Newsletter

Innowacje po norwesku

Atle Midttun, 25.11.2013
Wydobywanie ropy naftowej należy do zajęć wysoko innowacyjnych. Jednak norweska gospodarka nie sprowadza się tylko do ropy

Strona 1

Wydobywanie ropy naftowej należy do zajęć wysoko innowacyjnych. Jednak norweska gospodarka nie sprowadza się tylko do ropy – mówi prof. Atle Midttun w rozmowie z Janem Gmurczykiem

Jan Gmurczyk: Norweska gospodarka słynie z wydobycia ropy naftowej. Na ile zatem innowacyjność jest dla Norwegii istotna?

Prof. Atle Midttun: To pytanie dotyczy zjawiska określanego jako „norweski paradoks”, o którym szeroku dyskutuje się w Norwegii i Europie. W raporcie Komisji Europejskiej pt. „Innovation Union Scoreboard” Norwegia wypada dość słabo pod względem innowacyjności, a mimo to cieszy się pokaźną nadwyżką w budżecie państwa i przewyższa Stany Zjednoczone poziomem PKB na mieszkańca. Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że Norwegia zawdzięcza swoje bogactwo eksploatacji złóż ropy naftowej i nie musi być innowacyjna. Ale czy naprawdę gospodarka bazująca na przemyśle naftowym może obejść się bez innowacji?

Wnikliwa obserwacja sytuacji na Morzu Północnym prowadzi do wniosku, że wydobywanie ropy naftowej należy do naprawdę wysoko innowacyjnych zajęć. Norwegia rozwinęła badania w obszarze wierceń głębokomorskich i podmorskich, przesuwając na tym polu granicę coraz dalej i dalej. Wszystko to łączy się z zaawansowanymi technologiami, które dają Norwegii wiodącą pozycję w świecie. Owszem, kraj czerpie rentę surowcową z wydobycia ropy naftowej i gazu ziemnego, ale ich pozyskiwanie na otwartym morzu to także innowacyjny sektor high-tech. W raportach unijnych jest on chyba niedoszacowany.

Erna Solberg, do niedawna liderka opozycji, a dziś premier Norwegii, wskazywała w trakcie ostatniej kampanii wyborczej, że inne gałęzie gospodarki nie rozwijają się w zadowalającym stopniu.

To poważne zmartwienie. Norwegia jest silnie zależna od ropy naftowej, więc jeśli cena surowca zmieniłaby się gwałtownie, gospodarka mogłaby znaleźć się w opałach. Mimo tego, z uwagi na wysoką zyskowność wydobycia ropy, pracownicy i kapitał są częściowo „wysysani” z innych sektorów. A to tylko utrwala obecny profil gospodarki.

To klasyczne objawy tzw. choroby holenderskiej.

Do pewnego stopnia tak. Pozytywy są tu takie, że w ciagu ostatniej dekady zatrudnienie i produkcja przemysłowa wzrosły w Norwegii bardziej niż w większości innych państw, a gospodarce udało się w dużym stopniu uniknąć dekoniunktury po kryzysie finansowym.

Z drugiej jednak strony wynagrodzenia w przemyśle stopniowo obniżają konkurencyjność norweskich pracowników. Dzieje się tak pomimo ostrożnego podejścia Norwegów do kwestii konsumpcji wpływów z surowców w sektorze publicznym: budżet państwa może wydawać nie więcej niż 4 proc. przychodów z wydobycia ropy naftowej. Ten limit został wyznaczony w rezultacie szerokiego konsensusu i jest szanowany przez wszystkie partie polityczne. Gdyby Norwegia szybko wydała wszystkie środki zgromadzone dzięki wydobyciu ropy, obserwowalibyśmy atak „super ostrej” choroby holenderskiej.

Warto jednak podkreślić, że norweska gospodarka nie sprowadza się tylko do ropy. Norwegia może się poszczycić silnym przemysłem zbrojeniowym i zaawansowanymi rozwiązaniami w zakresie technologii morskich wykorzystywanych na potrzeby specjalistycznych statków. Nie zapominajmy też o akwakulturze (hodowli organizmów wodnych dla celów spożywczych – red.), różnych specjalizacjach z obszaru badań medycznych oraz sektorze hydroenergetycznym, z którym idą w parze przemysły elektrochemiczny i elektrometalurgiczny. Wypada również wspomnieć o turystyce i innych branżach usługowych.

Powstawanie innowacji to złożony proces, a droga od pomysłu do produktu bywa długa i kręta. W jaki sposób państwo norweskie pomaga skracać dystans między nauką a biznesem?

Promocję nowych pomysłów wspierają przede wszystkim dwie instytucje: Innovation Norway (dosł. „Innowacyjna Norwegia” – przyp. J.G.) oraz Norweska Rada Naukowa (norw. Forskningsrådet – przyp. J.G.). Do tego dochodzi jeszcze rządowa spółka inwestycyjna Investinor AS.

Czym zajmuje się pierwsza z nich?

Innovation Norway prowadzi kilka programów oferujących wsparcie projektów prywatnych i publicznych (bo również projekty sektora publicznego mogą mieć spory potencjał – wiele innowacji powstaje w przemyśle zbrojeniowym, w dziedzinie opieki zdrowotnej itd.).

Te programy stymulują przedsiębiorstwa średniej wielkości do poszukiwania dobrych partnerów i rozwijania innowacyjnych produktów. Jeśli firma ma dobry pomysł, Innovation Norway stara się zapewnić jej wiarygodne partnerstwo biznesowe, a następnie wspiera projekt.

Takie podejście uwzględnia pewne elementy nowego myślenia w teorii innowacji na temat innowacji otwartych (ang. open innovation – J.G.) oraz systemów innowacyjnych. Co więcej, jednym z podstawowych wymogów w stosunku do zaangażowanego przedsiębiorstwa jest współpraca z klientem zgłaszającym zapotrzebowanie na nowe rozwiązanie, najlepiej jakimś podmiotem międzynarodowym.

Jakie są wyniki?

Chociaż mówimy o ryzykownej działalności, sektor publiczny inkasuje całkiem niezły zwrot z zainwestowanego kapitału. Poza tym tego rodzaju programy wywołują dwa efekty. Pierwszy ma charakter ekonomiczny: wiele nowych pomysłów znajduje zastosowanie w praktyce. Drugi zaś ma wymiar reputacyjny: wsparcie ze strony Innovation Norway dodaje projektom wiarygodności, co zachęca do zaangażowania się również innych inwestorów.

Czy Innovation Norway działa na zasadzie funduszu inwestycyjnego?

To instytucja publiczna, więc nie kieruje się względami takimi jak inwestor finansowy. Tym niemniej, istnieje silna presja, by IN osiągało zwrot na swoim kapitale. Agencja podlega corocznej ewaluacji.