Newsletter

Quo vadis, SPD?

Weronika Przecherska, 26.11.2013
SPD postanowiła scedować decyzję o koalicji z Unią na szeregowych członków partii. I z niepewnością oczekuje, co będzie dalej

Dobiegają końca negocjacje pomiędzy CDU, CSU i SPD. W najbliższą środę (27.11) ma być gotowa umowa koalicyjna. Jej szkic jest już dostępny w internecie. Jednak to nie jej sporne punkty, lecz członkowie SPD zadecydują o przyszłości politycznego sojuszu.

Jak napisali na swojej stronie internetowej socjaldemokraci, „to członkowie partii powinni podjąć decyzję o tym, czy SPD wspólnie z Unią jest w stanie dokonać politycznego postępu dla milionów ludzi”.

Ponad 470 tys. członków partii ma czas na wypowiedzenie się w tej sprawie do 12 grudnia. SPD uznała, że tak będzie bardziej demokratycznie, partycypacyjnie i nowocześnie. Rzeczywiście, partia wprowadza nową jakość w swych strukturach. Jednak wraz z tą „nową jakością” pojawia się sporo niepewności i pytanie o sens strategii.

Teoretycznie wszystko powinno przebiec całkiem gładko. Do 12 grudnia członkowie SPD zadecydują o wejściu w koalicję z Unią (CDU/CSU). Pięć dni później Angela Merkel mogłaby zostać ponownie wybrana na kanclerza.

Rezultat głosowania socjaldemokratów o wejściu w koalicję z każdym dniem staje się jednak coraz mniej oczywisty. Wśród szeregowych członków SPD brakuje bowiem entuzjazmu dla sojuszu z Żelazną Kanclerz i jej partią. Jeśli owe nastroje znajdą odzwierciedlenie w głosowaniu, niemiecką scenę polityczną może czekać zupełnie nowe rozdanie. Jakie?

Alternatywą dla koalicji z chadekami mogłoby być trwanie socjaldemokratów w opozycji do ewentualnej koalicji Unii i Zielonych. Socjaldemokraci mogliby też podjąć próbę wejścia w koalicję z Zielonymi i Die Linke. W przypadku fiaska jakichkolwiek negocjacji nie można też wykluczyć rozpisania wcześniejszych wyborów.

Nic więc dziwnego, że postawa SPD chadeków zwyczajnie irytuje. Wyborczy sukces Unii (CDU i CSU otrzymały łącznie 41,5 proc. głosów) może mieć bowiem drugorzędne znaczenie wobec decyzji 20 proc. członków SPD. A tyle głosów potrzebne jest do osiągnięcia kworum.

Oczywiście przyczyną niechęci wobec sojuszu z chadekami są sporne punkty w negocjacjach koalicyjnych. Chodzi m.in. o kwestie związane z płacą minimalną czy emeryturami. Trudno jednak zaprzeczyć, że SPD ma prawo źle wspominać polityczne układanki z Unią. Cztery lata rządów w ramach tzw. Wielkiej Koalicji (2005-09) zakończyły się politycznym osłabieniem socjaldemokratów. W 2009 roku Unia zdecydowanie zdeklasowała głównego konkurenta, uzyskując 33,8 proc. głosów. Socjaldemokraci musieli się wówczas pocieszyć wynikiem 23-proc., a w roli koalicjanta zastąpiła ich FDP.

Swoją drogą, FDP w koalicji z CDU/CSU poradziła sobie jeszcze gorzej. W ciągu czterech lat politycznego sojuszu z chadecją głos liberałów był niezwykle słabo słyszalny. W efekcie po czterech latach koalicji FDP otrzymała tylko 4,8 proc. głosów i po raz pierwszy od 1949 roku nie weszła do Bundestagu.

SPD lęka się chadeckiej siły, jednak nie tylko w kontekście koalicyjnej układanki na najbliższe cztery lata. Również wobec zbliżających się wyborów do Parlamentu Europejskiego. Socjaldemokraci doskonale zdają sobie sprawę, że niełatwe będzie dogadywanie się z chadekami w koalicji i jednoczesna walka o miejsca w europarlamencie. Tym bardziej, że SPD i CDU zgadzają się w wielu punktach europejskiej strategii.

Słabe polityczne wyniki osiągane przez SPD są jednak tylko symptomem, nie zaś źródłem problemów partii. Od czasów wprowadzenia reform Agenda 2010, SPD spiera się wewnętrznie i ma wyraźne trudności z określeniem swojego profilu. Wśród ekonomistów powszechne jest przekonanie, że to właśnie Agenda uratowała niemiecką gospodarkę. Jednocześnie jednak zmniejszyła znaczenie SPD na niemieckiej scenie politycznej; pozbawiła partię społecznego zaufania i podzieliła jej szeregi. Przegrana o włos we wcześniejszych wyborach w 2005 r. była dla wielu symbolem tego kryzysu.

Przełomem w historii SPD nie okazała się również tegoroczna kampania do Bundestagu.

Trwający w nieskończoność wybór kandydata na kanclerza, niezliczone lapsusy i gafy Peera Steinbrücka oraz niejasności programowe poskutkowały bardzo słabym wynikiem wyborczym. I choć SPD udało się poprawić rezultat z 2009 roku i uzyskać 25,7 proc., to w przypadku partii ludowej wciąż za mało. Nic więc dziwnego, że SPD z niepokojem spogląda w przyszłość.

Socjaldemokraci doskonale wiedzą, że negocjacje z Unią są dla nich kluczowym momentem i zadecydują o politycznym kształcie i znaczeniu partii. Czy jednak wprowadzenie głosowania wśród członków SPD na temat przyszłości koalicji scementuje to ugrupowanie, czy raczej je podzieli? I w jakim stopniu wewnątrzpartyjna dyskusja przełoży się na kształt niemieckiej sceny politycznej? Te pytania pozostają otwarte.