Newsletter

2014: Nowa jakość w podatkach

Jan Gmurczyk, 15.01.2014
Zmiany na lepsze w obszarze podatków wielu Polaków dostrzeże dopiero wtedy, gdy odczuje uprzywilejowaną pozycję w kontaktach z urzędami skarbowymi

Zmiany na lepsze w obszarze podatków wielu Polaków dostrzeże dopiero wtedy, gdy odczuje uprzywilejowaną pozycję w kontaktach z urzędami skarbowymi

Zgodnie z przedstawionymi w ubiegły piątek planami rządu, rozliczenie podatkowe za rok 2013 będzie ostatnim, które wymaga od Polaków osobistego wypełnienia deklaracji PIT. Począwszy od przyszłego roku zeznanie obywatelom wypełnią wstępnie urzędnicy administracji podatkowej, po czym akceptacja rozliczenia lub jego korekta odbędzie się za pośrednictwem Internetu.

Choć nie poznaliśmy jeszcze szczegółów tego rozwiązania (pojawia się między innymi pytanie, które dokładnie grupy podatników z niego skorzystają?), sam zamysł reformy należy ocenić pozytywnie. Urzędy finansowane są z pieniędzy publicznych, więc w ramach swej działalności powinny w pierwszym rzędzie oferować obywatelom szeroki wachlarz profesjonalnych usług. Logika tego rozumowania w przypadku rozliczenia podatkowego wydaje się prosta: jeśli PIT musi się znaleźć w urzędzie skarbowym, to niech go wypełni sam urząd. Po co obywatele mają się specjalizować w wypełnianiu druków podatkowych, skoro już i tak finansują ze swych podatków działalność instytucji, które tymi drukami zajmują się zawodowo?

To pytanie tym bardziej zasadne, że dla niektórych Polaków wypełnienie deklaracji PIT to nie lada orzech do zgryzienia. Nie każdy przecież, kto osiąga dochody, ma możliwość poprosić o rozliczenie swojego pracodawcę. Nie każdy też dobrze odnajduje się w gąszczu rubryk, kolumn i terminologii podatkowej. Każdy za to, kto płaci podatki, ma prawo oczekiwać od administracji publicznej pomocy w wypełnianiu swych powinności. Tym bardziej, że płacenie podatków w oczach wielu osób jest wręcz treścią współczesnego patriotyzmu.

Diabeł tkwi w szczegółach

O ile zatem kierunek zmian jest bardzo dobry, o tyle – jak to nieraz bywa – diabeł tkwi w szczegółach. Na chwilę obecną nie zostały one jeszcze ogłoszone, wobec czego nasuwają się liczne pytania. Zdecydowanie najbardziej podstawowe brzmi: jeśli deklaracje PIT mają być zatwierdzane lub korygowane przez Internet, to co z osobami, które albo nie mają dostępu do sieci, albo zgoła z niej korzystać nie chcą lub potrafią?

Jak informuje Eurostat, w 2013 roku w Polsce dostępem do Internetu dysponowało 72 proc. gospodarstw domowych, natomiast 32 proc. obywateli nigdy jeszcze nie korzystało z sieci. A skoro tak, to nawet gdy administracja podatkowa zacznie wypełniać obywatelom PIT-y, równolegle będzie musiało istnieć jakieś rozwiązanie dedykowane osobom wykluczonym cyfrowo. Naturalną opcją byłoby tu dopuszczenie możliwości rozliczenia z urzędem skarbowym na starych zasadach, co jednak w pewnych obszarach mogłoby potencjalnie prowadzić do częściowego dublowania się pracy po stronie urzędów skarbowych.

Wielu Polaków zapewne interesuje też, jak będzie wyglądało wprowadzanie wszelkich „spersonalizowanych preferencji” do deklaracji podatkowej, tj. rozliczanie się wspólnie z małżonkiem, korzystanie z ulg, przekazywanie 1 proc. podatku na wybraną organizację pożytku publicznego itd. Czy trzeba będzie o tym informować urząd z wyprzedzeniem, czy też wszelkie zmiany w stosunku do wstępnie wypełnionej przez administrację deklaracji obywatele będą wprowadzać samodzielnie przez Internet? To o tyle interesujące, że pomoc urzędników wielu Polakom przydałaby się najbardziej wtedy, gdy w grę wchodzi wypełnienie deklaracji w przypadkach nie prostych, lecz bardziej złożonych.

Odpowiedzialność a zaufanie

Na osobną uwagę zasługuje ponadto kwestia odpowiedzialności za ewentualne błędy w deklaracji PIT. Dla przykładu, można sobie wyobrazić hipotetyczną sytuację, gdy podatnik akceptuje zeznanie wstępnie wypełnione przez urząd i nie wprowadza w nim zmian, przy czym w tym zeznaniu występuje błąd. Kto będzie za niego odpowiadał? Można argumentować, że odpowiedzialność spada w takim wypadku na obywatela, gdyż to on przed akceptacją deklaracji PIT powinien dokładnie sprawdzić, czy wszystko się w niej zgadza i sumuje. Zastanówmy się jednak, czy to faktycznie właściwe postawienie sprawy?

Jednym z kluczowych wyzwań, jakim trzeba w Polsce sprostać na drodze do budowy nowoczesnej gospodarki, jest wzmocnienie zaufania społeczeństwa do instytucji publicznych. Obok właściwie prowadzonej edukacji w szkołach to jeden z dwóch najważniejszych kanałów, poprzez który państwo może starać się zwiększyć zasób tak brakującego Polsce kapitału społecznego. W najbliższej przyszłości będziemy już powoli kończyć etap „twardej” modernizacji kraju – budowę siatki najważniejszych dróg, remonty infrastruktury kolejowej, wznoszenie laboratoriów badawczych itp. Teraz pora odważniej postawić na zmiany „miękkie” – często symboliczne, ale razem układające się w proces rozwoju.

Nawet jeśli nowe rozwiązania w systemie podatkowym miałyby tylko ograniczyć się do rozliczania popularnego PIT-37, w parze z nimi pojawia się świetna okazja, by spróbować podbudować zaufanie Polaków do państwa. Wracając do naszej hipotetycznej sytuacji (akceptacja PIT bez wprowadzania żadnych zmian), obywatel powinien mieć prawo oczekiwać, że w ramach stworzonego przez państwo systemu administracja publiczna dobrze wypełniła za niego druk, który sama stworzyła.

W przeciwnym razie – jeśli trzeba by było ponosić odpowiedzialność za błędy w deklaracji nawet wtedy, gdy akceptuje się wstępnie wypełniony przez administrację podatkową PIT i nie wprowadza do niego żadnych zmian – wówczas ktoś może zacząć pytać, czy reforma w ogóle ma sens. Zmiany na lepsze w obszarze podatków wielu Polaków dostrzeże dopiero wtedy, gdy odczuje uprzywilejowaną pozycję w kontaktach z urzędami skarbowymi.

Jak się zatem okazuje, wokół planowanej reformy – pomysłu wartościowego i zarazem w swej istocie dość prostego – w naturalny sposób pojawia się cały szereg pytań. Trudno jednak, by było inaczej, skoro sprawa dotyka tak kluczowego i nieraz złożonego tematu, jakim są podatki. Wątpliwości natomiast nie ulega, że nowe rozwiązania należy sumiennie dopracować, jak również dobrze poinformować obywateli w zakresie projektowanych zmian. Rok 2014 będzie czasem właśnie na takie działania.

*Jan Gmurczyk – ekonomista, analityk Instytutu Obywatelskiego.