Newsletter

Nowa stara choroba

Konrad Niklewicz, 14.01.2014
Kiedyś państwo polskie słusznie uznało, że z korupcją trzeba walczyć niezwykłymi narzędziami. Może czas na podobny wniosek w przypadku patologii rynku pracy?

Kiedyś państwo polskie słusznie uznało, że z korupcją trzeba walczyć niezwykłymi narzędziami. Może czas na podobny wniosek w przypadku patologii rynku pracy?

Pierwszy obrazek z ostatnich miesięcy: pracownik budowlany bestialsko skatowany przez przedsiębiorcę tylko dlatego, że domagał się wypłaty zaległego wynagrodzenia.

Drugi obrazek: krążące po Internecie ogłoszenie o naborze nowych pracowników do pracy w ochronie, z proponowaną stawką godzinową 2,4 złotych.

I na koniec jeszcze trzeci obrazek, z ostatnich tygodni: raport OECD, z którego wynika, że wydajność pracy Polaków w okresie 2010–2012 rosła nominalnie o ponad 3,5 proc. rocznie – jeden z najlepszych wyników w Europie! – podczas gdy płace realne w gospodarce spadały.

Te trzy obrazki mówią część prawdy o rynku pracy. Nie mogą być podstawą do uogólnień, ale każdy z nich może być ilustracją dla następującej tezy: zdarza się, że Polacy pracobiorcy padają ofiarą nieuczciwości pracodawców, proponuje im się wynagrodzenie urągające przyzwoitości, a to wszystko w czasach, gdy pracują coraz bardziej efektywnie, za realnie coraz niższe stawki.

Dyskryminacja pracobiorców

Kolejne polskie rządy starały się (z mniejszym lub większym sukcesem) wprowadzać przepisy ułatwiające życie przedsiębiorcom. Wymieńmy kilka przykładów z ostatnich lat: elastyczny czas pracy, likwidacja zaświadczeń, wprowadzenie VAT kasowego. Nikt (lub prawie nikt) nie kwestionuje słuszności tych kroków. To przedsiębiorcy tworzą gospodarkę rynkową, im mniej energii i czasu tracą na biurokratyczne obowiązki, tym więcej energii mogą poświęcić działalności własnego przedsięwzięcia.

Trzeba jednak przyznać, że te niekiedy spektakularne ułatwienia dla przedsiębiorców (podkreślę raz jeszcze: słuszne i potrzebne) miały mało swoich odpowiedników, jeśli chodzi o przepisy dotyczące pracobiorców. Oni nie doczekali się wielu zmian, które mogłyby być z ich punktu widzenia odpowiednikiem „VAT kasowego” albo „elastycznego czasu pracy”.

Czytaj całość

Źródło: Rzeczpospolita