Newsletter

Ile wolności w Małej Ojczyźnie?

Agnieszka Rozner, 07.11.2013
Mała Ojczyzna dla nas współczesnych wydaje się czymś do złudzenia podobnym do tego, jak starożytni pojmowali polis

Mała Ojczyzna dla nas współczesnych wydaje się czymś do złudzenia podobnym do tego, jak starożytni pojmowali polis

W świecie starożytnym, a zwłaszcza wśród Greków, wolność stanowiła kwintesencję idei miasta-państwa i obywatelstwa, a wolny był ten, komu przysługiwało uczestnictwo w rządzeniu polis. Prawa miały moc obowiązującą tylko wtedy, gdy w ich uchwalaniu mógł wziąć udział każdy obywatel. Wolnym człowiekiem był ten, który nie mógł być zmuszony do przestrzegania praw narzuconych przez innych. Za takim modelem życia społeczno-politycznego opowiadali się wybitni politycy ateńscy: Solon i Perykles. Ten pierwszy istnienie wolności wiązał z państwem, gdzie prawo, łącząc się harmonijnie z siłą niezależności polis, fundować miało najlepszy porządek społeczny, istotę wolności stanowiła zaś równość obywateli wobec prawa. Klasyczna, sprzyjająca pielęgnacji obywatelskich cnót wizja polis pozostaje dziś jednak jedynie niegroźną, erudycyjną metaforą. Dlaczego?

Otóż, jak uczył francuski filozof Benjamin Constant, w pojęciu wolności starożytnych tkwił pewien nieusuwalny rdzeń, który dla współczesnych wydaje się wyjątkowo trudny do zaakceptowania. Klasyczny model demokracji realizowany w greckich polis wymagał bowiem, by prawo docierać mogło do każdej ze sfer życia. Od ingerencji tej żaden z obywateli nie był wolny lecz – co dziś wydaje się zaskakujące – wolności takiej wcale się nie domagał. Ówcześni demokraci postulowali jedynie, aby wszyscy na równi podlegali krytyce, bądź osądzeniu, według praw, w których stanowieniu brali udział.

Constant proponuje tu sugestywny opis: „Tak więc jednostka u starożytnych, będąc władcą we wszystkich prawie sprawach publicznych, w życiu prywatnym pozostaje niewolnikiem. Jako obywatel decyduje o wojnie i pokoju; jako osoba prywatna jest zawsze ograniczona, obserwowana, dławiona we wszystkich swych poczynaniach”. [B. Constant, O wolności starożytnych i nowożytnych. Mowa wygłoszona w Athénéé Royal, „Arka” nr 42 (1992)].

Świat starożytny przyjmował zatem swoistą wizję jedności życia, którego żaden obszar nie był wyjęty spod panowania praw, w demokratycznej polis stanowionych przez wspólnotę. Pytanie postawione przez antyk brzmiało więc – by sięgnąć po słynne sformułowanie Isaiaha Berlina – „Kto mną rządzi?”. Odpowiedzi mogły być rozmaite: monarcha, najbogatsi, większość, sądy.

Bez względu jednak na kształt ustroju, rdzeń pojęcia wolności pozostawał taki sam. Jak podkreśla Berlin, pojęcie wolności nie zostało u Greków explicite wyrażone i nie było zasadniczym pojęciem kultury greckiej, a być może także żadnej innej znanej cywilizacji antycznej. Dziś tę wolność, realizowaną w życiu publicznym ze wszystkim wypływającymi z niej uprawnieniami i zobowiązaniami, określilibyśmy mianem wolności pozytywnej. We współczesnej filozofii politycznej jej zwolennikami pozostają wszyscy ci, którzy zwracają uwagę na znaczenie wspólnoty jako naczelnej kategorii życia społeczno-politycznego.

Wciąż jednak nie wiemy co takiego – na co nie moglibyśmy się ostatecznie zgodzić – niesie ze sobą pojęcie pozytywnej wolności zapośredniczone przez kategorię wspólnoty? Sięgnijmy więc raz jeszcze do Constanta: „Celem starożytnych był podział władzy pomiędzy wszystkich obywateli i to właśnie nazywali wolnością. Celem nowożytnych jest niczym niezmącone korzystanie z dobrodziejstw indywidualnej niezależności, a wolnością są dla nich gwarancje zapewnione im w tym celu przez instytucje”. [B. Constant, dz. cyt.].

Jak się wydaje, za bardzo więc jesteśmy przywiązani dziś do naszych indywidualnych swobód, aby uwierzyć w dobrodziejstwa oferowane przez wizję pozytywnej wolności, tak cenioną przez Greków. Gdy jednak przyjrzymy się nieco uważniej naszej obecnej kondycji i rozmaitym wizjom dobrego życia realizowanym przez jednostki, może okazać się, że przeceniamy konieczność porzucenia antycznego ideału. Sednem współczesnej idei wolności, przeciwstawianej antycznemu jej pojmowaniu, jest negatywne ujęcie, które – jak pisze Berlin – odpowiada na pytanie: „Jak daleko sięga obszar w granicach którego podmiot – osoba lub grupa osób – ma lub powinien mieć całkowitą swobodę bycia i działania wedle własnej woli bez wtrącania się innych osób?”. [I. Berlin, Cztery eseje o wolnościach, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1994] Chodzi tu więc o obszar, w ramach którego człowiek może działać nie powstrzymywany przez innych.

Wedle Constanta i Berlina, ten gwarantowany prawem obszar indywidualnej wolności miał być największą zdobyczą współczesnych. I choć trudno odebrać jej rangę i znaczenie (a nawet nie ma wyraźnego powodu, by podejmować takie próby), wykonując niewielki myślowy eksperyment moglibyśmy przywrócić do łask przynajmniej część korpusu znaczeniowego wolności pozytywnej. Czytając opis reguł życia w antycznej wspólnocie politycznej prezentowany przez Constanta łatwo wskazać wiele sformułowań podobnych do tych, jakie pojawiają się, gdy mowa o współczesnych Małych Ojczyznach.

Zwykle opisujemy je jako bliską, wyobrażoną wspólnotę doświadczeń i symboli, mającą o wiele mniej wspólnego z konkretnych obszarem politycznym niż z pewnym korelatem wspomnień, norm i wartości wspólnego życia, który z różnych względów jest dla nas cenny. Jeśli więc tak pojmowana wspólnota pozostaje dla nas istotną kategorią, wymaga także częściowej akceptacji pozytywnego rozumienia wolności. Mała Ojczyzna dla nas współczesnych wydaje się czymś do złudzenia podobnym do tego, jak starożytni pojmowali polis. Zwracając się w stronę reguł i strategii życia realizowanych w obszarze tego, co zwykliśmy określać mianem Małej Ojczyzny lub dokonując wyboru pomiędzy życiem w metropolii a wspólnotą małego miasta, każdorazowo zgadzamy się bowiem na większą ingerencję tej wspólnoty w nasz indywidualny sposób życia.

W zamian za większą przejrzystość tego, co Piotr Sztompka określa mianem kręgów wiarygodności i zaufania [P. Sztompka, Zaufanie. Fundament społeczeństwa, Wydawnictwo Znak, Kraków 2007], gwarantowaną przez bliskość członków wspólnoty Małej Ojczyzny, oddajemy niewielką część negatywnej wolności. Wydaje się to jednak zupełnie nie znaczącą stratą wobec tego, co możemy wówczas zyskać – płaszczyznę odniesienia, pewien punkt oparcia i większą transparentność sieci relacji, a więc także zaufania. Mimo licznych wad swojego modelu modus vivendi wiedzieli o tym starożytni. Wiedział o tym także jak się zdaje Constant, który mimo przywiązania do indywidualnej wolności nie wyraził nigdy jasnej preferencji co do większej wartości negatywnej lub pozytywnej idei wolności.

Analizując znaczenie kategorii Małych Ojczyzn spróbujmy więc odnaleźć w metaforach starożytnych pewną jakość, która zarówno dla nich, jak i dla nas, miała podobne znaczenie. Może się bowiem okazać, że mimo różnicy w pojmowaniu wolności, w znacznym stopniu dzielimy z nimi sposób rozumienia zaufania.

*Agnieszka Rozner – politolog, filozof, doktorantka Uniwersytetu Pedagogicznego im. KEN w Krakowie. Bada myśl polityczną, historię idei, najnowsze koncepcje demokracji. Przygotowuje rozprawę na temat sporu o kulturowe uwarunkowania demokracji we współczesnym dyskursie filozofii politycznej. Członek redakcji Liberte!. Recenzent polishhistory.pl – portalu Muzeum Historii Polski w Warszawie.