Newsletter

Zbudujmy przemysł na innowacjach

Marek Garbicz, 09.01.2014
Postęp techniczny nieustannie zmienia układ sił w gospodarce światowej. To jedyna szczelina, w którą Polska może wejść, aby rozwinąć własny przemysł

Postęp techniczny nieustannie zmienia układ sił w gospodarce światowej. To jedyna szczelina, w którą Polska może wejść, aby rozwinąć własny przemysł – mówi prof. Marek Garbicz w rozmowie z Janem Gmurczykiem

Jan Gmurczyk: W państwach rozwiniętych utarła się opinia, że przyszłością gospodarki są usługi, a przemysł to niemal archaizm rodem z XIX wieku. Czy nowoczesna gospodarka faktycznie może obejść się bez przemysłu?

Prof. Marek Garbicz: To iluzja, jakoby rola przemysłu w wysoko rozwiniętych gospodarkach była schyłkowa. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie: przemysł ma co prawda w stosunku do usług bardzo mały udział w zatrudnieniu i tworzeniu wartości dodanej, ale to wynika z jego ogromnej wydajności. Paradoksalnie, pozorny spadek znaczenia przemysłu łączy się z jego żywotnością.

Dla przykładu, w Stanach Zjednoczonych na zakup typowej usługi, takiej jak usługa edukacyjna czy zdrowotna, potrzeba było w 2000 roku pięciokrotnie więcej dóbr przemysłowych niż w roku 1960. Ta zmiana to wyłączny efekt wzrostu produktywności przemysłu.

A co z miejscami pracy? Na ile spadek zatrudnienia w fabrykach, wywołany na przykład przeniesieniem produkcji przemysłowej do krajów o niskich płacach, może zostać skompensowany przez sektor usług?

Sęk w tym, że przyzwyczailiśmy się postrzegać poszczególne sektory gospodarki oddzielnie. Tymczasem duża część usług rozwija się tylko wtedy, gdy kwitnie przemysł. Mowa tu choćby o handlu, transporcie czy outsourcingu. A skoro tak, to przy zaniku czy słabości przemysłu  branże usługowe też się zbytnio nie rozwijają. Ma to silny wpływ na zatrudnienie, gdyż usługi w znacznej mierze są pracochłonne. Innymi słowy, przemysł tworzy miejsca pracy nie tylko bezpośrednio, lecz w dużym stopniu pośrednio.

Bez przemysłu nie ma zrównoważonego rozwoju?

Oczywiście, istnieją gospodarki, które bazują prawie wyłącznie na usługach, na przykład na turystyce. Jeśli jednak mówimy o dużych krajach, to złudzeniem jest przekonanie, że na dłuższą metę można żyć bez przemysłu. Spójrzmy choćby na Wielką Brytanię, która się znacząco odprzemysłowiła i nadmiernie chyba postawiła na usługi finansowe.

Czy wobec tego powrót przemysłu do państw rozwiniętych okaże się nowym trendem w gospodarce światowej? Mówi się już na przykład o reindustrializacji w USA.

Stanom Zjednoczonym jest trochę łatwiej niż innym gospodarkom. Dzięki wydobyciu gazu łupkowego Amerykanie mają obecnie tanią energię i niektóre miejsca pracy faktycznie wracają do ich kraju. Ale również w innych państwach widzimy renesans myślenia o tym, że jednak dobrze mieć trochę przemysłu.

Być może to właśnie przemysł ma największą szansę stać się lokomotywą ożywienia w Unii Europejskiej, która nadal boryka się z kryzysem i wysokim bezrobociem?

Przede wszystkim gospodarka unijna w najbliższej przyszłości pozostanie na hamulcach, które wynikają z oddłużania się. W tych warunkach ze strony polityki fiskalnej można liczyć raczej na zaciskanie pasa, a nie pobudzanie koniunktury. O dalsze luzowanie polityki monetarnej też trudno, bo stopy procentowe spadły już prawie do zera. Widzimy co prawda pewne sygnały ożywienia, ale są one słabe. Nie ma wielkich szans na szybkie wyjście z tego kryzysu.

Wracając jednak do przemysłu – tu nie chodzi o dowolne sektory. Kluczem są innowacje, gdyż zatrudnienie pobudzane jest przede wszystkim przez przemysł innowacyjny. Ostatnie amerykańskie badania pokazują, że jedno miejsce pracy powstałe w związku z innowacjami tworzy niejako pośrednio pięć dodatkowych. W sporej mierze są to zajęcia wymagające wysokich kwalifikacji, ale pracę znajdują również przedstawiciele takich zawodów jak sprzedawca, kelner czy kierowca. To o tyle istotne, że bezrobocie jest największe wśród pracowników o niskich kwalifikacjach.

Gdy jednak mówimy o przemyśle w UE, w tle od razu pojawia się dyskusja o zmianie klimatu. Na ile przemysł obciąża dziś środowisko, a na ile normy ekologiczne hamują rozwój przemysłu?

Na to pytanie nie sposób odpowiedzieć jednoznacznie. Zawsze jest coś za coś. Weźmy na przykład energetykę atomową. Zaostrzenie wymogów bezpieczeństwa w elektrowniach jądrowych zmniejsza skalę potencjalnych zagrożeń dla ludzi i środowiska, ale podnosi koszty produkcji energii elektrycznej. Ponieważ zawsze będzie istniało jakieś ryzyko, normy można podwyższać w nieskończoność. Miejsce, w którym się zatrzymamy w tej procedurze, jest kwestią wyboru politycznego czy też decyzji społecznej.

A jak ocenić kondycję przemysłu w Polsce?

Wysokie bezrobocie wydaje się być w istotnym stopniu związane ze słabością przemysłu, rozumianą jako jego niska innowacyjność. Co więcej, w momencie transformacji postępowaliśmy z naszym przemysłem dokładnie odwrotnie niż inne kraje. Cały świat przechodził wtedy falę ogromnej koncentracji przemysłu, my natomiast dekoncentrowaliśmy przedsiębiorstwa w imię trochę idealistycznych wyobrażeń o tym, jak powinna funkcjonować konkurencja. Zmniejszaliśmy ich skalę, aby wywołać rywalizację.

Takie postępowanie miałoby sens, gdyby polska gospodarka była zorientowana głównie na rynek wewnętrzny. Tymczasem już wtedy nasz kraj zaczynał otwierać się na zewnątrz. W efekcie te niewielkie przedsiębiorstwa, które jeszcze dodatkowo zostały osłabione podziałami wewnętrznymi, musiały paść ofiarą konkurencji światowej.

Co zrobić, aby naprawić sytuację?

Cóż, łatwo zlikwidować przemysł, natomiast bardzo trudno go odtworzyć. Gdy mówimy o powrocie przemysłu, musimy sobie zdawać sprawę z tego, jak wygląda współczesny świat. Dziś tysiąc największych przedsiębiorstw wytwarza 80 proc. światowej produkcji przemysłowej. Innymi słowy, mamy do czynienia z niewiarygodnym stopniem koncentracji produkcji przemysłowej. A to oznacza, że wszystkie miejsca są zajęte. Nikt na nas nie czeka, żebyśmy się pojawili z naszym przemysłem. Co więcej, te zajęte miejsca są obudowane masą różnego rodzaju patentów, które tworzą w istocie rzeczy blokadę przeciwko ewentualnemu wejściu polskiego przemysłu na arenę międzynarodową.

Do takiego świata strasznie trudno się przebić, zwłaszcza, że właściwie nie mamy z czym. Polskie przedsiębiorstwa są na ogół małe lub średnie, i tu jest problem. Dlatego właśnie cały czas wracam do tych innowacji. Postęp techniczny nieustannie zmienia układ sił w gospodarce światowej. To jedyna szczelina, w którą Polska może wejść, aby rozwinąć własny przemysł.

A jeśli nie zdobędziemy się na innowacyjność?

Wówczas będziemy mieć wyłącznie przemysł, który pojawił się tutaj jako outsourcing ze strony krajów wyżej rozwiniętych. Pozostaniemy małym ogniwem wielkich łańcuchów dostawczych. Przy czym w tej pozycji też znajdujemy się tylko dlatego, że Polska jest aktualnie atrakcyjna dzięki takim czynnikom jak na przykład stosunkowo niskie wynagrodzenia.

*Marek Garbicz – doktor habilitowany nauk ekonomicznych, profesor SGH w Warszawie