Newsletter

Droga donikąd

Tomasz Mincer, 13.01.2014
W Polsce wokół historii, także najnowszej, za dużo jest histerii

Tomasz Lis, redaktor naczelny „Newsweek Polska”, zignorował dobre rady i dał się ponieść emocjom. W najnowszym numerze tygodnika redakcja dorzuca swoje trzy grosze do pseudodebaty o „resortowych dzieciach”, lustracji i „nieprawych” korzeniach. Piórami Marcina Mellera i Rafała Kalukina prześwietla „autorytety” tzw. niepokornej prawicy. Przypomina, że ci wrogowie PZPR i komuny w tej komunie i PZPR czynnie uczestniczyli.

Niepotrzebnie. Ale nie dlatego, że dyskusja z rynsztokiem go nobilituje. Że nie ma po co wchodzić w polemikę z autorami „Resortowych dzieci”. Rzecz nie w dyskusji samej, tylko w jej metodzie.

Najgorsze jest to, że tygodnik Tomasza Lisa dość bezrefleksyjnie korzysta z metody „niepokornych”, skoro zaczyna grzebać w cudzych życiorysach. W efekcie wzmacnia tylko przekaz oponentów i uwiarygadnia ich oprzyrządowanie socjotechniczne.

Czytelnicy mogą dojść do wniosku, że również dla liberalnych środowisk na liście pilnych spraw do załatwienia ląduje lustracja (dekomunizacja? sanacja życia politycznego?).

Powstaje przekaz: już nie przyszłość czy teraźniejszość się liczą. Ważny jest powrót do „przeszłości jako leczenia ran społecznych, ale też przekonanie, że bez zwalczenia zaszłości narażeni jesteśmy na destabilizację” (Aleksander Smolar o rządach Kaczyńskiego i Olszewskiego, Gazeta Wyborcza). Stąd już bardzo blisko do wniosku, że trzeba wyciągnąć na światło dzienne lustracyjne brudy „niepokornym”. Bez tego bowiem polska polityka pozostanie nieczysta i długotrwale chora.

Sęk w tym, że to droga donikąd. I jak tak dalej pójdzie, po „resortowych dzieciach” mówić będziemy o resortowych wnukach, potem o prawnukach. Także o tym, które dziecko chodziło z dzieckiem dygnitarza komunistycznego do szkoły itd.

Każda redakcja ma swoją politykę, którą należy respektować, co nie znaczy, że nie należy jej oceniać. Czy jednak dziś nie powinniśmy dyskutować namiętnie o planie, jaki ostatnio przedstawił rząd Donalda Tuska? O długo oczekiwanej przez opozycję, komentatorów strategii? I o możliwej alternatywie dla tego planu?

Skoro od opozycji trudno oczekiwać merytorycznej dyskusji, recenzentem rządu pozostają dziennikarze i publicyści czy też eksperci z think tanków. Tymczasem okazuje się, że dla sporej części mediów ważniejsze są historyczne zaszłości.

Niestety, w Polsce wokół historii, także najnowszej, za dużo jest histerii. Traktowanie wyciąganych  ze złożonego kontekstu faktów historycznych niczym cepa do okładania przeciwnika po głowie przesłania najpoważniejsze spory o kształt modernizacji naszego kraju.

Instrumentalne sięganie po „politykę historyczną” spycha na drugi plan dyskusję dotyczącą zmniejszania dystansu między bogacącymi się, a tracącymi dochody Polakami. Namiętne paranie się przeszłością odbywa się kosztem oceny rządowej strategii wykorzystania środków unijnych.

Jeśli ktoś lubi żyć historią, to niech poczeka kilka lat. Za kilka lat bowiem będziemy mogli podyskutować o historycznie zmarnowanej szansie albo o przyczynach sukcesu II rządu Donalda Tuska.