Newsletter

Europejski Budżet Obywatelski, czyli jak Unia powinna służyć obywatelom

Jarosław Makowski, 20.12.2013
Być może sposobem na rewitalizację demokracji w UE byłby budżet obywatelski, który skutecznie zwiększa partycypację ludzi w europejskich miastach. Także w naszych

Być może sposobem na rewitalizację demokracji w UE byłby budżet obywatelski, który skutecznie zwiększa partycypację ludzi w europejskich miastach. Także w naszych

Unia Europejska nie ma dziś dobrej prasy. Nie dość, że dla szeregowego Niemca, Francuza czy Polaka stała się doskonale obojętną i technokratyczną strukturą, to jeszcze w mniemaniu wielu obywateli jest źródłem wszelkiego zła. Od bezrobocia (szczególnie młodych) poczynając, a na kryzysie finansowym kończąc.

Nic w tej materii nie zmienił kończący się właśnie Europejski Rok Obywateli (czy ktoś w Polsce o tym słyszał?), który miał odnowić kontakt instytucji unijnych z ludźmi. Unijne struktury na czele z Komisją Europejską i Parlamentem nie potrafią przekonać obywateli Europy, że odgrywają rolę służebną wobec tworzącego się europejskiego demosu. Jasne, że duża w tym zasługa samych polityków, którzy borykając się z problemami we własnych krajach, czynią z Unii chłopca do bicia. Dobrym przykładem jest tu premier Wielkiej Brytanii David Cameron, który w ten sposób wyhodował sobie skrajną, antyeuropejską partię.

I wreszcie: im więcej zimnej i technokratycznej integracji, tym więcej nacjonalizmów i ksenofobii. Efekt: dziś już wiemy, że europarlament, który wyłoni się po wiosennych wyborach, będzie zarazem najbardziej antyeuropejskim parlamentem w historii Wspólnoty. Co więcej, eurosceptycy z różnych krajów potrafią się jednoczyć: Marine Le Pen, szefowa francuskiego Frontu Narodowego, oraz Geert Wilders z holenderskiej Partii Wolności szykują paneuropejski alians, który ma im przynieść spektakularny sukces wyborczy. To, co nie udało się krajom Unii i siłom proeuropejskim chcącym wzmocnienia integracji, wychodzi eurosceptykom i nacjonalistom domagającym się rozluźnienia więzów w UE.

Czytaj całość

Źródło: Gazeta Wyborcza