Newsletter

Wybory pozornie mało ważne

Kazimierz Bem, 12.11.2013
W minionym tygodniu w USA odbyło się kilka wyborów, tylko z pozoru mniej znaczących

Marlborough, 9 listopada 2013

Dziennikarze relacjonujący wydarzenia ze Stanów skupiają się zwykle na wyborach prezydenckich. I, od czasu do czasu, na wyborach do Kongresu. Szczególnie, gdy pałeczka ma przejść z rąk jednej partii do drugiej. Tymczasem w minionym tygodniu w USA odbyło się kilka wyborów, tylko z pozoru mniej znaczących.

Wybierano m.in. merów i burmistrzów wielu ważnych miast: Nowego Jorku, Detroit i Bostonu. We wszystkich trzech miastach wygrali demokraci. W przypadku Bostonu republikanie nawet nie wystawili swojego kandydata. Byłby bez szans – demokraci rządzą miastem od 1930 roku! Za to w Nowym Jorku po prawie 20 latach demokraci odzyskali miasto z rąk umiarkowanych republikanów i wielkiego biznesu.

To, co uderza w tych wyborach, to wyraźny zwrot w lewą stronę. Mer elekt Nowego Jorku, Bill de Blasio, obiecywał podwyższenie podatków dla najbogatszych mieszkańców miasta, budowę nowych mieszkań komunalnych, nacisk na wyrównywanie szans i zmniejszenie dysproporcji między najbogatszymi i najbiedniejszymi. Mer elekt Bostonu Marty Walsh wygrał z konkurentem bardzo zaciętą walkę, obiecując większe nakłady w sektorze publicznym i edukacji. Z kolei w Detroit Mike Duggan zostanie pierwszym od 40 lat białym burmistrzem. Znużeni skandalami korupcyjnymi i bankructwem miasta czarni mieszkańcy zagłosowali właśnie na niego.

Niezwykle ciekawie wyglądał pojedynek na urząd gubernatora w dwóch stanach – New Jersey i Wirginii. Pierwszy był uważany za bastion demokratów, drugi – republikanów. W pierwszym reelekcję łatwo uzyskał Chris Christie, bezpośredni i umiarkowany republikanin. Zdobył 80 proc. głosów demokratów. Coraz więcej osób widzi go jako jedynego kandydata GOP w wyborach prezydenckich w 2016 roku.

Christie jest umiarkowanym republikaninem. Opowiada się za unormowaniem statusu nielegalnych imigrantów (z pewnymi zastrzeżeniami) i częściową kontrolą dostępu do broni. Podwyższył podatki. Choć sam jest przeciwny małżeństwom jednopłciowym, nie złożył apelacji, gdy kilka tygodni temu stąd stanowy nakazał w New Jersey zalegalizować natychmiast małżeństwa tego typu. To wszystko powoduje, że demokraci są w stanie go przełknąć. Za to republikańscy puryści z Partii Herbatkowej (Tea Party) – znienawidzić.

Przypadek Wirginii jest jeszcze ciekawszy. Obama zwyciężył w niej w obu wyborach, ale niewielką ilością głosów. Republikanie wystawili Kena Cuccinellego, który był beniaminkiem Partii Herbatkowej ze względu na swoje konserwatywne – by nie powiedzieć „archaiczne“ – poglądy społeczne. Pomimo uruchomienia całej machiny republikańskiej, przegrał wybory. Wygrał lewicowy demokrata Terry McAuliffe. To zwolennik kontroli dostępu do broni, aborcji (której absolutnie sprzeciwiał się Cuccinelli) i małżeństw jednopłciowych. Wiktorię zapewniły mu głosy młodych, kobiet i Afroamerykanów. Czyli grup, które republikanie od lat starają się zupełnie zmarginalizować.

Sukces w Wirginii jest zwiastunem nieubłaganego trendu. Jak napisał republikański komentator Joe Scarborough, „my republikanie nie wygramy ogólnokrajowych wyborów, jeśli nie poszerzymy naszego oddziaływania (…) Tak samo nie będziemy nigdy rządzić, jeśli będziemy odmawiać zawierania kompromisów wtedy, gdy są one niezbędne“.

W prawyborach w Alabamie republikanin Bradley Byrne pokonał obecnego kongresmena Deana Younga z Partii Herbatkowej, który był jednym z entuzjastów „zamknięcia” rządu federalnego. Zwycięstwo zawdzięcza pieniądzom wielkiego biznesu, przerażonego ideologią „herbaciarzy“ i ich destruktywnym wpływem na amerykańską gospodarkę.

O tym, że Scarborough może mieć rację, przekonał się prokurator generalny Texasu Greg Abbot. Chcąc ograniczyć możliwości głosowania mniejszościom etnicznym, najuboższym w stanie i studentom, pod pretekstem „ochrony przed wyborczym oszustwem“, stanowy parlament wprowadził drakońskie przepisy dotyczące dowodu tożsamości. O surowości wprowadzonego prawa świadczy fakt, że gdy Abbot pojawił się w lokalu wyborczym, by zagłosować, okazało się, że… nie ma wymaganego dowodu tożsamości! Zagłosował tylko i wyłącznie dzięki poprawce, którą wnieśli stanowi demokraci. I której jako prokurator generalny się sprzeciwiał. Internet kipiał od złośliwości.

Na razie republikanie dołują w sondażach. Większość Amerykanów właśnie ich obciąża winą za „zamknięcie” rządu i uważa ich za nawiedzonych ideologów. A tymczasem w przyszłym roku ponad 22 gubernatorów czekają wybory.