Newsletter

Nie samym gender żyje Kościół

Tomasz Mincer, 31.12.2013
Dobrze, że są jeszcze w Polsce kaznodzieje, którzy zamiast piętnować gender, wolą zaglądać do Biblii

Pastorowi Michałowi Jabłońskiemu dziękuję.

Za to, że w prostych i mądrych słowach przywraca właściwe proporcje dyskusji o problemach współczesnej rodziny.

Za to, że ciekawie mówi o antycznych czasach i sposobie funkcjonowania ówczesnej Rodziny Świętej: Marii, Józefa, Jezusa.

Za to, że w sposób zdecydowany ocenia to, co kiedyś w tej i podobnych rodzinach mogło uchodzić za wartość, a co dziś – ze względu na kompletnie inne realia kulturowe, prawa kobiet i dzieci czy obowiązki mężczyzn – jest nie do utrzymania.

Za to, że nie wiąże go „ekumeniczna poprawność”, tylko szczery, ewangeliczny osąd. Zwłaszcza wtedy, gdy z protestanckiej perspektywy bez kompleksów pisze o słynnym liście episkopatu katolickiego z gender-leitmotivem.

Pastor Michał Jabłoński z warszawskiej parafii ewangelicko-reformowanej krytycznie odnosi się do tych kaznodziejów, którzy „przenoszą (…) bezwiednie na tekst biblijny wyidealizowany model patriarchalnej dziewiętnastowiecznej rodziny – rodziny, w jakiej już nie żyją słuchacze i jaką z pewnością nie była rodzina z Nazaretu”.

Aż chciałoby się powyższe słowa zadedykować nie tylko owym „kaznodziejskim kaskaderom”, ale i niektórym tradycjonalistycznym politykom i publicystom. Zwłaszcza ci ostatni, by nadać swoim tezom mocy, wydają się nieraz bliscy założenia koloratki czy befek, gdy tylko chwytają za pióro, sprzeciwiając się idei równouprawnienia.

I dalej ks. Jabłoński:

„Nie można w sposób dosłowny zachęcać współczesnego człowieka do naśladowania większości tekstów biblijnych, w których mowa jest o życiu rodzinnym. Ten typ rodziny patriarchalnej, opartej na bardzo silnej pozycji mężczyzny, na posłuszeństwie kobiet i dzieci, poskramianych częstym biciem – to model, którego nie da się już przywrócić”.

Tak samo jak kalwiński pastor Michał obawiam się, że publicznym „straszeniem, napominaniem, ganieniem czy potępianiem uczyni się więcej szkody niż pożytku”. I w pełni zgadzam się ze słowami: „jeśli wspólnota kościelna ma być rodziną duchową, to ta rodzina musi być otwarta”.

Dobrze, że w Polsce kazania nie muszą li tylko piętnować jakiejś teorii społecznej. Dobrze, że zamiast robić wrzawę dookoła gender i napuszczać jednych wiernych na drugich, da się znaleźć takich kaznodziejów, dla których Biblia nie jest tworem martwym. Nie jest skamieliną czy bezwzględnie obowiązującym prawem, ale czymś inspirującym i pobudzającym rozwój duchowy.

Tekst kazania ks. Michała Jabłońskiego.