Newsletter

Jak walczyć z ekstremizmem?

Małgorzata Mandola, 19.11.2013
Zdelegalizowanie jakiejkolwiek organizacji niesie za sobą ryzyko, że zniknie ona z pola widzenia. A tym samym wymknie się spod kontroli

Strona 1

Zdelegalizowanie jakiejkolwiek organizacji niesie za sobą ryzyko, że zniknie ona z pola widzenia. A tym samym wymknie się spod kontroli

„Wiadomo było, że Marsz Niepodległości organizowany przez środowiska narodowe będzie po raz kolejny zarzewiem konfliktów, zadym i niepokojów (…) I jak co roku pozostajemy bezsilni, patrząc jak prymitywna hołota niszczy na swojej drodze wszystko, co jest inne i może być obce” – napisał Sławomir Potapowicz na blogu na portalu Tokfm.pl. Takie i podobne wpisy pojawiły się już wieczorem 11 listopada. Spalona tęcza opanowała portale społecznościowe i wiadomości w mediach.

Nie tylko Polska zmaga się z problemem agresywnych grup ultraprawicowych, neofaszystów, skrajnych nacjonalistów czyli pseudopatriotów. Grecja, Francja, Norwegia to tylko niektóre z państw europejskich, gdzie ostatnimi czasy dochodziło do agresji i przemocy tego typu. I które z tym problemem nadal się mierzą. Może warto by zatem przyjrzeć się ich doświadczeniom.

Dwa zabójstwa

W Grecji, pomimo licznych pobić i zamieszek, dopiero po zamordowaniu na przedmieściach Aten rapera, antyfaszystowskiego działacza, aresztowano przywódców Złotego Świtu. Odwetem tłumaczy się morderstwo dwóch członków tej organizacji. Ponieważ jest ona legalną partią, a jej członkowie zasiadają w parlamencie, mężczyznom trzeba było cofnąć immunitety.

Ze Złotym Świtem sympatyzowała też część policji. Po aresztowaniu w mieszkaniu jednego z przywódców znaleziono nielegalną broń. Dopiero to wydarzenie spowodowało, że ugrupowanie z 18 członkami w parlamencie można było uznać za organizację kryminalną i niebezpieczną. Mówiono wtedy o zmierzchu Złotego Świtu. Jego popularność nieustannie rosła, pomimo że wiele z wcześniejszych przestępstw na tle rasowym również jej przypisywano. Jednak policja nie miała wystarczających dowodów, by skazać członków ZS.

We Francji eskalacja przemocy i manifestacji ze strony ultraprawicowych ugrupowań przekroczyła wszelkie normy i przerodziła się w zamieszki w czasie głosowania nad ustawą o małżeństwach homoseksualnych. Już wtedy, czyli pod koniec maja, lewica żądała ich rozwiązania. Premier Jean-Marc Ayrault polecił ministrowi spraw wewnętrznych Manuelowi Vallsowi, aby zbadał warunki zastosowania ustawy z 1936 r., umożliwiającej rozwiązanie „ugrupowań skrajnie prawicowych, które szerzą nienawiść, antysemityzm, ksenofobię i homofobię oraz bojówek, ugrupowań paramilitarnych i wszelkich innych grup nawołujących do nienawiści lub agresji na tle rasowym, kulturowym czy wyznaniowym”. Francuski premier mówił, że ma zamiar „roztrzaskać na kawałki, ale w sposób demokratyczny i oparty na zasadach obowiązującego prawa, wszelkie ruchy o zabarwieniu faszystowskim i neonazistowskim”.

Rada ministrów potrzebowała solidnych dowodów, aby podpisać akt o rozwiązaniu ultraprawicowych grup. Przez kilka tygodni policja zbierała więc materiały przeciw nim. Solidny dowód w końcu się znalazł.

Na początku czerwca doszło do morderstwa. Clément Méric, 18-letni student prestiżowej Science Po w Paryżu, antyfaszystowski lewicowy działacz, został pobity ze skutkiem śmiertelnym tak po prostu, na ulicy, po wyjściu ze sklepu. Zrobił to skinhead, niejaki 20-letni Esteban, członek ugrupowania Młodzieży Nacjonalistyczno-Rewolucyjnej (Jeunesses nationalistes révolutionnaires). Śmierć młodego studenta wywołała fale oburzenia w całej Francji, podobnie jak zasztyletowanie lewicowego rapera w Grecji.

Przywódca JNR, z którego wywodził się Esteban, Serge Ayoub, odpowiedział z typową dla wszelkich ekstremistów bezczelnością, ze „JNR nie ma nic wspólnego z pobiciem, a premier Ayrault, chcąc roztrzaskać na kawałki skrajną prawicę, roztrzaskał swą inteligencję, ale to dlatego, że socjaliści po prostu nie mają mózgu”.
Młodzież Nacjonalistyczno-Rewolucyjna to coś w rodzaju sił porządkowych czy bojówek ugrupowania ultraprawicowej Trzeciej Drogi (Troisième Voie), założonej w 2010 r. przez Serge’a Ayouba. Wszystkie z zamieszanych w pobicie Clémenta Mérica osób przyznały się do bycia jej członkami.

Manuel Valls zapowiedział, że rząd będzie impitoyable (bezlitosny). „Jesteśmy to winni temu młodemu chłopcu, który zginął przez ludzką nienawiść”, dodał. Natychmiastowo uruchomiono wszelkie procedury mające na celu rozwiązanie wspomnianych ugrupowań. Istnieje jednak wiele restrykcji prawnych, które to utrudniają. Zebrane materiały dostarczyły nie tylko dowodów na zamieszanie JNR w morderstwo, ale i na planowane przekształcenie grupy w bojówkę. A to według francuskiego prawa jest wystarczającym powodem do jej delegalizacji.

Potem poszło jak z płatka. Już w trzy dni po zabójstwie zdelegalizowano JNR, potem Trzecią Drogę oraz stowarzyszenie Chcemy Marzyć (Envie de rêver). Kilkanaście dni później – Francuskie Dzieło (Oeuvre française), którego członkowie popierali kolaborację Francji z czasów II wojny światowej i reżim Vichy. Byli zwolennikami marszałka Pétaina. Następnie, na mocy podpisanej decyzji przez radę ministrów, prezydent rozwiązał też bojówkę Francuskiego Dzieła, czyli Młodzież Nacjonalistyczną, neohitlerowców czczących Waffen SS i pozdrawiających się gestem Hitlera. Jej założyciel, Alexandre Gabriac, został wydalony z Frontu Narodowego po tym, jak w internecie rozeszło się jego zdjęcie wykonującego ów gest.

Francuski ultranacjonalizm

Francuskie Dzieło było najstarszym ugrupowaniem ultraprawicowym, założonym w 1968 roku przez Pierra Sidosa. Był to syn Françoisa Sidosa, rozstrzelanego za kolaborację w momencie wyzwolenia Francji spod okupacji niemieckiej po II wojnie światowej. Przez czterdzieści pięć lat istnienia członkowie szerzyli idee antysemickie i rasistowskie francuskich kolaborantów.

Jean-Yves Camus, specjalista od nacjonalistycznych i ekstremistycznych ugrupowań w Europie, określa francuskich nacjonalistów jako ruch całkowicie rodzimy, wpisujący się w skrajną prawicę, a nie bezpośrednio powielający hitleryzm. Inspirują się modelem hiszpańskiej Falangi i włoskich faszystów – klasyczny model nacjonalizmu. Francuscy faszyści i nacjonaliści zorganizowani są jak wszystkie inne ruchy tego typu, na zasadzie prywatnej milicji. Mają też obóz szkoleniowy typu paramilitarnego.
Skąd się wzięła francuska ultraprawicowość? Czynniki są typowe. To nie tylko kryzys tożsamości u pewnej części społeczeństwa, poczucie lęku i niepewność o przyszłość, ale przede wszystkim rozłam społeczeństwa, który nastąpił w ostatnich latach. Wszystko to sprzyja szerzeniu się ekstremalnych idei. We Francji pojawiły się ekstremizmy po obu stronach. I tak jak istnieje ultraprawica, jest też i ultralewica, której działalność widać raczej w związkach zawodowych i strajkach, a nie w przemocy i agresji wobec ludzi i na ulicy.

Już w latach 90. chciano rozwiązać partię Front Narodowy, wokół której orbitują radykalne ugrupowania, tak jak wokół PIS, Solidarnej Polski czy PJN. We Francji prowadzone było intensywne śledztwo w sprawie FN, ale żeby zdelegalizować jakiekolwiek stowarzyszenie czy ugrupowanie potrzebne są solidne dowody. A grupy te wiedzą, jak i gdzie ukryć to, co nielegalne. Takim dowodem może być (i jest najczęściej) atak fizyczny na tle rasowym.