Newsletter

POLEMIKA: Symboliki krzyża nie da się przegłosować

Tomasz Mincer, 19.12.2013
Historia wieszania krzyża w Sejmie nauczyła nas, że najbardziej szlachetny symbol może stać się narzędziem politycznej zemsty

Strona 1

Historia wieszania krzyża w Sejmie nauczyła nas, że najbardziej szlachetny symbol może stać się narzędziem politycznej zemsty

Konrad Sawicki napisał tekst, w którym postuluje zdjęcie sejmowego krzyża ze ściany. Następnie zaś debatę parlamentarną i powieszenie go z powrotem, a także określenie jego znaczenia.

Nieobyczajne wieszanie

W przeciwieństwie do posłów, którzy bez zachowania należytej godności wieszali krucyfiks nocą w sejmowej sali, nie odmawiam publicyście „Więzi” szlachetnych intencji. Intencji, które zmierzają zapewne do ucywilizowania sporu o miejsce krzyża w przestrzeni publicznej.

Spór ten raz po raz wybucha. Ostatnio starali się o nim przypomnieć posłowie Twojego Ruchu. Również w Opolu doszło do incydentu z krzyżem w tle. Jak doniósł jeden z dzienników, „[w] auli Uniwersytetu Opolskiego (…) zawisł krzyż. I stało się to w stylu, w jakim ten symbol pojawił się kiedyś w Sejmie i niedawno w opolskim ratuszu – potajemnie (…)” (1). Czyżby symbol Męki Pańskiej napawał wierzących takim wstydem, by ci wieszali go wyłącznie w nocy?

Problem obecności krzyża w budynkach użyteczności publicznej wywołuje też reakcje „drugiej strony”. Rektor jednej z bydgoskich uczelni wyższych kazał swego czasu zdjąć krzyż ze ścian uczelnianego senatu i własnego gabinetu.

Kardynalny błąd co do obecności krzyża w Sejmie popełniono na samym początku. Do debaty na ten temat nie doszło. Symbol jednej z wielkich religii świata, wyznawanej przez znakomitą większość Polek i Polaków, wykorzystano do okazania brutalnej siły. Po wygranych przez prawicę wyborach, należało lewicy utrzeć nosa. Dlatego dwójka posłów AWS zawiesiła krzyż na ścianie w sali izby niższej.

To ciekawe zważywszy, że filozofia, której piewcą był Jezus z Nazaretu, czyli Ten, który na krzyżu zawisł, nakazywała raczej pokorę i miłość bliźniego. Za to mało ewangeliczna postawa posłów AWS wydaje i dziś jeszcze swe owoce. Nowa świecka tradycja – wieszania krzyża pod osłoną nocy w miejscach publicznych – jest wciąż żywa.

Jak rozumieć symbol

Konrad Sawicki ten problem dostrzega. Jego zdaniem zawieszenie krzyża nocą mogło wydać się niestosowne. Publicysta „Więzi” daje jednak do zrozumienia, że znaczenie tego symbolu jest na ogół rozumiane i akceptowane nawet przez osoby niewierzące. Chociażby wtedy, gdy przyjmują odznaczenia państwowe w formie krzyża. Wówczas zarówno niewierzący, jak i ateiści są świadomi ich znaczenia. Dodajmy: znaczenia wywodzącego się z kultury chrześcijańskiej.

Mam wątpliwości, jakie konkretnie odznaczenia państwowe Sawicki ma na myśli. Po pierwsze, krzyż w różnej postaci był znany w wielu kulturach niechrześcijańskich. Po drugie, krzyż o którym pisze cały czas Sawicki i wielu innych publicystów, to krucyfiks. A zatem krzyż ten zawiera figurę ukrzyżowanego Chrystusa.

Nie wszyscy chrześcijanie uznają krucyfiks za symbol swej wiary. Nie przypominam sobie, by krzyż zasługi czy krzyż Orderu Odrodzenia Polski miał formę krucyfiksu. Lub by w jakikolwiek inny sposób przypominał symbol Męki Pańskiej.

Nie da się za to ukryć, że tradycja kulturowa i państwowa Rzeczypospolitej zakorzeniona jest w chrześcijaństwie zachodnim, zwłaszcza w jego rzymskokatolickiej wersji. Choć nie można pomijać dziedzictwa religijnego wynikającego z wielowiekowej obecności Żydów na ziemiach polskich. Żydów na ogół wymordowanych przez chrześcijan tylko z nazwy (katolików czy protestantów).

Dalej, pisząc o chrześcijańskim dziedzictwie Rzeczypospolitej, nie można też ot tak wyrzucić do śmietnika sporów religijnych toczonych w ramach XVI-wiecznej reformy Kościoła. Nie da się zignorować polskich ewangelików, którzy tworzyli rodzimą kulturę, jej język. Ot choćby Rej. I tych, którzy włączali się w ogólnoeuropejskie spory teologiczne, jak przyjaciel Erazma Jan Łaski Młodszy. Zwłaszcza, że część z tych reformacyjnych sporów ogniskowała się wokół krzyża.

Krzyż nie od dziś był użytecznym narzędziem w wewnętrznych rozgrywkach. Prof. Jan Harasimowicz, wybitny badacz związków sztuki i teologii, pisze: „[n]a terenie Polski propaganda katolicka obsadzała w roli »wrogów Krzyża Chrystusa« cały obóz protestancki, nie wnikając w subtelne różnice teologiczne między jego poszczególnymi odłamami” (2).

Do dziś jeszcze nad Wisłą żyją potomkowie „przeciwników krzyża”, choć już na ogół awersja do chrześcijańskiego symbolu w wersji z podobizną Bożego Syna im przeszła. Mimo to mogą mieć zupełnie inny stosunek do tak przedstawianych podobizn niż ich rzymscy bracia. Wynika to na ogół z dość literalnego odbioru przykazania, które zabrania tworzenia (Boskich) podobizn i oddawania im czci.

Wreszcie, jakże inny stosunek do krzyża mogą żywić polscy Żydzi, czy od wieków tu mieszkający polscy Tatarzy? Kłania się casus Świtonia i krzyży na oświęcimskim żwirowisku.