Newsletter

Kto jest kim w ukraińskiej rewolucji?

Konstanty Chodkowski, 14.02.2014
Pokojowe zakończenie kryzysu bez naruszania politycznego status quo to zadanie karkołomne

Pokojowe zakończenie kryzysu bez naruszania politycznego status quo to zadanie karkołomne. Problematyczne jest też pytanie: na ile opozycyjne partie polityczne stanowią faktyczną reprezentację majdanu?

Nie ulega wątpliwości, iż od początku „majdanowej rewolucji” (tj. od 21 listopada 2013 roku) pozycja obecnej elity rządzącej Ukrainą uległa gwałtownemu osłabieniu. Państwo znalazło się na krawędzi masowego rozlewu krwi, który ani dla strony rządowej, ani dla opozycji parlamentarnej nie byłby korzystny. Celem ekipy Wiktora Janukowycza jest z jednej strony niedopuszczenie do dalszej eskalacji przemocy, a z drugiej jak najszybsze „ugaszenie pożaru”, zahamowanie majdanów i odbudowa silnej pozycji politycznej.

Pokojowe zakończenie kryzysu bez naruszania dotychczasowego politycznego status quo to zadanie dość karkołomne, toteż Janukowyczowi pozostało wąskie pasmo możliwych manewrów. Jego strategia skupia się więc na próbach pokojowego zażegnania kryzysu na drodze fasadowych ustępstw. Stosuje je tak, aby nie doszło do faktycznego wzrostu znaczenia opozycji i gwałtownego rozregulowania systemu.

Pozycja obozu rządowego jest słabnąca nie tylko ze względu na spadające poparcie społeczeństwa, ale też przez zmniejszający się obszar faktycznej kontroli nad tym, co się w państwie dzieje. Kolejne akty szturmów na budynki regionalnej administracji, wypowiadanie posłuszeństwa przez całe oddziały służb siłowych, kłopoty z utrzymaniem porządku we własnych szeregach, do tego coraz bardziej chaotyczne zachowanie pozostałych przy służbie oddziałów „Berkutu” i Wojsk Wewnętrznych. Wszystko to daje obraz obumierającego, niesprawnego państwa, którego każdy kolejny błąd będzie kosztować pomniejszenie realnego wpływu na sytuację na swoim terytorium. O ile w ukraińskim systemie politycznym rząd mógł do tej pory pozwolić sobie na ignorowanie głosu opinii publicznej, tak nie może przejść do porządku dziennego nad procesem stopniowej utraty efektywnej władzy.

Sytuacja zmusza więc władzę do przystąpienia na choćby pozorne ustępstwa w celu ostudzenia nastrojów. Przed opozycją parlamentarną otwiera się szansa na realizację swoich politycznych celów. Problematyczne jest jednak pytanie: na ile cele te są zbieżne z celami protestujących i na ile w związku z tym opozycyjne partie polityczne mogą stanowić faktyczną reprezentację majdanu? Obserwując rozwój sytuacji można dojść do wniosku, iż do tej pory to raczej majdan stanowił główną podporę pozycji politycznej liderów opozycji niż na odwrót.

Opozycjoniści przystąpili do stołu negocjacyjnego z prezydentem dopiero wtedy, gdy stracili kontrolę nad tłumem. Zgoda na rozpoczęcie rozmów była de facto posunięciem ratującym Arsenija Jaceniuka, Witalija Kliczkę i Ołeha Tjahnyboka od utraty autorytetu wśród protestujących. Dalej o stopniu zbieżności interesów majdanu i partii politycznych może powiedzieć nam coś lista postawionych przed prezydentem żądań. Oto one:

– uchylenie niekonstytucyjnych i antydemokratycznych przepisów z 16 stycznia 2014 r.;
– uchwalenie ustawy o amnestii, na mocy której zwolnieni zostaną uczestnicy masowych protestów;
– podpisanie Umowy Stowarzyszeniowej z Unią Europejską;
– zwolnienie Julii Tymoszenko z kary odbywanej w kolonii karnej w Charkowie;
– powrót do konstytucji Ukrainy z 2004 roku, wprowadzającej system parlamentarno-prezydencki;
– ustąpienie Wiktora Janukowycza z funkcji prezydenta Ukrainy;
– przeprowadzenie przedterminowych wyborów prezydenckich.

Wśród nich jedynie pierwsze trzy mogą mieć bezpośrednie przełożenie na sytuację protestujących i są jednoznacznie zbieżne z ich interesem. Pozostałe należy zakwalifikować jako postulaty dotyczące warunków ewentualnej zmiany politycznego status quo w kraju, żądanie nowego politycznego przetasowania. Ponadto, w żadnym z ogółu postulatów nie zawiera się żądanie przeprowadzenia radykalnych reform ekonomicznych mających na celu choćby walkę z korupcją, czy ograniczenie wpływów oligarchicznych grup biznesowych. Między innymi z powyższych powodów nie należy rozpatrywać liderów głównych partii opozycyjnych i majdanu jako spójnej całości. Co więcej, można śmiało mówić o występujących między tymi podmiotami napięciach.

Na dowód tej tezy można przytoczyć szereg przykładów. Gdy w niedzielę 19 stycznia doszło do nagłej eskalacji protestów, Witalij Kliczko w odpowiedzi na próby uspokojenia tłumu został oblany pianą z gaśnicy.

Podobnie gdy w poniedziałek, 27 stycznia próbował negocjować z tłumem okupującym budynek Ministerstwa Sprawiedliwości, został zignorowany, a jego żądania opuszczenia budynku zdecydowanie odrzucone. We wtorek, 28 stycznia, w budynku Regionalnej Administracji Państwowej okupowanej przez aktywistów o mało nie doszło do starć z członkami partii „Swoboda”, podobnych incydentów można by przytoczyć jeszcze wiele. Wszystkie świadczą o napiętej rywalizacji między partiami opozycyjnymi a aktywistami o przywództwo w protestach.

Spostrzeżenia te zmuszają do rewizji interpretacji ukraińskiej rewolucji i przyjęcia nowej perspektywy. Należałoby potraktować całą klasę polityczną Ukrainy wraz z rządem i oficjalnymi organami państwowymi jako jeden biegun konfliktu, reprezentujący interes sprzeczny z biegunem przeciwstawnym – prostym ludem. Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że system polityczny Ukrainy był do tej pory raczej emanacją układu interesów oligarchicznych grup biznesowych, niż realnym wyrazicielem woli obywateli, a przy tym obydwie ścierające się frakcje klasy politycznej Ukrainy występowały do tej pory również w roli wyrazicieli interesów państwowych i niepaństwowych graczy globalnych, to wyłania nam się kompletny obraz faktycznego sensu i statusu trwającej w kraju rewolucji.

Konsekwencją dotychczasowej konstrukcji systemu politycznego Ukrainy było do tej pory regularne pogłębianie dysonansu między klasą polityczną, wspieraną przez wielkie grupy biznesowe, a narodem. Państwo stosowane było do tej pory jako narzędzie sprzyjające pomnażaniu kapitału oligarchów (tzw. „krysza”, czyli dach – w domyśle – dla biznesu), nie zaś jako ramy dla budowy warunków dostatniego życia obywateli. Dziś – co widać coraz wyraźniej – elementem tego samego systemu jest zarówno koalicja jak i opozycja, stąd przedwczesne zakończenie działalności majdanów mogłoby poskutkować prostą zmianą jednej oligarchii na drugą i powtórzeniem scenariusza z Pomarańczowej Rewolucji 2004 roku.

Ponadto, z obserwacji przebiegu masowych protestów wysnuć można jeszcze jeden wniosek. System polityczny, który jak do tej pory wykazywał niebywałą odporność na oddolne, prodemokratyczne akcje podejmowane przez obywateli, siłą rzeczy trudno będzie zmienić metodami pokojowymi. Jak pokazuje bieg wydarzeń od 21 listopada do dnia dzisiejszego – dopóki protestujący nie użyli przemocy, nie mogło być mowy o jakichkolwiek ustępstwach ze strony władz. Scenariusz z 24 do 27 stycznia pokazuje wyraźnie, iż jedynie odcięcie rządu od realnej władzy może zmusić go do posłuszeństwa narodowi. Dalszy rozwój wypadków w Ukrainie zależeć będzie więc nie koniecznie od rezultatów negocjacji między liderami opozycji i prezydentem, a od tego, jak ostatecznie ułożą się relacje między opozycją a majdanem.

*Konstanty Chodkowski – analityk, student Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych, specjalizuje się w polityce Europy Wschodniej, a zwłaszcza Ukrainy, www.konstanty.chodkowski.net