Newsletter

Platforma Dialogu – jaka przyszłość PO?

Małgorzata Kidawa-Błońska, 22.11.2013
Platforma jest stabilnym projektem. Byliśmy, jesteśmy i będziemy partią demokratyczną i otwartą na ludzi

Strona 1

Nikt nie zna partii lepiej niż jej członkowie. Naprzeciw siebie posadziliśmy więc wytrawną i doświadczoną polityk oraz młodego, aspirującego działacza. Więcej ich łączy czy dzieli? Jakie mają pomysły na Platformę Obywatelską? Na te i inne pytania odpowiadają poseł Małgorzata Kidawa-Błońska oraz Bartosz Wieliński, 27-letni działacz Platformy Obywatelskiej z Wielkopolski

Instytut Obywatelski: Pani poseł jest częścią Platformy Obywatelskiej od samego początku, czyli od 2001 roku. Bartosz od prawie czterech lat. Dzieli was pokolenie. My pytamy jednak o to, co Was łączy?

Małgorzata Kidawa-Błońska: Na pewno to, że należymy do Platformy i wybraliśmy tę partię; stąd wnioskuję, że mamy podobny pogląd na reformy w Polsce. I to już jest dużo. Platformę wybrałam wiele lat temu, bo miała w nazwie „obywatelska” i była partią zdroworozsądkową. Ten zdrowy rozsądek przejawiał się w jej działaniu ku nowoczesności z jednoczesnym odniesieniem do tradycji. Nigdy nie było to ugrupowanie silnie ideologiczne. Ideologia wiąże, krępuje i nie pozwala rozmawiać z innymi. Byliśmy, jesteśmy i będziemy partią demokratyczną i otwartą na ludzi.

Bartosz Wieliński: Moja historia jest w oczywisty sposób krótsza. Pod koniec 2009 roku wstąpiłem do Platformy Obywatelskiej. Jednym z głównych powodów dla aktywności politycznej była sytuacja w miejscu, gdzie mieszkam. Czyli: w powiecie średzkim w województwie wielkopolskim. Wtedy PO miała tam tylko i wyłącznie dwa mandaty w Radzie Powiatu. Wiedziałem, że to partia dla ludzi młodych. Chciałem odnowić jej strukturę lokalną. Zdawałem sobie sprawę, że program Platformy może zachęcić młode osoby do działania.

MKB: Kiedy zakładaliśmy Platformę, nie wiedzieliśmy, czy będziemy kiedyś sprawować władzę. Mieliśmy po prostu wielki apetyt na działanie, na zmienianie Polski na lepsze! Wiedzieliśmy wówczas, że to, co dzieje się wokół nas, nam i Polakom się nie podoba. Zmiany w kraju nie szły w dobrym kierunku. Czuliśmy, że potencjał w społeczeństwie jest ogromny; że albo razem uda nam się zmienić Polskę w nowoczesny kraj, albo będziemy tkwić w zaścianku, na marginesie Europy.

To ciekawe: pani poseł mówi o ideałach, a Bartosz o działaniu. To zupełnie inna motywacja do rozpoczęcia kariery politycznej.

MKB: Rzeczywiście, startowaliśmy w innej Polsce. Ostatnia dekada była dla naszego kraju wręcz przełomowa. Tempo zmian wciąż jest ogromne. Dopóki się na chwilę nie zatrzyma, nie usiądzie i nie zacznie przypominać, co zrobiliśmy w tej czy poprzedniej kadencji, to można pominąć wiele z naszych dokonań. Niektóre zmiany dziś zdają się naturalne, jakby były od zawsze. Mało kto pamięta, że to Platforma zniosła obowiązek służby wojskowej. Dla młodego pokolenia jest to dziś naturalne, że nie idą do wojska, jeśli taka kariera nie jest ich życiowym marzeniem.

Czy PO łączy dziś swój dawny idealizm z energią młodych do działania?

MKB: Mimo, że lata płyną, Platforma się nie starzeje i wciąż ma tyle samo energii jak pierwszego dnia, gdy powstawała. Wówczas mieliśmy bardziej idealistyczną wizję budowania nowoczesnego państwa. Z kolei u Bartosza widzę chęć pragmatycznego działania w najbliższej okolicy. Te aktywności trzeba połączyć, bo same idee bez konkretnych i nowych celów prowadzą donikąd. Uważam, że polityka lokalna jest ogromnie ważna. Zmienianie świata trzeba rozpocząć od najbliższej ulicy, osiedla, miasta, szkoły czy studiów.

BW: Od kiedy pamiętam, chciałem działać dla miasta, dla powiatu, w którym mieszkam. Nie patrzyłem na politykę z perspektywy województwa czy całego kraju. Kiedy pani poseł wstępowała do PO w 2001 roku, to był czas tworzenia partii od podstaw. Do PO dołączyłem, gdy byliśmy już partią rządzącą. Inny czas, inne wyzwania.

MKB: Rządzenie to zupełnie inna kategoria odpowiedzialności niż tworzenie czegoś od początku. To kolejny etap. Nie można odciąć się od korzeni. Pan mówi, że zaczął od chęci zmieniania otoczenia wokół siebie. Tu wiele nas łączy. Najbardziej chciałam zmieniać kulturę w Polsce. A był to tylko wycinek. Angażując się w działanie, czy to samorządowe czy na poziomie krajowym, wybiera się obszary, które się rozumie. Naturalne jest, że następnie poszerza się zakres własnej aktywności.

Dziś polityka bardzo źle się kojarzy, a zaufanie do partii jest rekordowo niskie. Warto działać politycznie?

MKB: Zaufanie do partii rządzącej obniża się, gdyż rząd podejmując konieczne ale często trudne decyzje, traci w oczach wyborców. Na szczęście – przejściowo. Szczególnie w sytuacji, kiedy komunikacja ze społeczeństwem lekko szwankuje. Ponadto część Polek i Polaków obarcza odpowiedzialnością rząd za wszystko, a na pewno za zdecydowaną większość tego, co dzieje się w kraju. Mimo to uważam, że warto działać. Warto, ale nie w każdej partii! Bo po co swe siły angażować w formacjach, w których człowiek nie ma poczucia indywidualności i wolności? Gdzie nie szanuje się demokracji, gdzie nie ma miejsca na rozmowy o różnicach? W dobrych, otwartych partiach jest dialog. Można dyskutować, wspólnie wybierać obszary, którymi się zajmujemy.

BW: Możliwość rozwoju jest najważniejsza. Z punktu widzenia mieszkańca małego powiatu średzkiego, który liczy około 60 tys. mieszkańców, jakakolwiek partia postrzegana jest z dystansem. Inaczej zaś patrzy się na działaczy lokalnych stowarzyszeń, nawet jeśli ich cele pokrywają się z tymi partyjnymi. Ale oczywiście im więcej się robi dla swojego powiatu czy miasta, tym wzrasta społeczne zaufanie. Dlatego jako działacz staram się jak najbardziej mobilizować ludzi, żeby uwierzyli, że działanie w partii ma sens.

MKB: Myślę, że wielu ludziom ugrupowania polityczne mogą ciągle kojarzyć się z aparatem partyjnym z czasów PRL. Mimo, że minęło ponad 20 lat, wielu Polakom wydaje się, że partie tak właśnie funkcjonują; że nie ma służebności polityków wobec społeczeństwa.