Newsletter

Kościół to nie urząd celny

Konrad Sawicki, 02.12.2013
Wizja zaprezentowana w papieskim dokumencie to spore wyzwanie dla polskiego Kościoła

Wizja zaprezentowana w papieskim dokumencie to spore wyzwanie dla polskiego Kościoła

To miała być zwykła adhortacja, czyli dokument podsumowujący obrady ubiegłorocznego Synodu Biskupów o nowej ewangelizacji. Owszem, Franciszek oparł się na „Propositiones”, jakie wyszły z tego zgromadzenia. Poszedł jednak dalej, by w efekcie stworzyć osobisty manifest dla Kościoła XXI wieku.

Gawęda dobrego ojca

Jeśli ktoś czytał inne dokumenty Kościoła lub choćby słyszał na mszy listy pasterskie, od razu uderzy go odmienny ton „Evangelii Gaudium” (łac. radość Ewangelii). Osobisty, bezpośredni, konkretny, prosty i czuły. Widać, że papież zaplanował tę adhortację jako swego rodzaju przedłużenie codziennego nauczania, które prowadzi za pośrednictwem homilii wygłaszanych na porannych kameralnych Eucharystiach. Czytelnik czuje się nie jak uczeń w szkolnej ławce, a bardziej jak dziecko zasłuchane w mądrą gawędę kochającego ojca.

Jest to gawęda o chrześcijańskiej radości. O tym, że niezależnie od życiowej sytuacji nikt nie może nas pozbawić godności. O tym, że Dobra Nowina „pozwala nam podnieść głowę i zacząć od nowa”. I o tym też, że klimatu Wielkiego Postu nie wolno rozciągać na cały rok. „To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna” – przypomina papież słowa Jezusa zapisane w Ewangelii według św. Jana.

Narracja prowadzona w ten bezpośredni sposób ma z pewnością jeszcze jeden cel. Jeśli uda się stworzyć wrażenie, że Franciszek to dobry ojciec, który gromadzi wokół siebie dzieci, by im mówić o sprawach najważniejszych, to tym łatwiejsza do przekazania będzie jedna z najważniejszych prawd chrześcijańskich. „U początku bycia chrześcijaninem nie ma decyzji etycznej czy jakiejś wielkiej idei, jest natomiast spotkanie z wydarzeniem, z Osobą, która nadaje życiu nową perspektywę, a tym samym decydujące ukierunkowanie”. To przypomnienie słów Benedykta XVI w sposób charakterystyczny ustawia wizerunek Kościoła. Nie instytucja czy mistyczne ciało Chrystusa, ale po prostu wspólnota ludzi, którzy spotkali Jezusa.

Wierzący niepraktykujący to też Kościół

Prostą konsekwencją tego ujęcia jest zmiana horyzontu misji, jaką Kościół winien prowadzić. W sposób uproszczony można powiedzieć, że od duszpasterstwa skoncentrowanego na tym, co powinno się mówić i robić w świątyniach, Franciszek chce przejść do misji zataczającej znacznie szersze kręgi. Odnowione przepowiadanie ma być oferowane „wierzącym, także oziębłym lub niepraktykującym”.

Trudne? Niewykonalne? Ponad nasze siły? Tym czysto ludzkim pytaniom autor przeciwstawia perspektywę wiary. To przecież Bóg jest głównym działającym; to On ma moc działania. Poza tym rola świadczenia o spotkaniu z Nauczycielem nie spoczywa tylko na duchownych, ale na wszystkich wiernych.

Niezwykle istotny jest tu sposób niesienia Dobrej Nowiny. „Chrześcijanie mają obowiązek głoszenia jej, nie wykluczając nikogo, nie jak ktoś, kto narzuca nowy obowiązek, ale jak ktoś, kto dzieli się radością, ukazuje piękny horyzont, ofiaruje upragnioną ucztę. Kościół rozszerza się nie przez prozelityzm, ale »przez przyciąganie«”.

To jest bardzo ważny głos następcy św. Piotra. Ponieważ przyciągać można tylko dając osobisty przykład. Zatem nie przekonywanie słowne do swoich racji, a raczej dawanie świadectwa, które pociąga.

Więcej o łasce, mniej o prawie

Franciszek wzywa Kościół do „duszpasterskiego i misyjnego nawrócenia, które nie może pozostawić rzeczy w takim stanie, w jakim są”. Wszystkie parafie, diecezje, lokalne konferencje episkopatów oraz pokrewne instytucje powinny zreformować się tak, by osiągnąć wyraźny charakter misyjny. Od obecnej strategii zachowywania stanu posiadania należy przechodzić do strategii wychodzenia na zewnątrz.

Papież sam siebie osadza w centrum tego wezwania do nawrócenia. Stąd zapoczątkowana już reforma Kurii Rzymskiej i wola decentralizacji Kościoła. No bo przecież „nadmierna centralizacja zamiast pomagać, komplikuje życie Kościoła oraz jego dynamizm misyjny”.

Z tej misyjnej orientacji Kościoła wynika również sposób komunikowania orędzia chrześcijańskiego. To jest niezwykle istotne wezwanie, które powinno przełożyć się między innymi na to, co słyszymy w naszych świątyniach. „W głoszeniu Ewangelii konieczne jest zachowanie należytej proporcji. Można ją rozpoznać w częstotliwości, z jaką porusza się niektóre tematy, oraz w akcentach, jakie się kładzie w przepowiadaniu. Na przykład, jeśli jakiś proboszcz podczas roku liturgicznego mówi dziesięć razy o wstrzemięźliwości, a tylko dwa lub trzy razy o miłości czy sprawiedliwości, dochodzi do dysproporcji, przez co pozostawione są właśnie te cnoty, które powinny być bardziej obecne w przepowiadaniu i katechezie. To samo ma miejsce, gdy bardziej się mówi o prawie niż o łasce, bardziej o Kościele niż o Jezusie Chrystusie, bardziej o papieżu niż o Słowie Bożym”.

Kontrolerzy

„Evangelii Gaudium” to dokument bardzo konkretny. Zawiera nie tylko papieską wizję Kościoła i program jego reformy, ale również proste, praktyczne wskazówki. Do księży: „konfesjonał nie powinien być salą tortur, ale miejscem miłosierdzia Pana”. Biskupów i proboszczów Franciszek namawia, „aby wszędzie były kościoły z otwartymi drzwiami”. I wiele innych podobnych wskazań.

Warto odnotować, że adhortacja potwierdza papieską linię rozumienia sakramentów. „Wszyscy mogą w jakiś sposób uczestniczyć w życiu kościelnym; wszyscy mogą należeć do wspólnoty, i nawet drzwi Sakramentów nie powinno się zamykać z jakichkolwiek powodów. Odnosi się to przede wszystkim do sytuacji, w której chodzi o sakrament będący »bramą« – o Chrzest. Eucharystia, chociaż stanowi pełnię życia sakramentalnego, nie jest nagrodą dla doskonałych, lecz szlachetnym lekarstwem i pokarmem dla słabych. Przekonania te mają również konsekwencje duszpasterskie, nad którymi powinniśmy się zastanowić z roztropnością i odwagą. Często zachowujemy się jak kontrolerzy łaski, a nie jak ułatwiający. Kościół jednak nie jest urzędem celnym, jest ojcowskim domem, gdzie jest miejsce dla każdego z jego niełatwym życiem”.
Wypowiedź ta zapowiada to, o czym już trochę słyszeliśmy. Na przyszłorocznym nadzwyczajnym Synodzie Biskupów poświęconym rodzinom mowa będzie nie tylko o rodzinach tradycyjnych, ale również o tych o nieuregulowanym statusie. O „rodzinach zranionych”, jak wyraził się abp Bruno Forte. Jednym z elementów tego nadzwyczajnego zgromadzenia będzie ponowne przemyślenie możliwości dopuszczenia do Komunii św. osób rozwiedzionych, żyjących w ponownych związkach.

Kwiatki polskie

Wizja zaprezentowana w tym dokumencie oznaczać będzie spore wyzwanie dla polskiego Kościoła. Przede wszystkim dlatego, że jego istotna część nadal tkwi w błogim przekonaniu, że w nadwiślańskim kraju wszystko działa w miarę dobrze. A jeśli już są jakieś problemy, to winę za nie ponoszą różnorodne czynniki zewnętrzne. Skoro jest dobrze, to po co cokolwiek zmieniać? Po co otwierać nowy etap pod hasłem misyjności, skoro to my posiadamy wyjątkową misję bycia wzorem dla innych narodów?

Przewiduję problemy z recepcją nauczania Franciszka. A zaczynają się już teraz, na poziomie tak podstawowym, jak polskie tłumaczenie „Evangelii Gaudium”. Wystarczyło kilkanaście godzin od ukazania się rodzimej wersji dokumentu, by internauci już dostrzegli poważne przeinaczenia sensu zamierzonego przez autora. Oto przykład.
W punkcie 31, który mówi o roli biskupa, czytamy: „Dlatego niekiedy stanie z przodu, aby wskazać drogę i podtrzymać nadzieję ludu, innym razem zaś stanie pośród wszystkich ze swoim miłosierdziem, a w pewnych okolicznościach powinien iść za ludem, by pomóc tym, którzy zostali z tyłu, ponieważ jest pasterzem swojej owczarni, jego węch pozwala mu rozpoznać nowe drogi”. Natomiast w hiszpańskim oryginale końcowa część tej wypowiedzi wygląda zupełnie inaczej. Można by ją przetłumaczyć tak: „(…) czasami biskup powinien iść za ludem, ponieważ owczarnia ma własny zmysł węchu, aby odnajdywać nowe ścieżki”.

Różnica jest kolosalna. Patrząc na ten błąd, można by podejrzewać, że polski tłumacz, redaktor czy też cenzor specjalnie pozbawił świeckich wiernych „węchu wiary”. Czyli owego sensus fidei. Wszystko zaś oddał w ręce episkopatu. Czy tak faktycznie było, tego nie wiem. Ale nie wróży to dobrze recepcji „Evangelii Gaudium” w Polsce.

*Konrad Sawicki – publicysta, teolog, współpracownik kwartalnika „Więź”