostwritingu (umowa może jednak przewidywać, że utwór nie będzie opatrzony imieniem i nazwiskiem autora oraz że prawa m.in. w tym zakresie autor powierza zleceniodawcy). To, co na pewno trzeba będzie uwzględnić, to fakt, że podręcznik będzie miał zapewne kilku współautorów. Należy też brać pod uwagę konieczność aktualizacji, a tym samym wprowadzania zmian do e-podręcznika. Awantury z autorami o prawa do e-podręcznika bądź brak możliwości ingerowania w jego treść, kończące się na sali sądowej, to jedna z ostatnich rzeczy, których można by życzyć temu pomysłowi. Zadbanie o prawa intelektualne to w tym przypadku kwestia pierwszorzędna.