Newsletter

Głos oligarchów

Tomasz Stryjek, 28.11.2013
Nie tylko na Ukrainie prezydent ma silną władzę. Tak jest chociażby we Francji czy USA. Problemem jest to, że w swej istocie model ukraiński jest nieczytelny, niewidoczny dla zwykłego śmiertelnika

Strona 1

Nie tylko na Ukrainie prezydent ma silną władzę. Tak jest chociażby we Francji czy USA. Problemem jest to, że w swej istocie model ukraiński jest nieczytelny, niewidoczny dla zwykłego śmiertelnika – z prof. Tomaszem Stryjkiem rozmawia Hubert Różyk

Hubert Różyk: Jaki jest obraz Ukrainy w polskiej debacie publicznej: sprawiedliwy czy zniekształcony przez Euro 2012 i sprawę Tymoszenko?

Prof. Tomasz Stryjek: Media koncentrują się na tych dwóch wydarzeniach, w dużej mierze Ukraina też nimi żyje. Przesłania nam to obraz kraju. Warto porozmawiać o ukraińskiej polityce i jej ewolucji w ostatnich latach – nie tylko w związku z tym, że prezydent uparł się na swego przeciwnika politycznego. W ogóle jest taka cecha falowego zainteresowania Ukrainą w mediach. Nie ma za to stałej obserwacji ukraińskiego życia politycznego; przeważnie polskie media nie mają swoich korespondentów w Kijowie.

Konflikt Janukowycz – Tymoszenko stał się bardzo medialny. Czy ten spór polityczny na trwałe podzieli Ukrainę?

Ukraińska polityka jest bardzo mocno spersonalizowana, oczywiście polska w dużej mierze także. Przez spór premiera z liderem opozycji personalizacja jest silna, ale tam jest jeszcze silniejsza. W ogóle można to uznać za cechę polityki na całym obszarze postsowieckim. W Rosji bardzo dobrze widzimy to w osobie prezydenta Putina. Ten spór jest sporem osobowości i liderów. Jeżeli któreś z dwójki Janukowycz – Tymoszenko wypadnie z polityki, z jakiegokolwiek powodu, to zniknie podstawowy powód tego podziału.

Nie jest jednak tak, że dzielą tylko te osobowości. Różne są orientacje polityczne, jakie dwa bloki polityczne reprezentują. Mowa oczywiście o Partii Regionów i bloku skupionego wokół Batkiwszczyny Julii Tymoszenko, który właściwie rozpadł się po jej porażce wyborczej. Teraz Batkiwszczyna znowu odbudowuje porozumienia, szykując się do wyborów parlamentarnych. Wiemy już od paru tygodni, że powstanie koalicja na listach wyborczych, z Frontem Zmian Arsenija Jacyniuka.

Co różni te dwa bloki?

Podstawową różnicą jest orientacja międzynarodowa. Blok Julii Tymoszenko jest zorientowany na Unię Europejską. Nie mówię, że również na NATO, bo nie było tego wyraźnie widać, kiedy Tymoszenko pełniła funkcję premiera. W przypadku Janukowycza jego elektorat i zaplecze polityczne, część oligarchów są także zorientowani na Europę. Ale jest to orientacja czysto biznesowa i związana z interesami przemysłu ciężkiego, chemicznego itd. Nie jest to także chęć przyjęcia europejskiego modelu państwa.

Albo Ukraina wiąże się z Europą, albo znajdzie się gdzieś pomiędzy Europą a Rosją. Wariant drugi jest bliższy projektowi Partii Regionów. W nim bowiem Ukraina, ze względu na model sprawowania władzy, relacje między władzą państwową a oligarchami, jest związana bardziej z Rosją niż Zachodem. Również przyczyniają się do tego względy historyczne, kulturowe czy językowe. Ale to nie znaczy, że mamy do czynienia z absolutną regionalizacją.

Czyli z uproszczonym podziałem Ukrainy na dwie części?

Często na mapach powyborczych pokazuje się, gdzie i jaki kandydat popierany przez Tymoszenko albo Janukowycza zwyciężył w wyborach samorządowych z 2010 roku. Dwoma kontrastującymi kolorami autorzy zaznaczają poszczególne regiony i ukazuje się bardzo wyraźny podział Ukrainy na dwie części. Skrajnie zregionalizowana i spolaryzowana scena polityczna – taki nasuwa się wniosek. Zgoda, że między Lwowem a Donieckiem jest bardzo duża różnica poglądów politycznych, mentalności; że rzeczywiście, gdy porównamy te dwa bieguny w poparciu dla dwóch przywoływanych partii, to są to dwa różne światy.

Tymoszenko wraz z Juszczenką zdobyli w pierwszej turze we Lwowie poparcie rzędu ponad 90 proc., a Janukowycz podobne w Doniecku. Jednak są to tylko punkty skrajne, pomiędzy którymi jest cała gama pośrednich sytuacji i pośredniego rozkładu poparcia. I tak w obwodach bardziej zachodnich i centralnych Tymoszenko osiągnęła 51 proc., a Janukowycz 49 proc. I odwrotnie, tuż za zachodnią miedzą wynik był korzystny dla Janukowycza.

W Radzie Najwyższej jest jeszcze kilka mniejszych, ale równie ciekawych partii.

Ukraińska scena polityczna jest ugruntowana w zdecydowanie mniejszym stopniu niż polska. Przewiduję, że wymienione wcześniej dwa bloki polityczne razem osiągną ponad połowę głosów w najbliższych wyborach parlamentarnych, resztę stanowi swego rodzaju środek. Wiecznym problemem jest to, że trudno jest przyłożyć do ukraińskiej sceny politycznej kategorie „prawica” i „lewica”, stosowane szeroko wobec innych państw. Nie można  powiedzieć, że Tymoszenko stanowi prawicę, a Janukowycz lewicę. Oprócz tego mamy do czynienia z ugrupowaniami, które w tym sensie znajdują się w centrum, czyli że możliwa jest ich współpraca i z jedną, i z drugą stroną sporu; zachowują więc potencjał koalicyjny.

Jakie to ugrupowania?

To Front Zmian Jacyniuka, który zdecydował związać się z blokiem Tymoszenko umową przedwyborczą. Dalej, UDAR (Ukraiński Demokratyczny Alians na rzecz Reform – przyp. hr). Blok Julii Tymoszenko jest określany mianem „bjuti”, UDAR z kolei znaczy „uderzenie”, tu także wykorzystuje się grę słów, gdyż UDAR to partia Witalija Kliczki, światowej sławy boksera. Człowieka, który niedawno wszedł do polityki centralnej, wcześniej działał w Kijowie.

Jego partia to taki czarny koń w nadchodzących wyborach. Może zdobyć nawet kilkanaście procent, startując po raz pierwszy w wyborach do Rady Najwyższej. Trzecią partią w centrum jest Silna Ukraina, na której czele stoi Serhij Tihipko (obecnie w koalicji z Partią Regionów). Tihipko jest wicepremierem w rządzie Mykoły Azarowa.

Kim są liderzy tych partii?

Jacyniuk jest przedstawicielem młodego pokolenia. To osoba, którą analitycy i obserwatorzy – zmęczeni przywódcami pomarańczowej rewolucji – postrzegają jako nadzieję na zmianę pokoleniową i następcę Tymoszenko oraz Juszczenki. Jacyniuk był przewodniczącym Rady Najwyższej w czasie prezydentury Juszczenki, miał też krótki epizod jako minister w tym okresie. Tihipko natomiast był prezesem Banku Narodowego jeszcze za czasów Kuczmy,  ponoć brano pod uwagę jego kandydaturę po Kuczmie. To polityk średniego pokolenia, ale należy do dawnej elity władzy. Uchodzi za ekonomistę, pragmatyka, dobrze znającego świat zachodni; postrzegany jest jako symbol sukcesu ekonomicznego na Ukrainie.

Tihipko w rządzie Azarowa był symbolem otwarcia na Zachód, później jawił się jako euroentuzjasta. Jak jest teraz?

Jego gwiazda trochę zbladła. Utrzymał się w rządzie, ale Silna Ukraina ma niższe notowania niż ugrupowania Jacyniuka czy Kliczki. Także Partia Ludowa nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Ugrupowanie to jest bardzo wyraźnie oparte na liderze – obecnym przewodniczącym Rady Najwyższej – Wołodymyrze Łytwynie. Gdyby miało wiązać się koalicyjnie, uczyniłoby to z Partią Regionów.

Mamy jeszcze radykalne skrzydła. I tu można już mówić o prawicy i lewicy w sensie europejskim. Po prawej stronie jest Ogólno-Ukraińskie Zjednoczenie „Swoboda”. To prawica wręcz powiązana unią z francuskim Frontem Narodowym, węgierską partią Jobbik czy flamandzkimi partiami nacjonalistycznymi. Widać w niej silny nacjonalizm wyprowadzany ze środowiska OUN–UPA. Oczywiście ich bastionem jest zachodnia część kraju, tutaj regionalizacja jest bardzo głęboka.

Jaki osiągnęli rezultat w wyborach z 2010 roku?

„Swoboda” wygrała ostatnie wybory samorządowe w 3 obwodach Galicji Wschodniej. Jeśliby wziąć pod uwagę jej potencjał w wyborach ogólnych, to jest to góra 12 proc. Może ona zdobyć i 40 proc. w Galicji Wschodniej, ale to nie da więcej niż 10-12 proc. w skali kraju. Nie mają widoków na bycie pierwszą siłą Ukrainy. Jednak ich poparcie jest oczywiście bardzo niepokojące z polskiego punktu widzenia.

Skrajnie po lewej stronie stoją komuniści i cały czas przekraczają próg wyborczy, mimo że ich pozycja spada w kolejnych wyborach. W tej chwili komuniści są koalicjantami rządzącej Partii Regionów. Kolejnym reprezentantem tych środowisk jest nieobecna w tej kadencji Niezależna Partia Socjalistyczna prowadzona przez Natalii Witrenkę. Są zagorzałymi obrońcami sowieckiego dziedzictwa.

Bilans pomarańczowej rewolucji jest smutny. Została przywrócona konstytucja Kuczmy z 1996 roku, nie ma entuzjazmu wokół idei członkostwa w Unii Europejskiej, Flota Czarnomorska nie opuściła Krymu.

Co do konstytucji, ta sprawa to spór o model państwa. System prezydencko-parlamentarny w okresie rządów Juszczenki był reformowany w kierunku parlamentarno-prezydenckim. Czyli przesunięcia nie w stronę parlamentarno-gabinetową, charakterystyczną dla Wielkiej Brytanii. W czasach Juszczenki zmiany te postępowały, anulowano je ostatecznie decyzją trybunału konstytucyjnego z zeszłego roku. Zdaniem trybunału tryb ich wprowadzania był niezgodny z prawem. Zatem mamy rzeczywiście model postsowiecki.