Newsletter

Kobiety, zdejmijcie te diademy

Marzena Haponiuk, 12.02.2014
Wciąż niewiele kobiet, mimo iż są świetnymi specjalistami i pracownikami, potrafi walczyć o swoje

Wciąż niewiele kobiet, mimo iż są świetnymi specjalistami i pracownikami, potrafi walczyć o swoje

Jak pokazuje raport NIK-u, luka płacowa w Polsce istnieje i ma się dobrze. Przegląd struktury wynagrodzeń w sektorze publicznym pod kątem równości płci, którego dokonano na prośbę Pełnomocnika ds. Równego Traktowania, potwierdził wcześniejsze przypuszczenia oraz wyniki innych badań: mężczyźni w Polsce zarabiają więcej niż kobiety. Badanie NIK-u objęło osoby zatrudnione w sektorze publicznym, tj. pracujące w spółkach skarbu państwa, spółkach komunalnych oraz administracji centralnej. W 80 proc. zbadanych przypadków zaobserwowano dysproporcje płacowe między kobietami a mężczyznami – na niekorzyść kobiet. Luka płacowa w sektorze publicznym wynosi nieco ponad 10 proc.

Podobne badanie, biorące pod lupę wynagrodzenia w gospodarce narodowej, a wiec zarówno w sektorze prywatnym, jak publicznym, od wielu lat realizuje także GUS. Jak pokazują najnowsze dane, różnica między zarobkami kobiet i mężczyzn w gospodarce narodowej jest jeszcze większa. W 2012 roku przeciętne wynagrodzenie brutto mężczyzn było o 20 proc. (tj. 709,03 zł) wyższe od przeciętnego wynagrodzenia kobiet.

Skąd ta (nie)równość?

Luka płacowa w sektorze publicznym nie wynika, zdaniem kontrolerów NIK-u, z naruszania zasad równego traktowania kobiet i mężczyzn. Dla przypomnienia: prawo w Polsce zabrania nierównego traktowania ze względu na płeć. Równe traktowanie gwarantuje zarówno Konstytucja RP, jak kodeks pracy. Skoro pracodawcy nie złamali prawa, zatrudniając i ustalając wysokość zatrudnienia, pojawia się pytanie: jak do zróżnicowania wynagrodzeń doszło?

Po przeanalizowaniu struktury zatrudnienia okazało się, że mężczyźni pracujący w sektorze publicznym zatrudniani są głównie w działach specjalistycznych związanych ściśle z realizacją głównych zadań tych jednostek, a przy tym częściej są kierownikami. W ślad za większą odpowiedzialnością podążają wyższe zarobki. Natomiast większość kobiet zatrudnionych jest w działach obsługi tych instytucji (kadry, księgowość, dział obsługi klienta itd.).

Ta niekorzystna dla kobiet struktura zatrudnienia jest z jednej strony pochodną braku odpowiednich kwalifikacji. Mimo iż kobiety w Polsce są, statystycznie rzecz biorąc, lepiej wykształcone, to kierunki, na których się kształcą, czy wybierane przez nie zawody są z reguły słabiej opłacane i dają mniejsze szanse awansu zawodowego, np. w edukacji, usługach społecznych czy kulturze.W socjologii powstał nawet termin określający to zjawisko mianem „lepkiej podłogi”.

Mężczyźni z kolei częściej studiują na kierunkach ścisłych. Daje im to gwarancję lepszej pracy. Świetnie ilustruje ten proces przykład informatyków. Wśród osób kształcących się i zatrudnionych w tej branży dominują mężczyźni. Jak wynika z badania Wynagrodzenia.pl, w 2013 roku pracownicy działów nowych technologii byli jedną z trzech najlepiej zarabiających grup zawodowych w Polsce.

Czym skorupka za młodu…

Nie należy jednak zapominać, że wybór zawodu czy kierunku studiów, a także sposób poruszania się po rynku pracy, są pochodną wielu czynników. Niezwykle silne są w tej kwestii uwarunkowania społeczno-kulturowe. To one w istotny sposób wpływają na – wciąż jeszcze tradycyjne – postrzeganie roli kobiet i mężczyzn w domu czy na rynku pracy.

W wydanej w zeszłym roku książce „Włącz się do gry. Kobiety, władza i chęć przywództwa”, analizującej udział kobiet w rynku pracy, Sheryl Sandberg, wiceprezes Facebooka, opisuje zjawisko tzw. syndromu diademu. Jak wynika z jej wieloletnich obserwacji, wciąż niewiele kobiet, mimo iż są świetnymi specjalistami i pracownikami, potrafi walczyć o swoje. W efekcie mają gorsze warunki pracy, płacy i nie awansują na wyższe stanowiska.

Kobiety, jak pisze Sandberg: ” (…) oczekują, że jeśli dalej będą wykonywać swoją pracę, ktoś to zauważy i włoży im na głowę diadem”. Wierzą, że ich dobre wyniki naturalnie doprowadzą je do awansu. Gdy tak się nie dzieje, przyjmują to biernie, wierząc, że jednak kiedyś zostaną docenione.

Mężczyźni w tych sprawach prezentują zgoła odmienne podejście. Oni aktywnie walczą o swoje. Sandberg na potwierdzenie tej tezy przywołuje badania McKinseya z 2011 roku, z których jasno wynika, że kobiety awansuje się na podstawie osiągnięć, a mężczyzn na podstawie drzemiącego w nich potencjału.

Odmienne zachowania kobiet i mężczyzn na rynku pracy to w ogromnej mierze wynik socjalizacji. Proces stereotypizacji płciowej zachodzi często już na etapie wczesnoszkolnym. Wynika to m.in. z odmiennych oczekiwań. Mocno uogólniając: od dziewczynek częściej wymaga się, by były grzeczne, miłe i łagodne. Chłopcy natomiast już od najmłodszych lat ćwiczą się w asertywności, współdziałaniu bądź rywalizacji, np. wspólnie z tatą majsterkując czy grając w gry zespołowe (piłkę nożną czy koszykówkę).W efekcie część z tych wyuczonych w dzieciństwie zachowań przenoszonych jest na życie dorosłe. Mężczyźni umiejętniej walczą o swoje, kobiety bywają częściej uległe.

Co prawda, w tym obszarze wiele się w ostatnich latach zmienia. Stopniowej przemianie ulega realizowany model rodziny oraz metody wychowawcze. Należy się spodziewać, że zmiana relacji w rodzinie wpłynie pozytywnie także na zmianę podejścia do wychowania. To ważne, ponieważ, jak słusznie zauważa Krzysztof Burnetko: „współczesny świat nie jest światem księżniczek, lecz areną aktywności zawodowej, rywalizacji na rynku pracy, umiejętności przewodzenia i pracy w zespole”. Aby kobiety potrafiły się odnaleźć na rynku pracy, powinny być do tego dobrze przygotowane. Równe traktowanie pozytywnie wpłynie także na sytuację mężczyzn.

Słodko-gorzki smak raportu

To dobrze, że prześwietlenie polityki wynagrodzeń miało miejsce. Przeprowadzone na konkretnych przypadkach i w konkretnych instytucjach potwierdza, że problem, jakim jest luka płacowa, to fakt. Raport NIK-u można odczytywać dwojako. Za pozytyw należałoby uznać, iż dyskryminacja w wynagrodzeniach nie jest związana z łamaniem prawa. Niepokojące jest natomiast, że nierówne traktowanie kobiet i mężczyzn ma miejsce w sektorze publicznym, kojarzonym z szeroko pojętą polityką państwa. To, że mechanizmy dyskryminujące jedną płeć względem drugiej mają tam miejsce, pośrednio rzutuje na relacje między kobietami a mężczyznami na rynku pracy.

Choć nie jest to temat nowy – do tej pory na różnice w wysokościach wynagrodzeń kobiet i mężczyzn zwracał uwagę m.in. GUS – warto nie przestawać o nim rozmawiać. Niezbędne są akcje edukacyjne uświadamiające te kwestie zarówno wśród pracodawców, jak i samych zainteresowanych, czyli pracowników. W tym wypadku głównie kobiet. Może wkrótce kobiety zdecydują się na zdjęcie z głów diademów, a mężczyźni podzielą się lepszą pracą i płacą, w efekcie czego deformacje rynku pracy ulegną zniszczeniu. Z pewnością skorzystaliby na tym wszyscy.

*Korzystałam z książki Sheryl Sandberg „Włącz się. Kobiety, praca i chęć przywództwa”, Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2013

*Marzena Haponiuk – socjolog, ekonomista, analityk ds. rynku pracy i polityki społecznej w Instytucie Obywatelskim