Newsletter

Nie myśl o misiu, czyli koniec z optymizmem

Oliver Burkeman, 19.12.2013
Zaakceptowanie negatywnych emocji i niepewności jest skuteczniejszą strategią życiową niż stałe próby ich eliminowania

Zaakceptowanie negatywnych emocji i niepewności jest skuteczniejszą strategią życiową niż stałe próby ich eliminowania – mówi Oliver Burkeman w rozmowie z Weroniką Przecherską

Weronika Przecherska: Jesteś pesymistą czy optymistą?

Oliver Burkeman: Nie wiem, nigdy się poważnie nad tym nie zastanawiałem. Dlaczego pytasz?

To chyba naturalne pytanie do kogoś uznawanego za eksperta od szczęścia.

Chyba bliżej mi do bycia pesymistą, ale na pewno w niewielkim stopniu. Ludzie, uciekając przed niepokojem i niepewnością, często patrzą w przyszłość przez różowe okulary. Inni z góry zakładają, że nic się nie uda. Lepiej jednak, niż zaklinać rzeczywistość, jest zrozumieć, że być może nie wszystkie sprawy potoczą się po naszej myśli. My zaś i tak będziemy musieli się z nimi uporać. To lepsza strategia niż popadanie w skrajny pesymizm lub, przeciwnie, optymizm.

Przecież od lat książki, programy telewizyjne, eksperci przekonują nas o potędze pozytywnego myślenia. Bądź optymistyczny, szeroko się uśmiechaj, no i przede wszystkim nie myśl, że ci się nie uda, bo to pierwszy krok do porażki.

Wiesz, że gdyby te wszystkie rady były skuteczne, świat byłby pełen optymistów, pewnych swojej świetlanej przyszłości? A tak przecież nie jest. Wręcz przeciwnie, w tej pogoni za szczęściem często czujemy się jeszcze bardziej przegrani. Z emocjami i nastawieniem do życia jest trochę tak jak z anegdotą o misiu polarnym. Kiedy słyszysz: nie myśl o misiu polarnym, pierwszą rzeczą, która przyjdzie ci do głowy, będzie właśnie…

… miś polarny.

(śmiech) No właśnie! Przecież najbardziej spełnionym życiem nie jest to zawsze wesołe i pełne radości – lecz właśnie to, które pozwala nam się uporać ze wszystkimi emocjami i doświadczeniami, także tymi trudnymi.

Ty więc na przekór napisałeś książkę zatytułowaną „Antidotum – szczęście dla ludzi, którzy nie znoszą pozytywnego myślenia” i zebrałeś świetne recenzje. Tytuł spodobał się nawet w Stanach Zjednoczonych, nomen omen – królestwie optymizmu.

W Ameryce rzeczywiście jest spora grupa ludzi zmęczonych promowanym stale w mainstreamie patrzeniem na świat przez różowe okulary. Nieraz usłyszałem od czytelników: „Zawsze tak myślałem i wreszcie ktoś powiedział to na głos”. Oczywiście nie wierzę, że mógłbym zmienić kulturę i sposób myślenia Amerykanów, pielęgnowany od tylu lat. Nie mówię też, że nie szukamy szczęścia i bezpieczeństwa; to przecież naturalne pragnienie każdego człowieka. Coraz częściej buntujemy się jednak przeciwko kultowi pozytywnego nastawienia lub jego tandetnej promocji. Dostrzegamy, że zaakceptowanie negatywnych emocji i niepewności jest skuteczniejszą strategią życiową niż stałe próby ich eliminowania. Paradoksalnie, to właśnie one sprawiają, że czujemy się jeszcze bardziej niepewni i nieszczęśliwi.

Wieszczysz koniec ery hurraoptymizmu i zaklinania rzeczywistości?

Wbrew pozorom, kult pozytywnego myślenia trwa nie dłużej niż od końca XIX w. Wcześniej trudniej niż dziś było uniknąć patrzenia na śmierć i tragedie, więc nie negowano ich. Co więcej, szukano sposobów, by zrozumieć te sytuacje i poradzić sobie z nimi. Zresztą w niektórych kulturach nadal tak jest – np. Meksykanie wciąż obchodzą festiwal śmierci. Całkiem niedawno zaczęliśmy udawać, że wszystko ułoży się po naszej myśli, i przekonywać, że zmartwień będzie z biegiem czasu coraz mniej. Jednak to nasze nastawienie do świata stopniowo się zmienia.

Bo nadmierny optymizm nas zgubił i mamy największy kryzys ekonomiczny i polityczny od dziesięcioleci?

Rzeczywiście, może filozofia pozytywnego myślenia miała wpływ na sektor bankowy lub tych, którzy decydowali się na zakup mieszkania. Każdy może myśleć, że tak długo jak w coś wierzy – będzie się udawało i funkcjonowało. Czy jednak na pewno tak się stanie?

Ja z reguły zakładam, że nie, skłaniając się tym samym ku pesymistom.

I właśnie takie nastawienie również należy dopuszczać od głosu. Przykładowo, w kulturze korporacyjnej to spostrzeżenia pesymistów mogą być szczególnie cenne w przewidywaniu i unikaniu potencjalnych problemów. Oczywiście nie można popadać w czarnowidztwo. Nie warto jednak ignorować znaków sygnalizujących, że zmierzamy w złym kierunku. Błędem jest promowanie kultury wszechobecnego optymizmu, w której pesymiści mają poczucie, że nie mogą się wypowiedzieć czy przedstawić swoich wątpliwości. W końcu najlepsze zespoły to takie zbudowane z pesymistów i optymistów.

Będziemy bardziej zachowawczy? To mało przekonująca wizja. W końcu kto nie wyznacza sobie ambitnych celów, najpewniej niewiele wygra.

Jeśli podejmujesz jakieś życiowe decyzje – o twojej pracy, finansach lub relacjach z innymi ludźmi – zadajesz sobie podobne pytania. Czy podejmujesz decyzję dlatego, że jest właściwa? A może dlatego, że daje ci poczucie bezpieczeństwa? Paradoksalnie sytuacje, w których nie czujemy się zbyt pewnie, bardzo często kryją w sobie największy potencjał.

Bardzo często gubi nas jednak właśnie zbyt ambitne wyznaczanie celów. Przypomina mi to historię pewnego maklera giełdowego z Indiany. Wypalony zawodowo i szukający pomysłu na siebie, zdecydował się na wakacje wspinaczkowe w Himalajach. To był rok 1996, gdy wyjątkowo wielu ludzi zginęło szturmując Mount Everest. Makler chciał dociec, dlaczego tak się stało. Jak się okazało, zignorowali problemy i opóźnienia w trakcie drogi i mimo wszystko starali się wspiąć na górę. To właśnie takie nastawienie często przesądza o porażce.

Od wielu lat próbujesz zmieniać życie Brytyjczyków – do tego zresztą odwołuje tytuł się cyklu twoich felietonów. Nie mogę Cię więc nie zapytać, czy warto dokonywać noworocznych rewolucji.

Żadnych noworocznych postanowień! Jeśli jednak bardzo chcecie, niech będą niewielkie i łatwo osiągalne. Najważniejsze jest jednak pamiętać, by nie uzależniać naszego szczęścia całkowicie od tego, co się wydarzy w przyszłości. By nie żyć w przekonaniu, że ten najważniejszy dla nas czas nastąpi dopiero za kilka lat. Bo gdy będziecie stale walczyć o to, co dopiero nastąpi, życie może wam po prostu umknąć.

*Oliver Burkeman – pisarz i publicysta brytyjskiego dziennika „The Guardian” (jest autorem rubryki „This column will change your life”), mieszkający w Nowym Jorku. Jest autorem książki „The Antidote: Happiness for People Who Can’t Stand Positive Thinking“. Więcej informacji na stronie internetowej: www.oliverburkeman.com