Newsletter

Ludzka skala

Michał Dobrzański, 20.11.2013
Na początku listopada do Polski z wykładami zawitała gwiazda nowoczesnej urbanistyki – Jan Gehl

Na początku listopada do Polski z wykładami zawitała gwiazda nowoczesnej urbanistyki – Jan Gehl, autor głośnej, właśnie w Polsce wznowionej, książki pt. „Życie między budynkami”. Od lat przekonuje on do tego, aby przestrzeń miejską projektować z zachowaniem „ludzkiej skali”. Rozumieć należy to następująco: miasto musi być w pierwszej kolejności dopasowane do potrzeb niezmotoryzowanych, gdyż wówczas znacząco wzrasta jakość życia mieszkańców.

Bardzo cieszy fakt, że Gehla do Polski zaproszono, a w spotkaniach z nim wzięły udział także osoby odpowiedzialne za kształt naszych miast. Ludzkiej skali bardzo w tych miastach brakuje, przez co diagnozy Gehla jawią się nam jako radykalne. Twierdzi on na przykład, że miasta nie należy planować tak, aby dobrze wyglądało z helikoptera bądź na wizualizacji. Ono ma wyglądać dobrze z poziomu ulicy. W kraju, w którym właśnie wizualizacje lub widoki z lotu ptaka stanowią jedyny bodaj sposób na poprawienie choć trochę ludziom samopoczucia, spostrzeżenia Gehla brzmią szczególnie dobitnie.

Jest jednak mało prawdopodobne, aby jego wizyta przyniosła jakąś poważniejszą zmianę. Realizacja postulatów Gehla wymagałaby bowiem natychmiastowej reorganizacji całych struktur administracji miejskiej, które od lat powstają i funkcjonują wokół głównego celu, jakim jest usprawnianie transportu samochodowego. Aby jego idee można było zacząć skutecznie wdrażać, trzeba byłoby nie tylko rozbić rutynę pracy tych struktur administracyjnych, lecz także w znacznej mierze zakwestionować ich dotychczasowy dorobek.

Po wyjeździe duńskiego urbanisty wrócimy więc prawdopodobnie do śpiewki o „innej mentalności”, uwag, że ludzką skalę na Zachodzie to można wprowadzać, bo tam są już pobudowane wszystkie obwodnice, czy wskazywania, że przepisy w Polsce są inne itd. Generalnie – do szukania wymówek przed wdrażaniem u nas już teraz koncepcji miast przyjaznych ludziom. Urzędom najwygodniej i najprościej będzie po prostu działać według dotychczasowych schematów, w których dla zaleceń Gehla nie ma miejsca.

Dobry wgląd w takie procesy daje przykład nowego dworca kolejowego w Poznaniu. Od miesięcy trwa tam konflikt między stroną społeczną i miastem w sprawie wyznaczenia przejścia dla pieszych, które pozwoliłoby im, pozostając na poziomie ulicy, dostać się z przystanku tramwajowego do hali dworca. Zaprojektowany układ komunikacyjny zmusza pieszych do nadkładania drogi połączonego z pokonywaniem różnicy wysokości terenu. To układ do tego stopnia niewygodny, że piesi „głosują nogami” za rozwiązaniem proponowanym przez społeczników.

Jednocześnie całemu węzłowi przesiadkowemu wokół dworca nadano dość kuriozalną nazwę „Zintegrowane Centrum Komunikacyjne”. Trudno chyba mówić o zintegrowaniu w przypadku projektu, który tworzy szereg barier w miejscu przesiadki z tramwaju do pociągu. Przy okazji nazwa węzła świadczy o tym, że w warstwie słów zarządca stara się o wrażenie, że cała inwestycja spełnia współczesne oczekiwania wobec tego rodzaju inwestycji.

Natomiast jeśli chodzi o fakty, to trzeba stwierdzić, że poznański dworzec i idee Gehla to dwa odrębne światy. Istotą tej różnicy jest podejście do człowieka. Aby stworzyć ludzką skalę, należy przede wszystkim analizować naturalne ludzkie zachowania (np. to, że ludzie najchętniej chodzą najkrótszą drogą) i w oparciu o wyniki tej analizy projektować rozsądne rozwiązania. Tymczasem to, co zrobiono w Poznaniu i co robi się w całej Polsce, to projektowanie w oderwaniu od specyfiki natury ludzkiej, w przekonaniu, że ludzie i tak będą bezwolnie podążać drogą wyznaczoną im przez projektanta, niezależnie od tego, jak bardzo będzie im to nie na rękę.

Kontrowersja wokół poznańskiego dworca (dodajmy: owo przejście dla pieszych jest tylko częścią problemu), lecz także wiele podobnych spraw w innych polskich miastach pokazują dość jasno, że idee miasta ludzkiej skali są na razie przyswojone tylko przez tę część społeczeństwa, która aktywnie zabiega o poprawę stanu przestrzeni miejskiej. Natomiast przez administrację publiczną są wciąż ignorowane.

Aby zmiany zaczęły być widoczne na ulicach, urzędnicy będą musieli zaakceptować fakt, że nie są w stanie samodzielnie przewidzieć i zaprojektować infrastruktury dla tysięcy różnych użytkowników, nie pytając o zdanie przynajmniej części z nich. Ludzka skala w polskim wydaniu polegać musi przede wszystkim na zrozumieniu przez administrację, że infrastruktura przeznaczona jest dla ludzi właśnie. Także tych, którzy zgłaszają swoje uwagi i postulaty. A nie dla wyimaginowanych użytkowników żyjących tylko w głowach projektantów i zarządców.