Newsletter

Siła eksperymentu

Michał Dobrzański, 04.12.2013
Wielu ludzi, którzy w codziennym życiu nie zajmują się problematyką planowania infrastruktury, ma tendencję do postrzegania kształtu ulic i placów jako czegoś zastanego i niepodlegającego dyskusji

Wielu ludzi, którzy w codziennym życiu nie zajmują się problematyką planowania infrastruktury, ma tendencję do postrzegania kształtu ulic i placów jako czegoś zastanego i niepodlegającego dyskusji.

Tymczasem wygląd infrastruktury drogowej, rowerowej i pieszej jest efektem namysłu i działań niewielkiej liczby osób – urzędników, projektantów itp. To konkretni ludzie tworzą plany, na podstawie których ulice są budowane lub przebudowywane. Przebieg chodników, lokalizacja przejść dla pieszych, szerokość i liczba pasów ruchu to efekty ludzkich decyzji, które czasami już od początku nie są trafne albo z czasem takie się okazują.

Przynajmniej po części nie ma w tym nic dziwnego – oczekiwanie, że niewielka grupa osób będzie w stanie na papierze przewidzieć motywy, cele i zachowania wszystkich potencjalnych użytkowników infrastruktury, jest bardzo optymistyczne.

Tymczasem w większości przypadków procedura organizowania przestrzeni publicznych oparta jest o takie właśnie założenie, zwłaszcza w przypadkach, gdy w związku z projektem nie przeprowadza się nawet konsultacji społecznych. Do tego, co zaprojektuje mała grupa osób, ma się potem dostosować wielu użytkowników. Po zachowaniu tych drugich można poznać, czy projekt odpowiada potrzebom ludzi i nie generuje konfliktów.

Dlatego zamiast od początku przesądzać o docelowym kształcie przestrzeni za pomocą projektu, można wpierw przekształcić ją na zasadzie eksperymentu i zobaczyć, jak sprawdzą się wybrane rozwiązania.

Takie tymczasowe zagospodarowanie ulic i placów jest możliwe przy niskich nakładach finansowych. Rozwiązania tego typu od kilku lat stosuje m.in. Nowy Jork. Polegają one np. na zamalowywaniu zwykłą farbą części jezdni na kolor chodnika oraz ustawianiu tam obiektów tzw. małej architektury i roślin w donicach. Efekty tego projektu uznawane są za sukces.

Na podobny eksperyment zdecydowały się także władze Wiednia. Za pomocą tymczasowej organizacji ruchu przekształcono tam fragmenty handlowej ulicy Mariahilfer Straße wedle koncepcji shared space. Nowe zagospodarowanie stworzyło podstawę do dyskusji, która przesądzi o tym, jak ulica zostanie przebudowana.

Warto wspomnieć także o podobnym projekcie, który zrealizowano na Targu Węglowym w Gdańsku. Tu także na kilka tygodni zamknięto przestrzeń dla samochodów i dokonano jej reorganizacji za pomocą przenośnych elementów (m.in. leżaków).

Takie podejście do zagospodarowania przestrzeni miejskiej ma szereg zalet. Przede wszystkim pozwala ludziom przekonać się, jak wyglądałoby ich życie w mieście, gdyby wdrożono planowane rozwiązania.

Po drugie, taki eksperyment na żywej tkance miasta jest korzystny także z punktu widzenia komunikacji i partycypacji społecznej. Tymczasowe zorganizowanie przestrzeni jest nie tylko kołem zamachowym szerszej dyskusji o kształcie danego miejsca oraz interesującą informacją dla mediów. Zaaranżowane na nowo miejsce można też wykorzystać do prowadzenia konsultacji społecznych, np. stawiając tam pawilon, w którym urzędnicy mogliby rozmawiać z użytkownikami nowej przestrzeni.

Tymczasowe zagospodarowanie pozwala też projektantom zweryfikować swoje założenia wobec projektu. Na podstawie obserwacji można też korygować ewentualne błędy, np. zmieniając przebieg chodników lub przejść dla pieszych, dopasowując je do zachowań ludzi.

Dlatego zamiast kłócić się o zwężanie ulic lub likwidację miejsc parkingowych, warto zacząć przeprowadzać tego rodzaju eksperymenty.