Newsletter

Ukraina na krawędzi

Łukasz Kołtuniak, 28.01.2014
Pora w końcu zrozumieć, że nie ma Ukrainy prozachodniej i Ukrainy prorosyjskiej. Jest jedna Ukraina – proukraińska

Pora w końcu zrozumieć, że nie ma Ukrainy prozachodniej i Ukrainy prorosyjskiej. Jest jedna Ukraina – proukraińska

Wydawało się, że na Ukrainie trwa kolejny pokojowy protest czy wręcz pokojowa rewolucja. Tymczasem miniony tydzień przyniósł dramatyczne zaostrzenie konfliktu. Po raz pierwszy w historii niepodległej Ukrainy polała się krew.

Prezydent zdolny do wszystkiego

Nie wiemy, czy rozkaz użycia siły wobec demonstrantów wydał osobiście Wiktor Janukowycz. Zważywszy jednak na fakt, że to jemu podlegają wszystkie główne siły porządkowe, trzeba uznać odpowiedzialność (przynajmniej moralną) prezydenta za śmierć pięciu osób biorących udział w demonstracjach. Po raz kolejny potwierdza się opinia, że Janukowycz jest zdolny do wszystkiego, byle tylko utrzymać władzę.

Do minionego tygodnia można sobie było wyobrazić, że w zamian za pokojowe przekazanie władzy, opozycja nie rozliczy prezydenta z nadużyć popełnionych w ciągu ostatnich czterech lat. Krew na ulicach Kijowa bardzo taki scenariusz skomplikowała. Od tej pory każdy, kto będzie chciał darować Janukowyczowi stare przewiny, może być przez ukraińską ulicę uznany za zdrajcę.

Ale istnieje jeszcze dla prezydenta droga odwrotu: w momencie gdy pisałem ten komentarz w Kijowie toczyły się negocjacje między władzą a trzema liderami opozycji.

Trzech tenorów

Gdy wybuchły protesty na Majdanie, opozycja wydawała się słaba i rozbita. Lider partii Batkiwszczyna Arsenij Jaceniuk wyraźnie miał problemy z zapełnieniem luki po uwięzionej Julii Tymoszenko, a bokserski czempion Witalij Kliczko dopiero budował swoją polityczną markę. Natomiast poglądy najradykalniejszego z nich, nacjonalisty Oleha Tiahnyboka z partii Swoboda, są dla wielu Ukraińców nie do przyjęcia. Protest w obronie europejskiego wyboru stał się jednak dla tych polityków wielką szansą.

Początkowo demonstranci odcinali się od wszystkich partii. Z czasem relacje te stały się cieplejsze, choć protestujący bardzo dbali, by ich protest nie został wykorzystany politycznie. Sami politycy toczyli natomiast na kijowskim placu walkę o to, który z nich poprowadzi opozycję do przyszłorocznych wyborów prezydenckich. Dlatego głosili zasadę „ani kroku wstecz” i tylko podgrzewali protest, zamiast szukać wyjścia z kryzysu.

Po środowych zamieszkach opozycja doszła jednak do przekonania, że sprawy zaszły za daleko. I zasiadła do rozmów z Janukowyczem.

Społeczeństwo walczy

Postawa ukraińskiego społeczeństwa od początku wzbudzała podziw światowej opinii publicznej. Zrazu imponował światu młodzieżowy protest w obronie europejskiego wyboru, potem masowość demonstracji na Majdanie. Ukraińcy po raz kolejny dowodzili, że potrafią pokojowo i skutecznie walczyć o swoje prawa. Po przyjęciu przez parlament tak zwanych ustaw dyktatorskich, praktycznie likwidujących w tym kraju demokrację, protest uległ zaostrzeniu, a na Majdanie doszły do głosu siły radykalne.

Nie można oczywiście obarczać demonstrujących odpowiedzialnością za środową masakrę. Jednak zarówno wśród protestujących, jak przede wszystkim wśród polityków opozycji górę powinny wziąć siły z powrotem kierujące Majdan na pokojowe tory. Owszem, przelana krew sprawia, że będzie to bardzo trudne, trzeba jednak za wszelką cenę zapobiec zaostrzeniu konfliktu, którego eskalacja mogłaby doprowadzić do wojny domowej.

Co ma zrobić świat?

W sytuacji tak jawnego łamania przez ekipę Janukowycza zasad demokratycznych najbardziej naturalną reakcją Unii Europejskiej byłoby zastosowanie sankcji. Do środy wydawało się jednak, że krok taki mógłby pchnąć Ukrainę w kierunku Rosji. Teraz sankcje wydają się nieuniknione. Nie można ich oczywiście zastosować wobec Ukrainy jako państwa. Krok taki mógłby zniechęcić do UE samych Ukraińców. Unia dysponuje środkami represji wobec poszczególnych polityków i oligarchów, i właśnie one powinny być zastosowane. Jak pokazuje historia, blokowanie kont bankowych mogą być skuteczną drogą do zmiękczania dyktatorów.

Bruksela nie powinna też jednak całkowicie zrywać kontaktów z reżimem Janukowycza. Być może właśnie międzynarodowa mediacja będzie bowiem środkiem do rozwiązania konfliktu.

Co dalej, Ukraino?

Jeszcze dwa tygodnie temu wydawać by się mogło, że protesty na Majdanie wygasają. Dziś Ukraina znalazła się na skraju wojny domowej. Nie wiadomo, czy Janukowycz jest zdolny oddać władzę pokojowo, jak swego czasu uczynili to Jaruzelski albo Gorbaczow. Być może zabrnie tak daleko, że nie uniknie procesu i znajdzie się tam, gdzie teraz jest Julia Tymoszenko.

Tak czy inaczej, konieczne są rozmowy, które scalą ukraińskie społeczeństwo. Każdy kto był na Ukrainie wie, jaka mentalna przepaść odziela Ukrainę zachodnią od południowej czy wschodniej. Pora jednak w końcu zrozumieć, że nie ma Ukrainy prozachodniej i Ukrainy prorosyjskiej. Jest jedna Ukraina – proukraińska. To, czy politykiem, który zainicjuje proces scalania społeczeństwa, będzie któryś z obecnych liderów opozycji, to już inna historia.

*Łukasz Kołtuniak – aplikant radcowski, doktorant na Wydziale Prawa UJ, pisze pracę na temat Jerzego Turowicza i środowiska Tygodnika Powszechnego, interesuje się problematyką Europy Środkowo-Wschodniej i Bałkanów oraz filozofią polityki