Newsletter

Porozumienia z Oslo – dwie dekady później

Paulina Biernacka, 30.10.2013
Izrael oczekiwał więcej bezpieczeństwa, a dostawał zamachy terrorystyczne, Palestyńczycy chcieli mieć państwo, ale na jego przyszłym terytorium pojawiało się coraz więcej osiedli

Izrael oczekiwał więcej bezpieczeństwa, a dostawał zamachy terrorystyczne, Palestyńczycy chcieli mieć państwo, ale na jego przyszłym terytorium pojawiało się coraz więcej osiedli

13 września 1993 roku Premier Izraela Icchak Rabin oraz przywódca Organizacji Wyzwolenia Palestyny Jaser Arafat podpisali na trawniku przed Białym Domem porozumienie (tzw. Oslo I), które było efektem kilkumiesięcznych tajnych negocjacji prowadzonych w Norwegii przez obie strony konfliktu. Stało się ono ważną podstawą dalszych rozmów oraz punktem odniesienia dla przyszłych bilateralnych dokumentów (np. Oslo II).

Ron Pundak, dziennikarz izraelski, który odegrał dużą rolę w trakcie tamtych rozmów pokojowych, wspomina, iż stanowisko strony palestyńskiej przedstawione Izraelczykom w trakcie pierwszego ze spotkań zostało przyjęte jako absolutna rewelacja. Dla Izraelczyków szokujący był fakt, że po stuleciu konfliktów i wojen pomiędzy Palestyńczykami a Żydami, zamieszkującymi tereny mandatowej Palestyny, po wielu krwawych zamachach terrorystycznych okazało się, że Palestyńczycy jednak chcą pokoju.

Chcieli oni także suwerennego państwa, mieszczącego się w granicy przebiegającej między stronami przed wybuchem wojny 6-dniowej w 1967 roku. Wyrzekali się przemocy i terroryzmu, a kwestia uchodźców palestyńskich okazała się być „do negocjacji”. Palestyńczycy wyrazili też chęć pogłębiania współpracy gospodarczej z Izraelem i – co bardzo istotne – zgodzili się na podział Jerozolimy, która będzie stolicą nowo powstałej Palestyny, i istniejącego już wówczas od 45 lat państwa Izrael.

Deklaracja Zasad – czyli dokument podpisany w Waszyngtonie dwadzieścia lat temu – dawała nadzieję Izraelczykom, że Autonomia Palestyńska przekształci się w stabilnego, zdemilitaryzowanego aktora, który będzie utrzymywał poprawne relacje z Izraelem. Taki byt pozwoliłby istnieć Izraelowi jako demokratycznemu państwu żydowskiemu, a region bliskowschodni mógłby wejść w nową erę rozwoju.

Porozumienia przypieczętowane w Waszyngtonie dwie dekady temu nie przyniosły oczekiwanego przez obie strony pokoju. Wielu ekspertów twierdzi, że proces pokojowy przyniósł więcej krwi i zniszczenia niż dobrego. Autorem takiej tezy jest m.in. dr Shmuel Even pracujący dla Instytutu Studiów Bezpieczeństwa Narodowego w Tel Awiwie.

Even uważa, że rozmowy w Oslo doprowadziły jedynie do kryzysu oczekiwań oraz w efekcie wybuchu krwawej Intifady Al Aksa w 2000 roku, kiedy okazało się, że strony nie doszły do porozumienia. Izrael oczekiwał więcej bezpieczeństwa, a dostawał zamachy terrorystyczne, Palestyńczycy chcieli mieć państwo, ale na jego przyszłym terytorium pojawiało się coraz więcej osiedli. Jasne było, że zdesperowane społeczeństwo, nie mając nic do stracenia, w końcu wybuchnie. Izrael znalazł się wówczas w jeszcze gorszej sytuacji strategicznej niż w momencie rozpoczęcia negocjacji pokojowych.

Zwłaszcza Intifada Al Aksa odcisnęła ogromne piętno na mieszkańcach Izraela. Zamachy terrorystyczne stały się dla wszystkich chlebem powszednim, zginęło tysiące niewinnych osób. Były szef służb Szin Bet, Ami Ayalon wspomina, że w czasie Intifady, w trakcie jednego ze spotkań ze stroną palestyńską usłyszał od Iyada Saraya, palestyńskiego doktora psychiatrii, że dla Palestyńczyków zwycięstwem jest widzieć cierpienie Izraelczyków.

Obecna sytuacja geopolityczna Izraela jest znacznie bardziej skomplikowana od tej z 1993 roku: państwo żydowskie nie utrzymuje poprawnych relacji z żadnym z trzech dominujących w regionie państw (Turcja, Egipt, Iran). Izrael jest także coraz gorzej postrzegany przez społeczność międzynarodową, która nie pamięta już o Oslo czy jednostronnym wycofaniu się z Gazy. Bardzo złe nastroje panują w Europie, gdzie np. 38 proc. Norwegów uważa, że Izrael traktuje Palestyńczyków tak, jak Naziści traktowali Żydów.

Nie tylko sytuacja Izraela uległa pogorszeniu. Alexander Kouttab oraz Mattia Toaldo analizują dla European Council on Foreign Relations realia dzisiejszej Palestyny. Przywództwo palestyńskie zmaga się obecnie z silnym kryzysem legitymizacji, na który składa się wiele czynników: fiasko rozmów pokojowych, brak narzędzi do skutecznej ochrony praw Palestyńczyków mieszkających pod okupacją Izraela, czy też brak strategii na przełamanie pata w negocjacjach z Izraelczykami.

Przywództwo palestyńskie nie cieszy się poparciem swego narodu także dlatego, że wyraża zupełnie inne poglądy na temat rozwiązania drażliwej kwestii uchodźców palestyńskich czy też statusu palestyńskich obywateli Izraela.

Coraz więcej osób kwestionuje ideę tzw. two-state solution – czyli ustanowienia dwóch państw na terenie mandatowej Palestyny. Ekspansja budowlana na terenach okupowanych prowadzona przez kolejne rządy izraelskie doprowadziła do sytuacji, kiedy niezbędnym staje się wytyczenie nowej granicy pomiędzy Izraelem a Palestyną w taki sposób, aby liczne osiedla żydowskie nie zostały po stronie palestyńskiej. Niektórzy analitycy wracają wręcz do idei utworzenia jednego państwa izraelsko-palestyńskiego, która – zważywszy na odmienność kulturową, religijną, językową czy przepaść cywilizacyjną między skłóconymi narodami – wydaje się być utopią.

Izraelczycy uważają, że idee zawarte w Deklaracji Zasad z prawnego oraz politycznego punktu widzenia są wciąż do obronienia, ale ostatnio są one wprowadzane jedynie częściowo. Każda ze stron konfliktu stara się po swojemu rozwiązać problem, czy to się przeciwnikowi podoba, czy nie. Przykładem takich działań było całkowite wycofanie się Izraelczyków ze Strefy Gazy w 2005 roku, która od 2007 roku jest zarządzana przez Hamas, nie będący stroną w rozmowach pokojowych. W ubiegłym roku zaś indywidualne kroki podjęli Palestyńczycy, którzy zwrócili się do ONZ o zaakceptowanie Autonomii Palestyńskiej jako państwa nieczłonkowskiego Narodów Zjednoczonych, tym samym zmuszając państwa ONZ do opowiedzenia się po stronie państwa palestyńskiego.

Shmuel Even dochodzi w swej analizie do wniosku, że głównym powodem fiaska rozmów pokojowych między stronami była przepaść, jaka dzieliła stanowiska obu stron na rozwiązanie najbardziej drażliwych kwestii, czyli statusu uchodźców czy Jerozolimy. Mechanizm Oslo zakładał, że strony wprowadzały poszczególne elementy porozumienia, zostawiając na później różnice między swymi stanowiskami w kluczowych kwestiach. W międzyczasie Izrael pozbył się części ziem, min. oddając Gazę i Jerycho, a zagrożenie jakie płynie dla tego państwa z Gazy powoduje, że strach przed całkowitym przekazaniem kolejnych terenów nie pozwala na dalsze porozumienie bez gwarancji bezpieczeństwa czy też deklaracji utworzenia zdemilitaryzowanej Palestyny.

Dwie dekady po Oslo Palestyńczycy nie mają suwerenności, a państwo Izrael nie jest bezpieczne. Strony wznowiły jednak rozmowy, gdyż – mimo ogromnego fiaska ostatnich dekad – negocjacje wydają się być jedyną drogą do osiągnięcia pokoju. Wie o tym doskonale Avi Ayalon, który wymownie podsumowuje politykę bezpieczeństwa Izraela ostatnich lat: wygrywamy wszystkie bitwy, ale przegrywamy wojnę.

*Paulina Biernacka – doktorantka Instytutu Studiów Politycznych PAN, wykłada w Collegium Civitas.