Newsletter

Bohaterska elastyczność ajatollahów

Grażyna Grochocka, 05.11.2013
Dotychczas irańsko-amerykańskie negocjacje atomowe przebiegały w atmosferze gróźb i podejrzeń. Teraz, po raz pierwszy od dekady, obie strony są skłonne pójść na kompromis

Dotychczas irańsko-amerykańskie negocjacje atomowe przebiegały w atmosferze gróźb i podejrzeń. Teraz, po raz pierwszy od dekady, obie strony są skłonne pójść na kompromis

Hooman Majd jest mieszkającym w USA Irańczykiem, tłumaczem, doradcą byłego prezydenta Iranu Mohammada Chatamiego oraz autorem książek o życiu polityczno-społecznym Iranu. W jednej z nich zauważył istnienie swego rodzaju duchowego pokrewieństwa między chrześcijańskimi a szyickimi fundamentalistami. „Wielu amerykańskich fanatyków dobrze by się czuło w Iranie, gdyby tylko republika ta była nie islamska, a chrześcijańska” – zauważył. Łączy ich między innymi niechęć do dyplomacji, choć oczywiście w sporze o irański program atomowy stoją po przeciwnych stronach barykady.

Trwają rozmowy, a w Teheranie fundamentaliści podsycają strach wobec USA. „Szczerość w amerykańskim stylu” – billboardy z takim hasłem wiszą w całym mieście. Na zdjęciu przedstawiciele obu krajów prowadzą spokojną rozmowę, ale Amerykanin trzyma pod stołem naładowaną strzelbę, a na nogach ma wojskowe buty.

W tym samym momencie Sheldon Adelson, fundator wielu kampanii politycznych republikanów (w tym ostatniej kampanii prezydenckiej Mitta Romneya), na panelu ponuro zatytułowanym „Czy Żydzi przetrwają? Iran, asymilacja i zagrożenie wobec Izraela i przetrwania Żydów” zaproponował zrzucenie bomby atomowej na Teheran jako najlepsze rozwiązanie konfliktu.

Obie nawołujące do wojny grupy należą do głównego nurtu polityki w swoich krajach. W każdej chwili jedna z nich – lub obie – mogą dojść do władzy. Jednak zrządzeniem losu w obu państwach wybory wygrali przywódcy bardziej elastyczni, mniej nastawieni na konflikt i o większej wierze w dyplomację. Gary Samore, jeden z negocjatorów po stronie amerykańskiej, nazwał obecną sytuację „najlepszą okazją [aby dojść do porozumienia] od dekady”.

Oczywiście, proces dochodzenia do kompromisu będzie powolny. Dla Iranu najważniejsze jest kontynuowanie programu atomowego. Pomimo ogromnych zapasów ropy naftowej, Iran zmaga się z kryzysem energetycznym i w jego przekonaniu tylko pokojowo wykorzystywana energia atomowa może rozwiązać ten problem. Po raz pierwszy jednak Amerykanie są skłonni pójść na kompromis. Dotychczasowa polityka „zera tolerancji” nie przyniosła żadnych skutków, więc Waszyngton po raz pierwszy zasugerował, że zgodzi się na wzbogacanie uranu do pewnego stopnia. Warunkiem tej zgody ma być kontrola organizacji międzynarodowych i pewność, że atom będzie wykorzystywany pokojowo.

Przekonanie o znaczącej roli osobowości przywódców w polityce międzynarodowej dla wielu jest kontrowersyjne, ale obecna sytuacja zdaje się je potwierdzać. Niedawno wybrany prezydent Iranu Hassan Rouhani jest uznawany za umiarkowanego polityka, skłonnego do kompromisu. Rouhani jest zdeterminowany, aby zakończyć polityczną, a przede wszystkim gospodarczą, izolację Iranu. Barack Obama też chce za wszelką cenę uniknąć kolejnej wojny na Bliskim Wschodzie – zwłaszcza po protestach, które wywołały jego sugestie, że zaatakuje Syrię.

Wciąż jednak należy pamiętać, że elektrownie atomowe są tylko oficjalnym powodem realizowania przez Iran programu atomowego. Wielu analityków uważa, że Teheran chce mieć „możliwość wyprodukowania bomby” – czyli posiadać technologie i wiedzę, które w razie potrzeby będzie można wykorzystać do budowy arsenału atomowego. Prawdopodobnie aktualnie rządząca w Iranie frakcja nie ma takich planów, ale nie wiadomo, kto będzie rządził krajem za dziesięć czy dwadzieścia lat.  A Amerykanie nigdy nie zgodzą się na dysponowanie takim uzbrojeniem przez fundamentalistycznych ajatollahów, którzy w przeszłości wspierali muzułmańskich terrorystów.

Mimo to, umiarkowany optymizm jest na miejscu. Nawet drobne gesty – takie jak niedawna rozmowa telefoniczna między przywódcami obu krajów, pierwszy tego typu bezpośredni kontakt od rewolucji islamskiej w 1979 r. – wskazują na dobre intencje obu stron. Billboardy ukazujące Amerykanów jako podstępnych hipokrytów zostały usunięte z ulic Teheranu. Najważniejsze jest jednak zdanie Najwyższego Przywódcy Alego Chamenei, który nawołuje do „bohaterskiej elastyczności” w rozmowach z USA. Bohaterstwo już widzieliśmy. Teraz czas na odrobinę elastyczności.

*Grażyna Grochocka – studentka politologii na Uniwersytecie Warszawskim; współpracuje z Instytutem Obywatelskim