Newsletter

Gdy w Sydney będzie dziewiętnasta

Anna Gromada, 23.12.2013
Wykorzystywanie PISA do mówienia o „najbystrzejszych dzieciakach świata”, „zasobach błyskotliwych ludzi” czy „indeksie siły umysłu” jest nieuczciwe

Strona 1

Wykorzystywanie PISA do mówienia o „najbystrzejszych dzieciakach świata”, „zasobach błyskotliwych ludzi” czy „indeksie siły umysłu” jest nieuczciwe

W przeprowadzonych w ramach badań PISA 2012 sprawdzianach z czytania ze zrozumieniem, matematyki i nauk przyrodniczych Polska znalazła się odpowiednio na trzecim, szóstym i trzecim miejscu w Europie. Ten nasz awans w rankingach edukacyjnych odczytywałabym przede wszystkim jako rezultat gigantycznego postępu w zmniejszaniu odsetka osób, którym nieumiejętność czytania ze zrozumieniem i przeprowadzania najprostszego rozumowania matematyczno-przyrodniczego będzie ograniczała nie tylko szanse zawodowe, lecz także świadomy udział w życiu publicznym.

Testy PISA, organizowane przez Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), są kilkuwymiarowym badaniem umiejętności młodzieży tuż przed zakończeniem edukacji obowiązkowej, w krajach OECD zwykle trwającej do piętnastego lub szesnastego roku życia. Sprawdzają posługiwanie się wiedzą na sześciu poziomach. Większość z nich polega na wykorzystaniu najbardziej podstawowych umiejętności w życiowych sytuacjach.

Dwa zegary, dwa sukcesy

W zadaniu z czwartego poziomu uczeń widzi dwa zegary: Berlinie jest pierwsza w nocy, w Sydney dziesiąta rano. Pytanie: Która godzina będzie w Berlinie, gdy w Sydney wybije dziewiętnasta? Zadanie jest praktycznym zastosowaniem umiejętności dodawania i odejmowania od zera do dwunastu.

Można by zapytać: Kto nie jest w stanie odpowiedzieć na to pytanie po prawie dekadzie edukacji matematycznej? W OECD, grupie trzydziestu czterech najbardziej rozwiniętych państw, wydających każdego roku 230 miliardów dolarów na nauczanie matematyki, to prawie połowa piętnastolatków. Nawet w teście zdominowanym przez zadania absolutnie podstawowe różnice w średnich między wszystkimi uczestniczącymi krajami dochodzą do 245 punktów, co można przeliczyć na sześć lat nauki.

Pierwszy sukces Polski polega na zredukowaniu o jedną trzecią liczby uczniów, których codzienne funkcjonowanie, wynikające ze zbyt niskich umiejętności, może być znacząco utrudnione. Poniżej poziomu drugiego znajduje się obecnie 14 proc. polskich piętnastolatków, czyli dziewięć punktów procentowych mniej niż wynosi średnia dla krajów OECD.
Drugim sukcesem jest zwiększenie odsetka uczniów na szóstym poziomie rozumowania matematycznego. W krajach OECD znajduje się na nim tylko 3 proc. piętnastolatków. W Polsce – aż o dwie trzecie więcej.

Fetysz rankingów

Wykorzystywanie PISA do mówienia o „najbystrzejszych dzieciakach świata”, „zasobach błyskotliwych ludzi” czy „indeksie siły umysłu” jest nieuczciwe. Tak samo jak snucie narracji w stylu „komunistyczna przeszłość rodzi w uczniach głód wiedzy” („The Telegraph”).
PISA mówi o edukacji piętnastolatków nie więcej niż wskaźnik rozwoju społecznego (HDI) o jakości życia czy wynik testu IQ o ludzkiej inteligencji. Nie rejestruje prawd objawionych, a stanowi jedynie kolejne narzędzie parametryczne, wymagające odpowiedniej interpretacji. PISA nie obiecuje też świetlanej przyszłości danej gospodarce. Bardziej pokazuje stronę podażową – potencjał przyszłej siły roboczej, która pod pewnymi warunkami może się przyczynić do wzrostu gospodarczego.

Po pierwsze: klasa społeczna

A jednak PISA stanowi bezcenne źródło informacji, zwłaszcza w obszarach niewidocznych w tabeli rankingowej. Po pierwsze, pokazuje, jak bardzo środowisko wpływa na umiejętności. Jeśli pogrupujemy piętnastolatków z krajów OECD według statusu społecznoekonomicznego ich rodzin, okaże się, że średnia górnej ćwierci jest o 90 punktów wyższa niż średnia dolnej – co oznacza różnicę aż dwóch lat nauki.

Jeśli przedstawimy te same dane w formie rozkładu normalnego, każde odchylenie standardowe będzie odpowiadało aż 39 punktom różnicy (w Polsce aż 41 punktom). A jest to wpływ statusu tylko na umiejętności matematyczne, uważane za bardziej  „demokratyczne” niż językowe, które zwykle w jeszcze większym stopniu korelują ze statusem rodziny.

Na tym tle na szczególną uwagę zasługuje wskaźnik uczniów pokonujących przeciwności (ang. resilient students). Określa on proporcję uczniów, którzy mimo usytuowania w dolnej ćwiartce socjoekonomicznej danego kraju, osiągają wyniki z górnej ćwiartki rozkładu dla wszystkich krajów. Wskaźnik uczniów pokonujących przeciwności pokazuje dramatyczne różnice między krajami i powinien dać wiele do myślenia wyznawcom merytokracji pisanej bez cudzysłowu. Wśród regionów, które mają co najmniej 11 proc. studentów pokonujących przeciwności, znajdują się wyłącznie kraje konfucjańskie: Japonia, Wietnam, Singapur, Korea Południowa oraz wszystkie badane rejony Chin. Ani śladu po „egalitarnej” Francji, nordyckich socjaldemokracjach, krajach byłego Układu Warszawskiego czy  „amerykańskim śnie” o równych szansach.

W krajach OECD zaledwie 6 proc. uczniów określanych jest jako pokonujący przeciwności. Są miejsca takie jak Jordan, Peru i Katar, w których wskaźnik ten nie dochodzi nawet do jednego punktu procentowego. Na tym tle widać trzeci sukces Polski, która w ciągu ostatniej dekady zwiększyła swój indeks o połowę – z prawie 5 proc. w 2003 do 8 proc. w 2012. To bardzo dobra wiadomość. Jednak nie może przysłonić faktu, że dla całej populacji zależność wyników od sytuacji socjoekonomicznej
wciąż pozostaje wysoka.

Po drugie: imigranci

W krajach OECD jedenaście procent piętnastolatków ma pochodzenie imigranckie, definiowane jako posiadanie co najmniej jednego rodzica urodzonego za granicą. Wśród krajów o najwyższych wynikach PISA dominują kraje homogeniczne, co wiąże się trudnościami większości systemów w zapewnieniu imigrantom edukacji na podobnym poziomie co rdzennej populacji.  Imigranci średnio uzyskują wyniki o 34 punkty gorsze niż autochtoni. Skorygowanie wyniku o status społeczno-ekonomiczny nadal pozostawia 21 punktów różnicy, choć są kraje, jak Australia, w których imigranci radzą sobie zdecydowanie lepiej niż rdzenna populacja.