Newsletter

Miałem sen. Skończyły się w Polsce kolejki do lekarza

Adam Szejnfeld, 08.01.2014
Miałem sen...

Miałem sen. Wprowadzono w Polsce konkurencyjne do państwowych ubezpieczenia zdrowotne. Konkurencyjne ubezpieczenie można było wybrać dobrowolnie w prywatnych towarzystwach ubezpieczeń zdrowotnych, zamiast ubezpieczenia w instytucji państwowej, za tę samą składkę lub równolegle z państwowym, jako uzupełnienie koszyka świadczeń. Stworzono także koszyk usług medycznych w ramach wykupowanego ubezpieczenia oraz wyliczono koszt ich realizacji, a zarazem ubezpieczenia.

Miałem sen. Zredukowano liczbę szpitali, a pozostałe po restrukturyzacji zostały ujęte w kompleksowy system ratownictwa medycznego i świadczenia usług medycznych chorym. Dzięki temu zlikwidowano dublowanie oddziałów i usług na tym samym terenie, a jednocześnie uzupełniono ich wachlarz o te, które nie były do tej pory świadczone lub były trudno dostępne.

Miałem sen. Lekarze i pozostały personel medyczny nie miał prawa prowadzić prywatnej praktyki medycznej z wykorzystaniem nieruchomości, urządzeń, sprzętu i leków należących do placówek publicznej służby zdrowia, w których byli zatrudnieni.

Miałem sen. Pracownicy ZUS i alternatywnych towarzystw ubezpieczeń zdrowotnych zaczęli kontrolować efektywność pracy służby zdrowia, w tym lekarzy – efektywność medyczną i finansową – a także prawidłowość wykorzystywania zaordynowanego leczenia przez pacjentów. Zmniejszyło to koszty funkcjonowania placówek służby zdrowia, a zrazem zwiększyło skuteczność leczenia pacjentów, eliminując symulantów z rynku usług medycznych.

Miałem sen. Państwowe i prywatne towarzystwa ubezpieczeń zdrowotnych zaprzestały kontraktować usługi na specjalistycznym sprzęcie diagnostycznym, który nie byłby wykorzystywany od rana do wieczora cały dzień, a państwo przestało dofinansowywać zakupy specjalistycznych urządzeń diagnostycznych, jeśli miałyby być wykorzystywane tylko przez pół dnia, a nie przez cały dzień. Zwiększyło to efektywność wykorzystywania bardzo drogiego sprzętu, a zarazem zmniejszyło kolejki pacjentów wymagających specjalistycznych badań.

Miałem sen. Towarzystwa ubezpieczeń zdrowotnych profilaktycznie kierowały pacjentów na obowiązkowe badania specjalistyczne w przypadku przekroczenia określonego wieku, a także na obowiązkowe badania okresowe w przypadku chorób przewlekłych i zagrożeń wrodzonych – pod groźbą utraty prawa do wypłaty wynagrodzenia za niezdolności do pracy z powodu choroby lub odszkodowania za koszty leczenia. Miało to na celu podniesienie rangi profilaktyki w stosunku do leczenia, co przyniosło zmniejszenie kosztów samego leczenia.

Miałem sen. Przedsiębiorcy przestali płacić wynagrodzenia za czas niezdolności do pracy w zastępstwie ZUS. W zamian ZUS i towarzystwa ubezpieczeń zdrowotnych wypłacały chorobowe pracownikom, bo to one gromadziły od obywateli środki na ten cel. Wprowadzano więc sprawiedliwą normalność: kto pobiera składkę, ten wypłaca odszkodowanie. Zarazem uwolniono znaczne środki przedsiębiorców na rozwój.

Miałem sen. Pracodawcy przestali szukać swoich pracowników na innych budowach w trakcie ich zwolnienia L4, bo kontrolą wykorzystania zwolnienia lekarskiego zajęli się przedstawiciele tych instytucji, które zbierają składkę ubezpieczenia zdrowotnego. Likwidowano też kontrakty i zwalniano z pracy lekarzy wystawiających fikcyjne zwolnienia lekarskie. Pracownicy przestali równocześnie organizować strajki w formie masowego przechodzenia na L4, bo instytucje ubezpieczeniowe przestały wypłacać wynagrodzenia za fikcyjne zwolnienia lekarskie.

Miałem sen. W polskich palcówkach medycznych zaczęli pracować holistyczni lekarze, badający pacjentów nie tylko pod względem dolegliwości, która ich do lekarza sprowadziła. Dzięki temu zwiększyła się wykrywalność chorób, a zmniejszyły koszty ich leczenia, ponieważ działania zostały podjęte wcześnie. Jednocześnie zmniejszył czas poświęcany przez pacjentów na ciągle powroty do kolejek u kolejnych lekarzy.

Miałem sen. Lekarze byli rozliczani za efektywność prawidłowego diagnozowania i skutecznego leczenia pacjentów, a nie na podstawie czasu, jaki im poświęcają. Zniesiono na przykład limit lekarza rodzinnego na jednego pacjenta, dzięki czemu potrzebny czas lekarz mógł wykorzystać na wyczerpujący wywiad oraz diagnozę, a nie niemal w całości na wypełnianie druczków. Zbyt krótki limit na jednego pacjenta wymuszał bowiem traktowanie go jedynie jako kolejnego numerku w kolejce i zastąpienie fachowego badania oraz diagnozy wypełnieniem recepty, skierowania do specjalisty (niech martwi się następny lekarz) albo wystawieniem L4 (wtedy pacjent, który nie jest rencistą albo emerytem, jest najbardziej zadowolony).

Miałem sen. Pacjent czując albo wiedząc, co mu dolega (bo była to np. choroba, na którą już się leczył), mógł bezpośrednio rejestrować się u lekarza specjalisty, a nie poprzedzać tego wizytą u lekarza rodzinnego. Dzięki temu zmniejszyła się liczba osób w kolejach i skrócił czas, jaki pacjent musiał zarezerwować na przebycie biurokratycznej drogi w palcówce podstawowej opieki zdrowotnej.

Miałem sen. Pacjent odwiedzał tylko raz lekarza rodzinnego albo specjalistę, od którego po wywiadzie dostawał skierowanie na specjalistyczne badania laboratoryjne. Pacjent po wykonanych badaniach nie musiał biegać od laboratorium do laboratorium po wyniki, a potem z tymi wynikami od lekarza specjalisty do innego lekarza specjalisty. Jego wyniki bowiem drogą elektroniczną docierały do właściwych lekarzy. Ci natomiast, stawiając diagnozę, kierowali go do lekarza prowadzącego z zaleceniami dotyczącymi systemowego leczenia. Zmniejszyło to liczbę rejestracji i wizyt, skracając kolejki.

Miałem sen. Trafiając do szpitala na zabieg lub leczenie nie trzeba było się wyrejestrowywać po zakończonym leczeniu. I nie trzeba było wracać specjalnie za jakiś czas albo i w tym samym dniu, by wykonać kolejny, wcześniej zdiagnozowany i zaordynowany, zabieg albo leczenie – w tym samym szpitalu, lecz na innym już oddziale. Bez tej zmiany szpitale miały problem z uzyskaniem środków finansowych z kontraktów na pokrycie kosztów kolejnego leczenia tego samego pacjenta, ale w ramach już innej jednostki chorobowej.

Miałem sen. Pacjent mógł być przyjęty do szpitalna na jeden dzień, a nawet na kilka godzin, zamiast niemal na cały tydzień, bez negatywnych konsekwencji finansowych dla szpitala. Skończyło się więc niepotrzebne przetrzymywanie pacjentów w szpitalach, fikcyjne blokowanie łóżek oraz wystawianie niepotrzebnych L4.

Miałem sen. Jeśli lekarz popełnił oczywistą pomyłkę w recepcie, np. nie wpisał nr PESEL, to aptekarz, bez konsekwencji dla swojej praktyki, mógł po identyfikacji pacjenta na podstawie dowodu osobistego lub innego dokumentu urzędowego, a nawet oświadczenia podpisanego pod groźbą kary w przypadku złożenia fałszywego oświadczenia – wydać zaordynowany lek. Nie musiał więc już odsyłać pacjenta z kwitkiem ponownie do lekarza, który wystawił receptę. Taka normalność oszczędzała co najmniej jeden, a najczęściej kilka dni pacjentowi, nie zabierając czasu aptekarzowi oraz lekarzowi. Ci mogli zająć się więc w tym czasie innymi osobami potrzebującymi pomocy.

Miałem sen. Polak wyjeżdzający do innego kraju Unii Europejskiej nie musiał starać się o wystawienie europejskiej karty ubezpieczenia zdrowotnego, bo obywatele Wspólnoty mieli te same prawa do ochrony zdrowia – bez względu na to, z jakiego kraju członkowskiego pochodzili, gdzie żyli i pracowali i gdzie mieszkali. Wystarczył dowód osobisty lub paszport oraz potwierdzenie ubezpieczenia, kontrolowane – wzorem systemu eWUŚ – w systemie elektronicznym. Zmniejszyła się więc biurokracja, a zarazem mniej czasu obywatel musiał poświeć na potrzebne formalności.

Miałem sen. Pracownicy służby zdrowia byli opłacani w zależności od efektywności pracy mierzonej przy współudziale pracodawcy i towarzystwa ubezpieczeń zdrowotnych – a nie w zależności od kwot ustalanych po manifestacjach, protestach i strajkach. Urealniło to płace pracowników w służbie zdrowia.

Miałem sen. Wprowadzono symboliczną opłatę jednej złotówki za wizytę u lekarza podstawowej opieki zdrowotnej oraz symboliczne pięć złotych za wizytę u lekarza specjalisty, do którego można było się zgłosić bez skierowania lekarza rodzinnego. Zwiększyło to szacunek do służby zdrowia i uznanie dla pracy lekarzy i pielęgniarek. Ale przede wszystkim zmniejszyło kolejki o osoby, które niekoniecznie musiały się ze swoją dolegliwością zgłaszać do lekarza. Rozważano także symboliczną opłatę od wykonania niektórych badań diagnostycznych, które najczęściej są oczekiwane przez pacjentów, a nie konieczne według opinii lekarza uznawane za bezwzględnie potrzebne do wykonania. W takiej sytuacji, na specjalne życzenie pacjenta, tylko za symboliczną opłatą mogłoby być zaordynowane także dodatkowe badanie.

Miałem sen. Państwo mogło zwiększyć swoją aktywność związaną na przykład budowaniem, modernizacją i remontami dróg, oświatą, nauką i szkolnictwem, bezpieczeństwem wewnętrznym i zewnętrznym czy pomocą społeczną, a także innymi zadaniami publicznymi, zamiast bawienia się w przedsiębiorcę prowadzącego sanatoria w polskich uzdrowiskach. Dzięki temu prywatne uzdrowiska i należące do nich sanatoria zaczęły wspaniale podnosić jakość usług medycznych oraz opieki, równocześnie unowocześniając się, piękniejąc i zdobywając zdecydowaną przewagę konkurencyjną nad uzdrowiskami zagranicznymi.

Miałem sen. Skończyły się kolejki do lekarza w polskich przychodniach POZ i w placówkach lekarzy specjalistów. Zmniejszyły się także kolejki do uzdrowisk i szpitali. Obniżeniu uległy jednocześnie koszty świadczenia usług medycznych oraz utrzymania placówek ochrony zdrowia. Zrezygnowano z podwyższania obowiązkowej składki zdrowotnej ubezpieczonego, a każdy w ramach swoich możliwości oraz przewidywanych potrzeb mógł ją zwiększać indywidulanie powyżej obowiązkowego minimum.

Miałem sen….