Newsletter

Przemysł wraca do USA

Wendy Tate, 09.01.2014
„Made in America” to atrakcyjna marka, którą klienci postrzegają pozytywnie nie tylko w Stanach Zjednoczonych

„Made in America” to atrakcyjna marka, którą klienci postrzegają pozytywnie nie tylko w Stanach Zjednoczonych  – mówi prof. Wendy Tate w rozmowie z Janem Gmurczykiem

Jan Gmurczyk: Po latach exodusu do tzw. krajów nisko kosztowych, niektóre miejsca pracy w przemyśle zaczęły ostatnio wracać do Stanów Zjednoczonych. Z czego to zjawisko, określane jako „reshoring” lub „reindustrializacja”, wynika?

Prof. Wendy Tate: Przede wszystkim okres słabej koniunktury, większy nacisk na zrównoważony rozwój oraz rosnące oczekiwania klientów wobec elastyczności i kosztów skłoniły szereg przedsiębiorstw do przemyślenia na nowo uprzedniej decyzji o przeniesieniu produkcji za granicę. Różnica w kosztach pracy między Stanami Zjednoczonymi a krajami rozwijającymi się szybko topnieje. Mało tego, w gospodarkach takich jak Chiny i Indie dostęp do wykwalifikowanych pracowników zaczął być problemem.

Z drugiej strony, Stany Zjednoczone słyną ze swego bogatego zasobu fachowców i zdolności do tworzenia innowacji. Jednocześnie amerykańska gospodarka cieszy się poważną przewagą pod względem dostępu do energii, co jest istotne z punktu widzenia produkcji przemysłowej. USA mają najniższy koszt megawata wśród państw dostarczających dane o produkcji energii do Międzynarodowej Agencji Energetycznej. Również ceny gazu ziemnego i oleju napędowego są w Ameryce względnie niskie.

W trakcie podejmowania decyzji o lokowaniu produkcji kluczowym czynnikiem stają się ponadto kwestie związane z poziomem ochrony własności intelektualnej. Niektóre kraje mają w tym względzie stosunkowo łagodne prawo. Nie zapominajmy także o tym, że czas dostaw i bliskość klienta również mogą mieć pierwszorzędne znaczenie.

Abstrahując od czynników rynkowych, czy amerykański rząd wspiera reshoring?

Powrót przemysłu do Stanów Zjednoczonych przykuwa wiele uwagi, odkąd amerykańscy politycy wynieśli go na sztandary podczas ostatnich wyborów prezydenckich. Prezydent Barack Obama gościł nawet na ten temat dyskusję w styczniu 2012 roku.

W Chinach produkcja przemysłowa przenosi się z obszarów nadmorskich w głąb kraju, natomiast w USA rząd amerykański podejmuje kroki wspierające reshoring. Dodajmy, że również poszczególne stany mogą oferować ku temu zachęty. Mowa tu, przykładowo, o niskich cenach ziemi, atrakcyjnych czynszach, a nawet obniżonych opłatach za media. Inne zachęty, takie jak programy szkoleniowe podnoszące wykształcenie i kwalifikacje pracowników, powstają w określonych regionach z myślą o konkretnych branżach i firmach.

A co z podatkami?

Podatki z reguły nie skłaniają do lokowania produkcji w Stanach Zjednoczonych. Wspomniane zachęty do sprowadzania miejsc pracy z powrotem do Ameryki do pewnego stopnia równoważą jednak wysoki poziom opodatkowania.

Na ile powrót przemysłu do USA jest zjawiskiem masowym? Czy obserwujemy renesans marki „made in America”?

Potencjalne możliwości, jakie oferuje reshoring w Stanach Zjednoczonych, są naprawdę duże. Wiele przedsiębiorstw już się zaangażowało w ten proces. Przeprowadzona niedawno wśród 320 firm ankieta wskazuje, że 40 proc. z nich dostrzega trend polegający na powrocie produkcji do USA.

„Made in America” to atrakcyjna marka, którą klienci postrzegają pozytywnie nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale także na innych rozwiniętych rynkach światowych. Zauważmy jednak, że kupujących wciąż interesują niskie ceny. Z tego względu istotny wzrost produkcji przemysłowej widzimy zwłaszcza w południowo-wschodniej części USA, gdzie dostępne są zasoby taniej pracy.

Tym niemniej, miejsca pracy, które opuszczają takie kraje jak Chiny, są częściowo automatyzowane, aby dostosować produkcję do wyższych płac w Stanach Zjednoczonych. Oznacza to, że jeśli wytworzenie czegoś w Chinach wymaga 2000 pracowników, w warunkach amerykańskich może wymagać 200 pracowników.

To typowy przykład zastępowania pracy kapitałem w rozwiniętej gospodarce. Sporo osób wciąż jednak wydaje się wiązać z powrotem przemysłu duże nadzieje.

Na pewno wielu ludzi przywitałoby z radością bardziej wyważone podejście do światowej produkcji i zaopatrzenia. Pamiętajmy jednak, że wielkie przedsiębiorstwa nie podejmują poważnych decyzji bez wnikliwej analizy ryzyka, kosztów i uwarunkowań w poszczególnych krajach. W rzeczywistości chodzi o dobór właściwej lokalizacji produkcyjnej.

Firmy w dalszym ciągu koncentrują się na wchodzeniu na te obszary, które są po prostu sensowne. Często liczy się bliskość klienta. Istnieje wiele gospodarek rozwijających się, czy też krajów określanych wcześniej jako nisko kosztowe, gdzie grono konsumentów szybko się powiększa. Produkcji niektórych wyrobów nie opłaca się przenosić z powrotem do kraju ojczystego. Weźmy choćby ciężki sprzęt, którego fabryki najlepiej ulokować blisko klientów.

Kiedy mówimy o miejscach pracy i przemyśle, trudno nie wspomnieć, że wiele krajów rozwiniętych wciąż boryka się z kryzysem lub jego skutkami. Czy przemysł i konkretna, namacalna produkcja są niezbędne, aby osiągnąć wzrost gospodarczy?

Trudno się z tym nie zgodzić. Nie możemy pozwolić sobie na utratę potencjału wytwórczego przemysłu. Wzrost zawsze będzie pożądany, podobnie jak zawsze będzie istniał popyt na produkty wytwarzane i kupowane lokalnie. Ponadto niektóre gałęzie przemysłu są politycznie wrażliwe, więc nie można ich przenieść zagranicę. Jest naprawdę wiele powodów, aby zachować zdolność produkcji zarówno towarów, jak i usług.

*Wendy Tate – profesor w Departamencie Marketingu i Zarządzania Łańcuchem Dostaw na Uniwersytecie Tennessee (USA)