Newsletter

W stronę bezpiecznych emerytur

Jan Gmurczyk, 21.11.2013
Inwestowanie w stabilną i nowoczesną gospodarkę wydaje się o wiele lepszym gwarantem przyszłych emerytur niż inwestowanie we własne papiery dłużne

Inwestowanie w stabilną i nowoczesną gospodarkę wydaje się o wiele lepszym gwarantem przyszłych emerytur niż inwestowanie we własne papiery dłużne

Przyjęty właśnie przez rząd projekt zmian w systemie emerytalnym oferuje sporo korzyści zarówno przyszłym emerytom, jak i całej gospodarce. Wśród całej listy propozycji cieszy przede wszystkim to, że aktywni zawodowo Polacy będą mogli okresowo decydować, czy część odprowadzanej przez nich co miesiąc składki emerytalnej nadal będzie przekazywana do OFE, czy też pozostanie w ZUS na specjalnym subkoncie. To nowa jakość w stosunku do obecnych rozwiązań. Dziś pracownicy mogą co najwyżej wskazać, do którego OFE chcą się zapisać. Jeśli ktoś tego nie zrobi w określonym terminie, ZUS wyręcza go w drodze losowania.

Tym samym projekt reformy zmierza do zwiększenia w publicznym systemie emerytalnym swobody wyboru, co już samo w sobie jest zmianą na plus, bo wolny wybór należy do kanonu najwyższych wartości w demokracji i gospodarce rynkowej. Możliwość decydowania między ZUS a OFE to jednak nie tylko krok naprzód z punktu widzenia ideowego, ale przede wszystkim praktycznego.

Stabilność kontra zmienność

Aby to zrozumieć, przypomnijmy najpierw, że pierwszy i drugi filar z założenia nie są sobie przeciwstawne, lecz mają się uzupełniać. ZUS i OFE razem współtworzą publiczny system emerytalny, poprzez który państwo wciela w życie swój konstytucyjny obowiązek zapewnienia obywatelom zabezpieczenia społecznego na starość.

Trudno się nie zgodzić, że kompasem realizacji tego zobowiązania powinno być dążenie do zagwarantowania polskim seniorom poczucia stabilności i bezpieczeństwa. Sęk w tym, że inwestowanie na rynkach finansowych, które ma miejsce w ramach drugiego filara, pociąga za sobą ryzyko. Nie od dziś wiadomo, że rynki finansowe lubują się w zmienności, a nie stabilności. W drugim filarze pobierane są opłaty, ale już nikt nie gwarantuje przyszłym emerytom powtarzalnych, ponadprzeciętnych zysków.

Dotychczasowe doświadczenia wskazują, że średnie stopy zwrotu w OFE są w najlepszym razie porównywalne z waloryzacją składek w ZUS (ktoś zaraz powie, że „waloryzacja” i „stopa zwrotu” to pojęcia nieporównywalne, na co ja odpowiem, że – owszem – to dwie odmienne kategorie, ale obie są wyrażane w procentach i określają tempo przyrostu sumy składek emerytalnych). Z kolei ostatni kryzys przypomniał, że być może w czasie hossy na rynkach da się nieźle zarobić, ale w godzinie krachu miejsce zysków potrafią błyskawicznie zająć głębokie straty, zaś ostatecznym gwarantem stabilności sektora finansowego i tak pozostaje państwo. Czy warto zatem akceptować ryzyko i koszty związane z inwestowaniem części składki emerytalnej na rynkach finansowych w zamian za szansę na zyski?

Cóż, większość ludzi stroni od ryzyka, ale są i tacy, którzy wierzą w rynek. Dlatego właśnie wprowadzenie wspomnianej swobody wyboru między ZUS a OFE jest korzystne. Każdy obywatel sam będzie mógł na spokojnie rozważyć wszelkie „za” i „przeciw” dalszemu kierowaniu części swej składki emerytalnej na rynki finansowe. Jeśli z biegiem czasu zechce zmienić swoją decyzję, otrzyma taką możliwość.

Warto przy tym odnotować, że przekazywanie środków zgromadzonych w OFE do ZUS (który będzie odpowiedzialny za wypłatę świadczeń z obu filarów) rozpocznie się stopniowo na 10 lat przed osiągnięciem wieku emerytalnego przez ubezpieczonego. To dobre rozwiązanie, gdyż w dużej mierze uniezależnia wysokość przyszłej emerytury od ryzyka rynkowego.

Stabilny budżet, szybszy rozwój

Jednocześnie należy podkreślić, że projektowana reforma stwarza warunki do zwiększenia stabilności polskiej gospodarki. Przede wszystkim, dzięki przekazaniu obligacji skarbowych z OFE do ZUS w sposób długofalowy zmniejszy się zadłużenie państwa. Co ważne, odbędzie się to bez uszczerbku dla sumy zgromadzonych przez pracowników składek emerytalnych, natomiast z korzyścią dla logiki systemu emerytalnego.

Drugi filar stworzono w Polsce po to, by część składki emerytalnej mogła być pomnażana na wspominanych już rynkach finansowych. Samo w sobie było to całkiem niezłym pomysłem i przyczyniło się nawet do rozkwitu warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych. Nie ma jednak chyba większego sensu utrzymywanie dotychczasowego rozwiązania, według którego w filarze kapitałowym, w budowanych za środki publiczne portfelach emerytalnych obywateli, znajdują się obligacje (papiery dłużne) państwa. To tak, jakby Polska pożyczała własne pieniądze na procent, i to jeszcze za opłatą.

Korzyści dla emerytów z tego typu sytuacji są wątpliwie, natomiast koszty dla państwa w postaci ubytku składek w ZUS oraz przyrostu długu publicznego bardzo realne. Ktoś może argumentować, że „w ten sposób dług ukryty staje się jawny, więc nie ma problemu”. Tylko dlaczego mamy ten dług ukryty wyciągać z odległej przyszłości na światło dzienne już dziś i już teraz zacząć regularnie płacić od niego zwielokrotnioną cenę w postaci opłat, prowizji i oprocentowania?

Stara maksyma ekonomii głosi, że jeśli się zapożyczać, to tylko na rozwój i inwestycje. W tym też duchu wydaje się działać polski rząd. Po wprowadzeniu reformy emerytalnej poprawi się kondycja finansów publicznych, przez co łatwiej będzie Polsce wykorzystać blisko 73 mld euro (ponad 300 mld złotych), które przyznano nam na politykę spójności w ramach przyjętego właśnie przez Parlament Europejski budżetu unijnego na lata 2014-2020 (inwestycje z wykorzystaniem funduszy europejskich wymagają wkładu własnego). Osiągnięty w ten sposób rozwój gospodarczy podniesie jakość życia obywateli i zarazem pośrednio pomoże zwiększyć bezpieczeństwo emerytalne osób starszych. Inwestowanie w stabilną i nowoczesną gospodarkę wydaje się o wiele lepszym gwarantem przyszłych emerytur niż inwestowanie we własne papiery dłużne.

*Jan Gmurczyk – ekonomista, analityk Instytutu Obywatelskiego