Newsletter

Wolontariat: dobra wola seniora

Joanna Mielczarek, 21.11.2013
Chcemy sprawić, by seniorzy, owszem, siadali na tych swoich kanapach, ale nie przed telewizorami, tylko przed papierami ze spotkań, w których brali udział

Strona 1

Chcemy sprawić, by seniorzy, owszem, siadali na tych swoich kanapach, ale nie przed telewizorami, tylko przed papierami ze spotkań, w których brali udział. By uczestniczyli w podejmowaniu decyzji – mówi Joanna Mielczarek w rozmowie z Marzeną Haponiuk

Marzena Haponiuk: W jednym z wywiadów powiedziała Pani, że „wolontariat wynika z potrzeby”. Czy obserwuje Pani u starszych Polaków potrzebę pomagania innym? Badania socjologiczne mówią o tym, że aktywność takich osób w Polsce jest niska.

Joanna Mielczarek: To prawda, proszę jednak pamiętać, że istnieje u nas tradycja nieformalnego pomagania sąsiadom. Pomoc sąsiedzka i z definicji, i z prawnego punktu widzenia nie jest wolontariatem. A ponieważ nie jest nigdzie ewidencjonowana, wypadamy słabo we wszelkich statystykach, zwłaszcza międzynarodowych.

Bardzo dobrze natomiast wypadają pod tym względem Skandynawowie. Z czego wynika sukces ich modelu?

Więzi międzyludzkie są u nich dużo chłodniejsze, wszelka pomoc jest więc z natury rzeczy bardziej zinstytucjonalizowana. Inna sprawa, że seniorzy – mam takie wrażenie, gdy z nimi rozmawiam – często po prostu nie rozumieją samego pojęcia i idei wolontariatu. Natomiast gdy to słowo wypowiemy w którymkolwiek zachodnim języku, np. francuskim czy angielskim, okaże się, że jest ono bliższe ludziom, łatwiej wytłumaczalne. We Francji na przykład wolontariat to benevole, czyli w prostym tłumaczeniu „dobra wola”.

Czym w takim razie jest pomoc sąsiedzka, jeżeli nie wolontariatem?

Najogólniej rozumiemy ją jako pracę społeczną. Działania prospołeczne możemy podzielić na trzy grupy. Pierwsza to altruizm – najbardziej “radykalna” forma pomocy, wręcz poświęcenie. Drugą są działania społeczne, które wcale nie muszą być ujęte w ramy formalne, np. wszelkie działania wspólnotowe (sąsiedzkie zamalowywanie różnych bazgrołów, sadzenie drzewek itp.).

Trzecia grupa działań to właśnie wolontariat. Wyróżnia się tym, że jest sformalizowaną pomocą na rzecz innych. Najczęściej jest świadczony w różnych placówkach, instytucjach publicznych czy organizacjach pozarządowych.

Czym jest wolontariat seniorów?

Odwołam się do projektu Zapytaj Seniora. To był szczególny rodzaj wolontariatu. Dość trudny m.in. dlatego, że naszym celem  [projekt zrealizowało Stowarzyszenie “mali bracia Ubogich” – przyp. M.H.] było pozyskanie do współpracy seniorów jeszcze sprawnych, aktywnych, chętnych i otwartych. Osób, których kalendarz jest wypełniony różnymi zajęciami (np. chodzeniem na kursy tańca czy językowe), a przy tym chcących jeszcze zrobić coś dla innych. Miały one stać się swego rodzaju liderami.

Czym ci liderzy mieli się zająć?

Mieli być „oczami i uszami” na swoich osiedlach. Uznaliśmy, że skoro mieszkają tam od lat, to z pewnością wiedzą, którzy ze starszych mieszkańców potrzebują pomocy, kto z sąsiadów został wyizolowany, a kto sam się izoluje. Ci „jeszcze aktywni” najlepiej wiedzą, że np. jedna z sąsiadek zawsze chodziła do warzywniaka, ale od roku już nie przychodzi, choć oni „klepsydry żadnej nie widzieli”. A skoro tak jest, to przecież coś się musiało stać.

Jak się do tego pomysłu odnieśli seniorzy?

To było pierwsza trudność, z którą przyszło nam się zetknąć. Pomysł był taki, że skoro zaczynamy rekrutację do projektu we wrześniu, to warto rozpocząć poszukiwania w środowisku słuchaczy Uniwersytetów Trzeciego Wieku w Warszawie, w której jest ponad 30 uniwersytetów. Wydawało nam się, że nie będzie problemu, by zebrać grupę 25 chętnych. Ale nie zgłosił się prawie nikt.