Newsletter

Druk 3D – na razie dla pasjonatów

Przemysław Siemiński, 05.12.2013
Powodem, dla którego tak wiele rzeczy wciąż sprowadzamy z Chin, nie jest nasza wygoda czy lepsza jakość, tylko niska cena. Przedmioty z drukarki 3D wciąż są stosunkowo drogie

Powodem, dla którego tak wiele rzeczy wciąż sprowadzamy z Chin, nie jest nasza wygoda czy lepsza jakość, tylko niska cena. Przedmioty z drukarki 3D wciąż są stosunkowo drogie – mówi dr inż. Przemysław Siemiński w rozmowie z Grażyną Grochocką.

Grażyna Grochocka: Drukowanie przestrzenne robi duże wrażenie, ale czy ma jakieś praktyczne zastosowanie?

Przemysław Siemiński: Oczywiście, że tak. Wszystko, co produkuje się jednostkowo lub w niewielkich ilościach, opłaca się drukować w 3D. To już się dzieje – na przykład niektóre pamiątki dla turystów są produkowane w ten sposób! Ale najważniejsze jest tworzenie prototypów. Ogromne zastosowanie dla druku 3D mamy w medycynie, np. przy produkcji protez, ale to wymaga wieloletnich badań i czasu. Tym bardziej, że procedury dopuszczenia do masowej produkcji są podobne, jak przy badaniu leków.

Za to w branży samochodowej czy lotniczej wytwarza się już w ten sposób pojedyncze elementy. W drukarkach, które spiekają proszki metalowe, wykonywane są metalowe części do samolotów. Do prototypów taniej jest je tworzyć w drukarce 3D niż poprzez ich frezowanie. I znów: w motoryzacji zazwyczaj mówimy o setkach tysięcy egzemplarzy, więc w masowej produkcji drukowania przestrzennego się nie wykorzystuje, ale samochodach-konceptach ma to sens.

Jak wygląda popularność druku 3D w naszym kraju?

Jedną z pierwszych polskich firm, które kupiły odpowiednie maszyny do tego rodzaju druku, był Zelmer. Co drukują? Obudowy urządzeń AGD. Najpierw analizuje się je technicznie, konstrukcyjnie, a potem marketingowo. Dopiero potem zaczyna się masową produkcję.

Według moich szacunków dziś w Polsce jest już kilkanaście tysięcy drukarek, wiele firm i narzędziowni albo już z nich korzysta, albo planuje w najbliższej przyszłości kupić odpowiednie maszyny. Jest też wiele osób zafascynowanych tą technologią, którzy sami dla siebie tworzą wirtualne modele 3D, które potem drukują.

Czy dojdzie do tego, że druk 3D będzie tak powszechny jak telefon czy pralka?

Na razie ceny amatorskich drukarek 3D to około dwóch tysięcy, ale profesjonalne maszyny kosztują już kilkadziesiąt tysięcy złotych, więc wszystko zależy od tego, co chcemy osiągnąć i ile możemy zainwestować czasu i pracy. Nie wydaje mi się, żeby każdy potrzebował takiego sprzętu. To trochę jak z wkrętarkami – z drukarek 3D będą korzystać hobbyści, modelarze, czy osoby zainteresowane majsterkowaniem. Równocześnie, będą powstawały punkty, w których drukowanie stanie się usługą – wystarczy przyjść z komputerowym modelem, a oni to wydrukują. Zresztą takie punkty już w Warszawie istnieją – to np. Kombinat Warszawa, gdzie działają moi studenci.

Jak wyglądają takie miejsca?

To mogą być typowe punkty usługowe, w których dorabia się klucze. Ale to rozwojowa technologia – jest więc coraz więcej ludzi, którzy składają się na materiały i maszyny, by potem bawić się modelowaniem, drukiem i szukać kolejnych zastosowań tej technologii.

Tworzenie takich modeli, które można potem wydrukować, jest skomplikowane?

Programy komputerowe, w których się je tworzy, różnią się stopniem trudności, tak jak edytory tekstu. Są też wersje darmowe, do użytku domowego, które też mogą być wykorzystywane komercyjnie. Poza tym, można skorzystać z trójwymiarowych skanerów, które też się różnią się ceną i dokładnością. Coraz więcej jest firm, które wykorzystują program Kinect konsoli Xbox. Ograniczenia powoli znikają.

A co z ewentualnymi zagrożeniami, np. piractwem? Po stworzeniu trójwymiarowego modelu danego przedmiotu i udostępnieniu go w sieci można teoretycznie we własnych domu uruchomić mini-fabrykę.

Finansowo to się nie opłaca. Powodem, dla którego tak wiele rzeczy wciąż sprowadzamy z Chin, nie jest nasza wygodna czy lepsza jakość, tylko niska cena. Przedmioty z drukarki 3D wciąż są stosunkowo drogie. Tym bardziej, że to technologia, która pozwala głównie na dostosowanie przedmiotów do naszych własnych celów czy gustów. Istniejący model myszki komputerowej możemy dopasować do naszej dłoni lub zmienić jej wygląd.

Poza tym, spójrzmy na to w kontekście globalnym. W sklepie iTunes sprzedaje się legalnie muzykę za miliony dolarów. Jeśli więc stworzony zostanie system prostego, dostępnego i taniego wykorzystywania druku przestrzennego, ludzie nie będą się narażać na konsekwencje nielegalnego ściągania przedmiotów z sieci. Dwa-trzy procent użytkowników będzie starało się obejść zabezpieczenia i poddać się dziwnie pojmowanej romantyczności „hakerstwa 3D”.

Zauważmy, że piractwo jest tak stare, jak twórczość. Kiedyś ludzie chwalili się, że udało im się kupić kasetę The Beatles, którą przegrywali swoim znajomym w dwudziestu kopiach. Kiedy dziś wrzucam coś do internetu, potencjalnie mogą z tego powstać miliony kopii. Ale to nie znaczy, że wszyscy użytkownicy będą nieuczciwi.

Ogromne kontrowersje wywołał niedawno pistolet, wydrukowany w całości z plastiku. Czy powinniśmy się obawiać masowej produkcji broni w mieszkaniach?

W Wojskowej Akademii Technicznej drukuje się części karabinów (np. uchwyt czy obudowę) albo całe makiety broni.  To, co się pojawia w internecie, to broń drukowana z tworzywa sztucznego, która jest w sumie jednorazowa. Dzisiaj prosty pistolet można samemu wyprodukować w warsztacie mechanicznym. Wykonanie jej chałupniczymi metodami nie jest ani drogie, ani trudne. Druk 3D nie oferuje tu dużo większych możliwości. Bo najważniejsze jest to: jeśli chcę kogoś skrzywdzić, mogę to zrobić nawet nożem kuchennym.

*Przemysław Siemiński – dr inżynier, pracownik naukowo-dydaktyczny na Wydziale Samochodów i Maszyn Roboczych Politechniki Warszawskiej, prowadzi tez zajęcia na Wydziale Wzornictwa Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie; członek Stowarzyszenia ProCAx, upowszechniającego nowoczesne technologie w tym druk 3D.